Żydowska inteligencja i żydowskie sfery mieszczańskie to była potencjalna klientela imprez muzycznych, koncertów muzyki poważnej, przedstawień teatralnych, operowych, operetkowych, wodewilów itp. Wpływało to pośrednio na funkcjonowanie i materialną bazę instytucji i przedsięwzięć muzycznych. Dla przykładu można przypomnieć sławetną „wojnę polsko-żydowską”, która „wybuchła” w grudniu 1858 r. Na dwa tygodnie przed „wybuchem wojny” na recital utalentowanego żydowskiego skrzypka Reicherta przybyli tłumnie żydowscy miłośnicy muzyki, natomiast na koncercie nie było prawie zupełnie polskich melomanów. Również prasa polska przemilczała to, bądź co bądź, znaczące wówczas wydarzenie kulturalne.

Wkrótce po tym koncercie, 26 grudnia 1858 r., w Salach Redutowych dały recital dwie Czeszki („Morawianki”), siostry Maria i Wilhelmina Neruda. Na ten głośno reklamowany koncert z niewiadomych bliżej przyczyn (prawdopodobnie dlatego, że był to pierwszy dzień święta Chanuka) nie przybyli żydowscy melomani – toteż sala prawie świeciła pustkami, a organizatorzy interesująco zapowiadającego się koncertu ponieśli finansowe straty.

Wybuchła gorąca polemika, a raczej awantura prasowa. Sprawozdawca muzyczny „Gazety Warszawskiej” Józef Kenig (jak pisze Samuel Hirszhorn w swojej „Historii Żydów w Polsce”, „nawet podobno sam był pochodzenia żydowskiego”) opublikował napastliwy, szyderczy artykuł, sugerując, że Żydzi nie poparli tego koncertu, ponieważ „... Panna Neruda, jak widać, nie posiada łask u pewnej licznej koterii, uchodzącej i uchodzić pragnącej za muzykalną. Brak jej orlego nosa, cery śniadej, czarnych włosów i innych cech semickiego pochodzenia; nie wymawia „r” gardłowo, nazwisko nie kończy się na: berg, blatt, kranc, stern lub podobnie...”, i tak dalej, aż po obraźliwe inwektywy pod adresem żydowskich mecenasów i melomanów. Artykuł Keniga był niesprawiedliwy z gruntu, ponieważ żydowscy melomani nieraz przychylnie, a nawet entuzjastycznie przyjmowali występy nieżydowskich wirtuozów i śpiewaków.

Sprawa nabrała ogromnego rozgłosu, zajęli się nią mecenasi, doszło do utarczek słownych, wzajemnych obelg, wielu listów do redakcji, a znany mecenas, bogaty przemysłowiec i bankier, jeden z grona 26 autorów listu do „Gazety Warszawskiej”, obiecał publicznie „wybić po pysku” redaktora „Gazety” Lesznowskiego, a „kijem wyłoić” Keniga. Sprawa nabrała takiego rozgłosu, że oparła się o interwencję dyrektora Komisji Spraw Wewnętrznych, znanego „z nieprzyjaznego stosunku względem Żydów” Pawła Muchanowa. Zresztą ta gorsząca awantura „powoli zamieniła się w sielankę polsko-żydowskiego zbratania”.

Podany wyżej przykład świadczy dobitnie o roli, jaką żydowska inteligencja warszawska i żydowskie mieszczaństwo odgrywało w życiu muzycznym Warszawy XIX wieku.

Rubinsztajn to jedno z najczęściej spotykanych w XIX-wiecznej Warszawie nazwisk żydowskich. „Skorowidz mieszkańców miasta Warszawy z przedmieściami” z roku 1854 wymienia 12 Rubinsztajnów. Eliasz był kramarzem, Iser, Josek, Matys i Hersz – handlarzami, inny Hersz – kupcem, Motel – nauczycielem, Ryfka – kucharką, Chaim i Zelik – „pisarzami prywatnymi”, Maksymilian – ajentem banku, a Rubin – rządcą domu. Rubinsztajnowie mieszkali na Muranowskiej, Franciszkańskiej, Bonifraterskiej, Nalewkach, Krochmalnej, Twardej, Dzikiej.

Liczni byli też Rozenbaumowie. Abram był faktorem, Gabryel – rękawicznikiem, Wigdor – stolarzem, Ester utrzymywała szynk, Golda i Hersz handlowali wiktuałami, a Dawid – świecami. Wśród Rozenblumów Beniamin był doktorem medycyny, Lewek – aktorem, Julian – tłumaczem języka hebrajskiego, Szlama – czeladnikiem tokarskim.

Abram i Hersz Rozenbergowie byli szmuklerzami (wytwarzali pasmanterię), Berek – właścicielem domu, Jankiel – tandeciarzem, Aron – podrabinem, Icek – subiektem, Kiwa – dorożkarzem.

Wśród Rotenbergów natomiast byli m.in. Mordka – handlarz śledzi, Mosiek – kapelusznik, Szmul – nauczyciel.

—t.s.