Wojna przeniosła się poza Ukrainę – ocenił ukraiński prezydent Petro Poroszenko w reakcji na czwartkowe zestrzelenie nad Donbasem pasażerskiego samolotu malezyjskich linii lotniczych, za które odpowiedzialność najprawdopodobniej ponoszą prorosyjscy rebelianci. W Polsce konsekwencje katastrofy były odczuwalne szczególnie mocno na rynku walutowym. Już w czwartek złoty wyraźnie osłabił się wobec euro i dolara. W piątek polska waluta nieznacznie się umacniała, ale nie zdołała odrobić wcześniejszych strat.
– Na razie złoty utrzymuje się poniżej 4,15 zł za euro, ale gdyby doszło do nasilenia chaosu na Ukrainie i sankcji wobec Rosji – a jest to jeden z możliwych scenariuszy – polska gospodarka ucierpi. Stopy procentowe spadną, złoty może być słabszy – ocenia Ignacy Morawski, główny ekonomista BIZ Banku.
– Wydarzenia mogą wywierać negatywny wpływ na cenę złotego w kolejnych tygodniach za sprawą wycofywania się kapitału zagranicznego z regionu – twierdzi Konrad Ryczko, analityk walutowy DM BOŚ.
– Nie spodziewamy się, by kurs dotarł w okolice 4,17 zł za euro, ale gdyby tak się stało, euro może krótkoterminowo kosztować nawet 4,18–4,20 zł – przewiduje Arkadiusz Urbański z banku Pekao.
Zareagowała giełda. WIG20 stracił w piątek 0,4 proc.
Dobrą wiadomością jest to, że nie zanotowano odpływu zagranicznego kapitału od polskich obligacji. Nasze papiery nawet zyskują na wartości i są już najdroższe od maja 2013 r., co może świadczyć o tym, że zagraniczni inwestorzy upatrują w nich regionalnej bezpiecznej przystani.
– Odpływ kapitału z rynków wschodzących mógłby mieć charakter trwały tylko wtedy, gdyby pojawiła się obawa, że utrzymujący się konflikt ukraiński w połączeniu z zaostrzeniem sytuacji na Bliskim Wschodzie wpłynie istotnie na wzrost gospodarczy w Polsce. Dzisiaj trudno jest ten wpływ oszacować ?– mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. – W najgorszym scenariuszu, gdyby doszło do konfliktu zbrojnego za naszą granicą, zanotowalibyśmy m.in. odpływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych.
Będziemy mieli coraz większe problemy z eksportem na Wschód
Ekonomiści przyznają, że wzrosło ryzyko zaostrzenia konfliktu w Ukrainie, ale dziś trudno ocenić, jakie konsekwencje może to mieć dla polskiej gospodarki. Rosnąca niepewność nie sprzyja naszym eksporterom.
– Przedłużanie się kryzysu oznacza, że będziemy mieli coraz większe problemy z wysyłaniem towarów w ten region. Na razie kompensuje nam to rosnący popyt z Zachodu, ale nie wiemy jeszcze, kiedy i jak mocno kraje strefy euro odczują konsekwencje recesji w Rosji – mówi Piotr Popławski, ekonomista BGŻ.
Groźba eskalacji konfliktu to kolejny czynnik źle wpływający na perspektywy wzrostu polskiej gospodarki. Dane za czerwiec rozczarowały, część ekonomistów spodziewa się wyhamowania wzrostu PKB w II kwartale poniżej 3 proc. Jeśli producenci nadal będą notować spadek zamówień z zagranicy, wskaźniki produkcji przemysłowej w III kwartale mogą okazać się słabsze od spodziewanych.
Paneuropejski indeks Stoxx 600 w piątek stracił 0,4 proc., zniżkował także w czwartek, gdy USA i UE nałożyły na Rosję kolejne sankcje gospodarcze.
– Na rynkach będzie nerwowo – ocenili analitycy Deutsche Banku.
Tę opinię potwierdza czwartkowy skok wskaźnika VIX do najwyższego poziomu od trzech miesięcy. Wzrost tego tzw. indeksu strachu, obliczanego na podstawie cen opcji na amerykański indeks S&P 500, oznacza, że inwestorzy spodziewają się wyższej niż w ostatnich miesiącach zmienności na amerykańskim rynku akcji.
Moskiewski indeks Micex w piątek tracił już piąty dzień z rzędu. W tym czasie zniżkował o 5,5 proc.