Scenariusz zrealizowanego z okazji 50. rocznicy śmierci Pabla Picassa półtoragodzinnego włoskiego filmu napisała reżyserka i Didi Gnocchi, włoska dziennikarka, znana z dokumentów o Modiglianim i Annie Frank. Stworzyły opowieść zlepiającą wiele wątków, w tym te uznawane dziś za aktualne społecznie.
Po pierwsze – to wątek migracyjny. Narratorką przedstawiającą koleje życia artysty jest Mina Kavani, irańsko-francuska aktorka. Opowiada o młodym Pablu, który przyjechał w 1900 roku z Barcelony do Paryża uznawanego wtedy za stolicę świata. Poza opinią cudownego dziecka – „Mozarta malarstwa”, miał jedynie sztalugi i walizkę, nie znał francuskiego, za to chciał podbić miasto bohemy. Kavani mówi m.in.: „Wiem co to znaczy. Wiem, co czuje cudzoziemiec, który zostawił wszystko”, i dopowiada, że on dokonał tego jako artysta, ona zaś będąc aktorką. Kavani urasta więc w filmie do rangi drugiej bohaterki, bo kamera nie traktuje jej jedynie jak narratorki podającej informacje, lecz aktorkę „w roli”.
Czytaj więcej
Wojna jest tuż obok. Dziwne by było, gdyby polscy filmowcy na nią nie zareagowali – mówi Joanna Łapińska, dyrektorka artystyczna 49. Festiwalu Pols...
Po drugie – podkreślany jest niefrasobliwy stosunek Picassa do kobiet. Nie jest tajemnicą, że był tyranem dla kolejnych partnerek i dla dzisiejszych feministek jest obiektem krytyki. Jedna z występujących w filmie deklaruje jednak przytomnie: „oddzielam swój feminizm od analizy dzieła sztuki”.
„Picasso. Buntownik w Paryżu”. Skąd zamiłowanie Pabla Picassa do cyrku?
Po trzecie – w dokumencie pojawia się pewna afroamerykańska artystka prowadząca dialog z twórczością Picassa, a także Obi Okigbo, artystka nigeryjskiego pochodzenia wyjaśniająca, że geometria dominuje w kulturze afrykańskiej, a w czasach współczesnych Picassie cieszyła się dużym zainteresowaniem.
Jeden z występujących w filmie krytyków sztuki podkreśla transkulturowość hiszpańskiego artysty, inny – porównuje jego „Panny z Avignonu” z „Niewolnikami” Michała Anioła. Uważa też, że queerowe spojrzenie na Picassa i jego dzieło ma swoje uzasadnienie.
Czytaj więcej
W wieku 94 lat zmarła Barbara Horawianka, ceniona i popularna aktorka teatralna, filmowa i radiowa, mistrzyni słowa. W teatrze była wierna Kazimier...
Kolejnym przewijającym się wątkiem narracyjnym jest zamiłowanie Picassa do cyrku. Jego pierwszą miłością była ponoć występująca pod kopułą namiotu amazonka. Jak wiadomo, cyrkowców artysta portretował na scenie i prywatnie. Narracja sugeruje: „Picasso był wszystkim: klaunem, Arlekinem, akrobatą. Żył, balansując na granicach sprzeczności: między radością a melancholią, światłem a cieniem, snem a koszmarem”, a widzowie oglądają składankę obrazów artysty i inscenizowanych scen rodem z namiotu cyrkowego.
„Picasso. Buntownik w Paryżu”. Więcej nie znaczy lepiej
Jeszcze jeden wątek stanowi opowieść o ubiegłorocznej wystawie zorganizowanej w paryskim muzeum artysty w 50. rocznicę jego śmierci. Scenografię dla 192. prezentowanych tam dzieł współtworzył brytyjski projektant Paul Smith. XVII-wieczny pałacyk w La Marais od 1985 roku jest domem dla pięciu tysięcy artefaktów Picassa i ponad 200 tys. innych obiektów pochodzących z jego prywatnych zbiorów. To największe jego muzeum pod względem liczebności eksponatów, w dodatku w kolekcji znajdują się wyłącznie dzieła, które Picasso zachował dla siebie.
Dokument przypomina też archiwalne fragmenty filmów z artystą, a także Paryż współczesnego mu czasu. Usłyszeć można nagranie głosu Gertrudy Stein, bardzo zaprzyjaźnionej z Pablem i recytującej dla niego wiersz.
Duża liczba wątków i ambicja umieszczenia Picassa we współczesnych kontekstach sumuje się w worek różności, które niekoniecznie do siebie pasują i są strawne dla widza. Sprawdza się zasada, że więcej nie znaczy lepiej. Nowoczesne osiągnięcia Picassa nie potrzebują jarmarcznej oprawy.