Czytaj więcej

"Rzeczpospolita" o katastrofie ekologicznej na Odrze: Najnowsze informacje i komentarze

Kto jest odpowiedzialny za katastrofę ekologiczną na Odrze?

Służby państwa. Katastrofy się zdarzają, trudno jest to przewidzieć, ale od tego jest państwo, od tego są specjalne służby, instytucje, jednostki, przedstawiciele rządu w terenie, wojewodowie, żeby działać natychmiast.

Kiedy pani dowiedziała się o skażeniu Odry i kiedy też zaczęły z panią współdziałać służby państwowe?

11 sierpnia zrobiliśmy pierwszą konferencję prasową. Przed nami nikt nie mówił o zagrożeniu. Wcześniej bardzo zaniepokoiły mnie informacje medialne – ale tylko medialne – i od naszych lokalnych wędkarzy, rybaków, wolontariuszy o tym, że na Śląsku pojawiły się śnięte ryby. Dlatego zrobiliśmy konferencję, ponad podziałami politycznymi, żeby wyrazić swoje zaniepokojenie i wezwać służby państwowe – WIOŚ, GDOŚ, lekarza weterynarii – do działania.

To była nasza interwencja, bo nie mieliśmy żadnych informacji od osób, które za to odpowiadają. Z wielkim oburzeniem przyjęłam informacje medialne, że Polski Związek Wędkarski dzierżawi Odrę i zajmuje się odłowieniem zatrutych ryb. Bo ma taką umowę – twierdziły Wody Polskie, nowa instytucja, która odpowiada za zarządzanie wodami, powstała w 2018 roku. Te kompetencje odebrano nam, samorządom. Obserwując, w jaki sposób Wody Polskie działają od tego czasu, mieliśmy obawy, że jeżeli wystąpi jakieś załamanie, jakaś katastrofa, to nastąpi potężny krach. I niestety tak się stało.

Czytaj więcej

Badania wody z Odry. Minister klimatu: Nie wykryto substancji toksycznych

Wędkarze zostali pozostawieni sami sobie. Przecież to jest organizacja pozarządowa, stowarzyszenie, odpowiadają za odławianie śniętych ryb.

Ale w obliczu katastrofy ekologicznej na taką skalę?

Dzisiaj meldunki pokazują, że mamy 200 ton odłowionych śniętych ryb. Wczoraj rozmawiałam ze starostą powiatu gryfickiego – dziennie odławiają 20 ton.

Ale pani też poinformowała o tym, że Odra jest skażona rtęcią. Okazuje się, że nie jest.

Poinformowałam o tym 12 sierpnia. Wcześniej – przecież ja nie jestem twórcą tej informacji – podały to media niemieckie i ta informacja była powielana w różnych krajach świata. Niemieccy dziennikarze mówili, że w badaniach, w pierwszych próbkach, jest rtęć i to jest o tak wysokim natężeniu, że skala tego nie ogarnia. My nie przekazywaliśmy od razu tych informacji dalej, postanowiliśmy najpierw je zweryfikować. Stąd też rozmowa z brandenburskim ministrem środowiska Axelem Vogelem.

Od lat nie było tak wielkiej katastrofy nie tylko w Polsce zachodniej, ale myślę, że w całej Europie.

Elżbieta Polak

Rozmawialiśmy 12 sierpnia o godz. 16.00. Ta informacja, uzyskana z pierwszej ręki od ministra Vogela, bardzo nas zaniepokoiła, ponieważ w Polsce nikt o tym nie mówił, a wędkarze nie posiadali sprzętu ochrony osobistej na tyle ich zabezpieczającego, żeby w wodzie, w której znajduje się rtęć, prowadzić odłowy ryb. Dlatego postanowiłam natychmiast taką informację przekazać. Proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdybym będąc w posiadaniu takiej oficjalnej informacji – bo to było oficjalne spotkanie z ministrem – nie przekazała tej informacji.

Zakłada pani, że rtęć na Odrze mogła jednak być i została rozmyta?

Ależ oczywiście, że tak. Nie sądzę, żeby minister mnie okłamywał. Taką dostałam informację, ponieważ taki był wynik w badaniach. Zresztą ta informacja była przedstawiona przez wiele mediów niemieckich wielokrotnie.

Tamte badania były w piątek. Dziś jest zupełnie inny stan środowiska, ponieważ badania, które są robione, wykazują zupełnie inny skład. Dzisiaj przeczytałam informację podaną przez Instytut Rybactwa Śródlądowego – prof. Piotr Parasiewicz informuje o prawdopodobnej obecności chemicznych toksyn. Oni są bardzo zaniepokojeni tym, że może wystąpić wtórne zatrucie, ponieważ to, co odławiamy, płynie z nurtem po wierzchu, zatrzymuje się na zaporach. Niestety, nie mieliśmy czasu w regionie lubuskim tych zapór zrobić, ponieważ nikt nas nie ostrzegł. I to jest kluczowe w tej sprawie. Jak działały instytucje, które są do tego powołane? My zadziałaliśmy jako samorządowcy natychmiast. Ja informację o tym, jaka to jest skala skażenia, otrzymywałam od Polskiego Związku Wędkarskiego, od burmistrzów gmin nadodrzańskich, a nie tak, jak to powinno być zgodnie z procedurami, od wojewody.

Wojewoda nie ostrzegł mieszkańców naszego regionu. Podobnie inni wojewodowie w Polsce zachodniej, pomimo że główny inspektor ochrony środowiska 3 sierpnia poprosił ich o monitorowanie i zwrócenie szczególnej uwagi, ostrzeżenie ludności. My ostrzegliśmy mieszkańców regionu. Rozplakatowaliśmy ogłoszenia z ostrzeżeniami, które zostały przez moich pracowników wywieszone wzdłuż Odry. Mamy tutaj porty na Odrze, mamy dużo firm, które z rzeki żyją, prowadzą działalność gastronomiczną, turystyczną, organizują spływy kajakowe, więc uznałam, że należy ich ostrzec. Jeszcze po 26 lipca w Odrze dzieci się kąpały. Nikt im nie powiedział, że jest zagrożenie. Do mnie jeszcze 12 sierpnia dzwonili właściciele firm turystycznych z pytaniem, czy mają odwoływać spływy kajakowe, bo nie dostali ostrzeżenia od wojewody.

Czytaj więcej

Wiceminister środowiska: Decyzja Morawieckiego o dymisji była emocjonalna i błędna

Jeżeli zostaliśmy poinformowani przez rządzących, że nie ma toksyn w Odrze, to co zabiło ryby?

To jest pytanie do ministrów. Informacja z Instytutu Rybactwa Śródlądowego wskazuje na kilka możliwości zatrucia, ale między innymi informują publicznie w mediach, że mogło do niego dojść z powodu chemicznych toksyn. Mówi się też o nałożeniu się wielu czynników, które mogły to spowodować – afrykańska pogoda, zanieczyszczenia, bardzo niski stan wody.

Podjęliśmy decyzję, że również sami takie badania będziemy prowadzić. Ustaliliśmy z marszałkami czterech regionów: opolskiego, dolnośląskiego, zachodniopomorskiego, lubuskiego, żeby we współpracy z naszymi uniwersytetami, które posiadają certyfikowane laboratoria, też prowadzić takie badania. Ale one będą na dzisiaj, kiedy jest zupełnie inny stan wody.

Jest bardzo dużo nieporozumienia, szum informacyjny. Myślę, że również ta sprawa ze złym tłumaczeniem na konferencji w Szczecinie bardzo skutecznie przykryła indolencję naszego rządu. Nikt nie mówił po tym, jak tłumacz źle przetłumaczył ministrowi pytanie dziennikarza z telewizji publicznej, nikt nie mówił o tym, że była bardzo spóźniona reakcja rządu, że rząd polski nie poinformował Niemców, landy niemieckie, które nie mogły się też przygotować. Tylko wszyscy mówili o tym, że marszałek Polak kłamie i sieje panikę.

Ile firm ucierpiało w wyniku skażenia Odry? Czy jest przewidziana pomoc państwa?

To pytanie do rządu. Zarząd województwa lubuskiego wystąpił o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej właśnie po to, żeby objąć odszkodowaniami firmy, jednostki, instytucje, które żyją z Odry. Nie mamy wciąż odpowiedzi, czy taki stan zostanie ogłoszony.

Rząd ma chyba wątpliwości. Ja ich nie mam. Od lat nie było tak wielkiej katastrofy nie tylko w Polsce zachodniej, ale myślę, że w całej Europie. Prof. Parasiewicz ostrzega, że możemy mieć jeszcze do czynienia z wtórnym zatruciem, gdy dno zbiornika Odry będzie ruszone.

My w tej chwili zbieramy takie informacje. Prowadzimy też własną inwentaryzację wszystkiego, co jest związane z tym zatruciem. W ramach zespołu międzyregionalnego, który postanowiliśmy wspólnie powołać z marszałkami Polski zachodniej, będziemy opierać się na opinii ekspertów. Wiem od firm, które prowadzą działalność gastronomiczną i turystyczną wzdłuż Odry w regionie lubuskim, że rozpoczynają strajk. Będą na mostach na Odrze, będą domagać się odpowiedzi rządu i natychmiastowej reakcji, ponieważ nikt ich nie ostrzegł i nikt się nie przejmuje tym, że od trzech tygodni są pozostawieni sami sobie. Nie prowadzą żadnej działalności. Z czego mają żyć?

współpraca Jakub Mikulski