Ameryka twardo gra z Chinami. „Musimy brać natchnienie z Reagana”

Spiker Izby Reprezentantów przyjmuje prezydent Tajwanu. Klęska Putina odsłoniła słabość reżimów autorytarnych: nie tylko Moskwy, ale i Pekinu. I dodała odwagi Amerykanom.

Publikacja: 07.04.2023 03:00

Prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen i spiker Izby Reprezentantów USA Kevin McCarthy w Kalifornii Frederic

Prezydent Tajwanu Tsai Ing-wen i spiker Izby Reprezentantów USA Kevin McCarthy w Kalifornii Frederic J. Brown/AFP

Foto: FREDERIC J. BROWN

Spotkanie w środę Tsai Ing-wen z Kevinem McCarthym w Bibliotece Ronalda Reagana w Kalifornii przypominało pawi taniec godowy. Republikanin, który jeszcze w trakcie kampanii wyborczej zapowiadał, że poleci na wyspę, zdecydował się na mniej prowokacyjny wobec Pekinu scenariusz przyjęcia tajwańskiej głowy państwa w Ameryce. Ale jednocześnie słowem i gestem chciał pokazać, że zastraszyć chińskiemu reżimowi się nie da.

– Jestem spikerem, trzecią osobą w hierarchii państwa i nikt z zewnątrz nie będzie mi mówił, z kim i kiedy mogę się spotkać – zapowiedział.

– Musimy brać natchnienie z Ronalda Reagana, który powtarzał, że aby zachować wolność, trzeba być silnym. Nie chcemy nikogo prowokować, ale nie damy się zastraszyć – odpowiedziała Tsai Ing-wen.

Czytaj więcej

Xi po rozmowie z Macronem wzywa Rosję i Ukrainę do rozmów pokojowych

Od kiedy Ameryka zerwała stosunki dyplomatyczne z Tajwanem w 1979 roku i uznała politykę „jednych Chin” reżimu komunistycznego, nigdy jeszcze nie doszło do spotkania prezydenta wyspy z tak wysokiej rangi przedstawicielem amerykańskich władz na terenie Stanów Zjednoczonych. Ale Pekin tym razem zareagował dość ostrożnie. Gdy latem zeszłego roku na Tajwan poleciała poprzedniczka McCarthy’ego Nancy Pelosi, Chiny przeprowadziły wielodniowe ćwiczenia wojskowe, w których symulowano inwazję wyspę. Tym razem Chińczycy zasadniczo ograniczyli się do o wiele mniej radykalnego ruchu: przez cieśninę oddzielającą Tajwan od Filipin przeszedł najnowszy chiński lotniskowiec Shandong.

Linia Bidena

Wstrzemięźliwość Chin tłumaczy kilka czynników. Być może najważniejszym jest zupełnie inna sytuacja geopolityczna, jaka powstała od rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Latem zeszłego roku Xi Jinping mógł jeszcze żywić nadzieję, że Rosja szybko się z tym upora. Twardo więc zareagował na przyjazd Pelosi. Dziś jest jednak jasne, że rosyjska ofensywa ugrzęzła na ukraińskich polach na długo. A to nakazuje chińskiemu przywódcy o wiele większą ostrożność w podejmowaniu kroków przeciw Tajwanowi, bo może go spotkać podobny los co władcę Kremla.

Czytaj więcej

Niemcy chcą podjąć dialog z Rosją. "Zmiany klimatu nie patrzą na demokrację"

Dla Xi ważna jest też rozgrywka w samej Ameryce. Liczy on na utrzymanie się linii Joe Bidena wobec Chin, która jest wyraźnie łagodniejsza niż to, co postulują republikanie. Co prawda w czasie spotkania z prezydent Tajwanu McCarthy stał na czele delegacji 17 kongresmenów wywodzących się z obu głównych sił USA, ale to jednak on firmował rozmowy. Wcześniej, w Nowym Jorku, Tsai Ing-wen spotkała się z przewodniczącym demokratycznej mniejszości w Izbie Reprezentantów Hakeemem Jeffriesem, ale wydarzenie zostało utajnione i opinia publiczna miała się o nim nie dowiedzieć. Twarda reakcja Chin w takim momencie musiałaby zmusić do odpowiedzi Bidena.

Obecna administracja umyślnie utrzymuje dwuznaczność co do reakcji Ameryki na wypadek chińskiej inwazji. Co prawda prezydent kilkakrotnie zapewniał, że Waszyngton przyjedzie w takim przypadku na odsiecz Tajwanowi, ale zaraz potem Biały Dom precyzował, że stanowisko USA w tej sprawie się nie zmieniło. Czyli reakcja Ameryki pozostaje kwestią otwartą.

Biden, inaczej niż Barack Obama, uruchomił natomiast program pomocy wojskowej dla Tajwanu, dziś wart ok. 2 mld dol. rocznie.

As w rękach Xi

Wizyta Tsai Ing-wen zbiegła się ze spotkaniem Xi w Wielkim Pałacu Ludowym w Pekinie z Emmanuelem Macronem i Ursulą von der Leyen. Francuski prezydent, który przed odlotem konsultował swoje stanowisko z Bidenem, zapowiedział, że będzie starał się skłonić Xi do zaangażowania się na rzecz „opamiętania Rosji i skłonienia jej do powrotu do stołu negocjacji”. Taka rola dla Chin jest z pewnością zbyt dużą nagrodą, aby zniweczyć ją poprzez reakcję na wizytę w USA prezydent Tajwanu.

Tym bardziej że chiński przywódca chce wykorzystać asa, jaki ma w swojej talii – odmowę dostarczenia broni Rosjanom – dla skłonienia Amerykanów do zaniechania dalszych sankcji wobec swojego kraju. W ubiegłym roku Biden już wstrzymał dostawy do Chin najnowszych półprzewodników i technologii sztucznej inteligencji. Borykające się z coraz poważniejszymi problemami Państwo Środka chce uniknąć kolejnych restrykcji.

Czytaj więcej

Putin oszukał Xi. Macron na tym gra

Ale Pekin bierze też pod uwagę rozwój sytuacji politycznej na Tajwanie. Kraj czekają w styczniu wybory prezydenckie, w których kończąca drugą kadencję na czele państwa Tsai Ing-wen wziąć udziału nie może. Xi ma nadzieję, że zastąpi ją kandydat Kuomintangu, ugrupowania znacznie bardziej sprzyjającemu zbliżeniu z Chinami niż Demokratyczna Partia Postępowa pani prezydent. Zbyt agresywna postawa chińskich sił zbrojnych wobec wyspy mogłaby jednak zniweczyć te nadzieje. Co prawda tylko margines Tajwańczyków oczekuje ogłoszenia tak szybko, jak to możliwe, niepodległości swojego kraju. Ale jednocześnie przytłaczająca większość z nich czuje się Tajwańczykami, a nie Chińczykami i nie szuka zjednoczenia z kontynentem.

Chińska rodzina

Wizyta Tsai Ing-wen w USA zbiegła się z podróżą jej poprzednika, wywodzącego się z Kuomintangu Ma Ying-jeou, w Chinach. W środę w Nankinie odwiedził Mauzoleum Sun Jat-sena, pierwszego prezydenta Republiki Chińskiej, który w 1911 roku położył kres trwającemu tysiąclecia okresowi cesarskiemu.

– Czujemy się wszyscy częścią chińskiej rodziny – mówił Ma Ying-jeou, w czasie gdy w USA Tsai Ing-wen podkreślała odrębność demokratycznego Tajwanu i jego wartości.

Spotkanie w środę Tsai Ing-wen z Kevinem McCarthym w Bibliotece Ronalda Reagana w Kalifornii przypominało pawi taniec godowy. Republikanin, który jeszcze w trakcie kampanii wyborczej zapowiadał, że poleci na wyspę, zdecydował się na mniej prowokacyjny wobec Pekinu scenariusz przyjęcia tajwańskiej głowy państwa w Ameryce. Ale jednocześnie słowem i gestem chciał pokazać, że zastraszyć chińskiemu reżimowi się nie da.

– Jestem spikerem, trzecią osobą w hierarchii państwa i nikt z zewnątrz nie będzie mi mówił, z kim i kiedy mogę się spotkać – zapowiedział.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Dyplomacja
Władimir Putin gotów na zawieszenie broni z Ukrainą. Przedstawia warunki
Dyplomacja
USA i Ukraina podpisały "historyczną umowę". Krok w stronę NATO (WIDEO)
Dyplomacja
Szczyt G7. Miliardy dla Ukrainy, ale "globalne południe" nadal ratuje Rosję
Dyplomacja
Ambasador RP w Waszyngtonie Marek Magierowski odchodzi ze stanowiska
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Dyplomacja
USA zabiorą z Polski baterię Patriotów? Ekspert: Nie sądzę, byłby to błąd
Dyplomacja
Sąsiad Rosji pogodzi się z utratą części terytorium? Pogłoski o ważnej decyzji