Decyzja Fedu o wpompowaniu w gospodarkę kolejnych 600 mld dol., osłabienie dolara i obawy przed inflacją to główne powody hossy na rynkach surowcowych. Ekonomiści ostrzegają: ceny będą nadal rosły. I zastanawiają się, czy już możemy mówić o kolejnej bańce spekulacyjnej.
To, w jakim tempie będą drożały surowce, w dużej mierze zależy od decyzji, jakie zapadną pod koniec tego tygodnia podczas szczytu G20 w Seulu. Oczekuje się, że szefowie państw i rządów krajów kluczowych dla światowej gospodarki ostatecznie zgodzą się, że wojna walutowa nie jest w niczyim interesie. Komunikat z Seulu może wpłynąć na sytuację na światowych rynkach.
[srodtytul]Złoty ratuje polskich kierowców[/srodtytul]
Dziś ropa naftowa jest najdroższa od dwóch lat i baryłka kosztuje już 88 dol. Tylko w ostatnim tygodniu podrożała o 5,42 dol. Średnia cena koszyka gatunków wydobywanych przez Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) wynosi już 84,33 dol. wobec 79,42 tydzień wcześniej. Ze swojej strony OPEC robi wszystko, by jeszcze w tym roku cena podskoczyła do 100 dol. – To bardzo przyjazna cena dla producentów – uważa Szokri Ghanem, przedstawiciel Libii w kartelu. Po jego wypowiedzi ceny skoczyły o ponad 4 dol. Ghanem sądzi, że ropa musi być droga, bo producenci też drogo płacą za żywność i inne surowce.
– Fed kupi od inwestorów obligacje USA. Będą więc mieli pieniądze i kupią za nie pewnie także surowce. Wielu uczestników rynku czekało na ten moment i od ostatniej środy widzimy kolejną rundę zwyżek cen – wskazuje Szymon Araszkiewicz z firmy analitycznej e-petrol. Jego zdaniem ropa może drożeć do 94 – 98 dol. za baryłkę.