Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie są potencjalne scenariusze przejęcia InPostu?
- Jakie wątpliwości mają analitycy co do możliwej oferty kupna?
- Dlaczego potencjalne zmiany własnościowe InPostu budzą kontrowersje?
Informacja o potencjalnym przejęciu InPostu zelektryzowała rynek – we wtorek na wieść o możliwej akwizycji akcje spółki notowanej na giełdzie w Amsterdamie wystrzeliły, ale w środę już nastąpiła korekta. Szybki spadek, po serii dynamicznych zwyżek, to zdaniem niektórych analityków ważny sygnał. Euforia ustała (choć w ujęciu tygodniowym walory InPostu zyskały ponad 30 proc.), bo pojawia się coraz więcej pytań odnośnie do transakcji. A odpowiedzi nie ma.
Dużo znaków zapytania
InPost we wtorek podał, że otrzymał wstępną propozycję przejęcia wszystkich akcji spółki, zastrzegając, iż to oferta niewiążąca, która dopiero otwiera drogę do ewentualnych rozmów. Nie ujawniono, kto stoi za zapytaniem, ale Sky News wskazało, że chodzi o Advent International, udziałowca InPostu, który w 2017 r. zainwestował w spółkę Rafała Brzoski, by potem sprzedać ją czeskiemu PPF. Advent ma stać na czele konsorcjum podmiotów chętnych do zakupu. Teraz specjalny komitet złożony z członków zarządu i rady nadzorczej ma analizować „możliwe skutki potencjalnego przejęcia”. Tyle wiadomo. Sam InPost odmawia komentarza.
Tymczasem część ekspertów, z którymi rozmawialiśmy, jest mocno sceptyczna co do złożonej oferty. Wątpią, by faktycznie zjawił się inwestor branżowy lub finansowy z walizką ok. 6 mld euro (bo taka jest kapitalizacja spółki rozwijającej sieć paczkomatów), gotowy przejąć podmiot o polskich korzeniach.
– Cała ta sytuacja wygląda bardziej na operację mającą na celu podniesienie wyceny akcji InPostu niż na działanie rzeczywistego podmiotu, który chciałby przejąć spółkę – twierdzi jeden z analityków branżowych, pragnący zachować anonimowość. Jego zdaniem świadczy o tym chociażby korekta kursu, którą obserwujemy już dzień po piku.