W kolejnej wersji ustawy deregulacyjnej znajdują się propozycje umożliwienia dostępu do zawodów prawniczych kolejnej grupie. Chodzi o legislatorów, którzy wykonują pracę związaną z przygotowywaniem aktów prawa miejscowego.
– Chodzi nam o to, by równo traktować legislatorów – także tych, którzy pracują w samorządach czy urzędach wojewódzkich – mówi „Rz" Grzegorz Płatek z Departamentu Deregulacji i Strategii Ministerstwa Sprawiedliwości.
W poprzednich wersjach projektu resort proponował bowiem, aby osoby, które zdały egzamin prokuratorski, sądowy lub są doktorami prawa, mogły się wpisać na listy radcowskie bądź adwokackie, m.in. wykazując się doświadczeniem związanym z tworzeniem ustaw czy rozporządzeń. Teraz będzie także zaliczane tworzenie aktów prawa miejscowego. Z kolei ci, którzy ukończyli aplikację legislacyjną, będą mogli przystąpić do prawniczego egzaminu bez konieczności odbywania szkolenia (adwokackiego, notarialnego czy radcowskiego). Tu także dodatkowym warunkiem jest doświadczenie, które też będzie mogło być zdobyte przy tworzeniu aktów prawa miejscowego.
Pomysłem nie są zachwyceni przedstawiciele samorządów zawodowych. – Samo dopuszczenie legislatorów do naszego zawodu bez konieczności aplikacji traktuję jako efekt działań lobbingowych określonej grupy – ocenia Andrzej Zwara, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej. – Nie sądzę, aby praca zarówno przy tworzeniu ustaw, jak i uchwał gminy mogła przygotować, bez dodatkowego szkolenia, do wykonywania zawodu adwokata – dodaje.
W podobnym tonie wypowiada się Maciej Bobrowicz, prezes Krajowej Rady Radców Prawnych. – Rada stoi na stanowisku, iż jedyną drogą dostępu do zawodu jest aplikacja oraz egzamin państwowy. Multiplikowanie dróg dotarcia do zawodu jest niekorzystne dla standardów państwa prawa i zaufania obywateli do systemu sprawiedliwości – podkreśla.
W najnowszej wersji projektu resort proponuje także doprecyzowanie definicji działalności pro bono. W ustawie radcowskiej i adwokackiej zamierza dopisać, że „w przypadku świadczenia nieodpłatnej pomocy prawnej" stanowi ona również przedmiot działania przedsiębiorstwa, z którym jest związany dany prawnik.
– Dodaliśmy zwrot „w przypadku", gdyż mieliśmy uwagę, iż bez tego zastrzeżenia mogłoby dojść do interpretacji, zgodnie z którą klient mógłby żądać takiej pomocy – mówi Płatek.
To rozwiązanie nie satysfakcjonuje samorządów – ani radcowskiego, ani adwokackiego.
– Najlepszym rozwiązaniem byłoby przygotowanie oddzielnej ustawy regulującej działalność pro bono – nie tylko tej świadczonej przez prawników – mówi mec. Zwara. – Tak, by raz na zawsze uciąć wątpliwości dotyczące jej opodatkowania – dodaje.