fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Hołownia odchodzi z Newsweeka

Szymon Hołownia
Fotorzepa, Mac Maciej Kaczanowski
Paweł Majewski
Zajmujący się tematyką Kościoła publicysta Szymon Hołownia twierdzi, że miał dość zmagania się z linią redakcyjną "Newsweeka". Zrezygnował z pracy po kolejnej kontrowersyjnej okładce
Kiedy 19 lipca tygodnik opublikował okładkę poruszającą problem adopcji dzieci przez pary homoseksulane, Hołownia przekonywał, że nie jest to powód do rozstania z redakcją. "Gdybym miał składać broń po każdej okładce 'Newsweeka' wywołującej mój sprzeciw, nie starczyłoby mi czasu na pisanie czegokolwiek innego niż wypowiedzenia" - napisał w swojej rubryce.
Dzisiejszy numer tygodnika poświęcony jest przypadkom łamania celibatu przez katolickich księży. Redakcja stawia tezę, że Kościół "toleruje podwójne życie księży".
Hołownia wielokrotnie przekonywał, że obowiązkiem dziennikarza-katolika jest obecność w głównych mediach, mimo że nie zawsze się z nimi zgadza. - Tu nic się nie zmienia. Wciąż uważam, że należy być w tak zwanym mainstreamie, bo tam toczą się często najciekawsze dyskusje. Są jednak granice w tym wszystkim. Nie akceptuję sytuacji, gdy rozmówca zamiast poważnie i rzetelnie rozmawiać o jakimś fragmencie rzeczywistości, z dziwnym zapałem wali w nią jak w bęben, a mam wrażenie, że od jakiegoś czasu "Newsweek" traktuje tak Kościół - komentuje dziennikarz w rozmowie z rp.pl.
Jak napisał na swoim blogu, problem pojawił się, "gdy komentowanie z tygodniowym opóźnieniem rewelacji z okładki staje się codzienną koniecznością".
- Kiedy obok ciebie stoi osoba, która z atakowania Kościoła robi sobie główne zajęcie, a ty wciąż musisz jej odpowiadać, to staje się to męczące. Ja naprawdę mam też inne zainteresowania niż in vitro i biskupi. Nie zwykłem też pracować w warunkach tzw. linii redakcyjnej, do której oni mają święte prawo. Jednak nie rozstaję się z "Newsweekiem" w jakimś gniewie, nie zgadzamy się, każdy idzie w swoją stronę, ale pozostajemy w koleżeńskich relacjach. W Polsce wszystkim wydaje się, że spór nawet ostry, musi kończyć się eliminacją. To chore. Mam nadzieję, że nadal będziemy rozmawiać, tyle że z innych pozycji - stwierdza. Dodaje, że miał wiele głosów wsparcia, ale męczyły go komentarze, które obrazują te pojawiające się po jego odejściu, w stylu: "Wreszcie 'Newsweek' odklerykalizowany". Przyznaje, że miał sygnały o niezadowoleniu redakcji z krytyki jej linii na łamach pisma.
Hołownia na swoim blogu polemizuje z tezami, które ostatnia stawiała jego gazeta. "Na zdrowy chłopski rozum nie rozumiem jak można pisać, że Kościół w Polsce terroryzuje polityków, podczas gdy wszystko wskazuje na to, że jest dokładnie odwrotnie? Jak można tłuc na okładce, że księża to hipokryci bo mają dzieci? Przecież jak w każdym generalnym sądzie tyle w tym prawdy, co twierdzeniu, że dziennikarze kłamią, politycy to złodzieje, a artyści to prostytutki. 'Celibat to fikcja'? U większości księży, których znam to się nie zgadza, żyją w celibacie i on naprawdę im służy. 'Kościół toleruje podwójne życie księży'? Na każdy jeden taki przypadek dam dziesięć gdy nie toleruje" - przekonuje.
Publicysta mówi, że jest za wcześnie, by mówić o swoich dalszych planach. - A kto powiedział, że będzie to tygodnik? - mówi, pytany czy wzorem innych dziennikarzy "Newsweeka" przejdzie do redakcji konkurencyjnego "Wprost". -  Mam pewne plany, które być może teraz przyspieszą - deklaruje. Sugeruje, że pracuje nad własnym projektem.
Wciąż sprawuje funkcję dyrektora programowym kanału Religia.tv. W "Newsweeku" pracował od początku istnienia tygodnika w Polsce (2001 r.), z przerwą w latach 2004-2006, gdy pracował w "Ozonie" i "Rzeczpospolitej".
O decyzji Hołowni napisał wczoraj na swoim blogu ksiądz Kazimierz Sowa.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA