Głównym zjawiskiem, z jakim – według autorów raportu – mierzy się świat jest destrukcja dotychczasowych zasad i mechanizmów. A państwa coraz częściej stosują taktykę „buldożera”, promując zamiast dotychczasowej polityki reform – brutalne metody i nagą siłę. Zjawiskom tym towarzyszy niestety coraz powszechniejsze przekonanie społeczeństw, że polityka uprawiana przez ich rządy nie jest w stanie poprawić sytuacji przyszłych pokoleń. Badania przeprowadzone w ramach Monachijskiego Indeksu Bezpieczeństwa 2026 dowodzą, że w krajach takich jak Francja, Wielka Brytania czy Niemcy takie przekonanie dominuje.
czy rządy działają w interesie przyszłych pokoleń
To odpowiednio: we Francji 60 proc. sceptyków, wobec 12 proc. optymistów; w Wielkiej Brytanii 53 proc. wobec 20 proc.; w Niemczech 51 proc. wobec 13 proc. Niewiele lepiej jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie sceptycy to 45 proc., a optymiści 31 proc. Zupełnie inaczej jest za to w Indiach czy Chinach, gdzie zdecydowanie dominuje zaufanie do lokalnych rządów i ich polityki. Ta diagnoza to zarazem ważny komunikat dla polityków i oczywiste wytłumaczenie determinacji oraz sukcesów tych z nich, którzy obiecują uwolnić swoje kraje od ograniczeń istniejącego porządku i odbudować je w wersji silniejszej i na ścieżce nowej prosperity.
USA Donalda Trumpa – lider destrukcji dotychczasowego porządku
Liderem w tej lawinie destrukcji jest oczywiście Ameryka Donalda Trumpa, paradoksalnie kraj, który włożył najwięcej wysiłku w stworzenie istniejącej po dziś dzień architektury bezpieczeństwa. Trump jest głównym burzycielem światowego porządku i niezależnie od tego, jak jego brutalną, ultraegoistyczną politykę oceniamy, trzeba pogodzić się z faktami. Jego śladem idą inni, a efektem – jak piszą autorzy raportu – jest „nowy klimat, w którym osoby korzystające z buldożerów, kul wyburzeniowych i pił łańcuchowych są często podziwiane, jeśli nie otwarcie celebrowane”.
Czytaj więcej
Jeśli chodzi o naszą obronność, to bardziej istotna niż środowa Rada Bezpieczeństwa Narodowego w Warszawie, będzie weekendowa konferencja w Monachi...
To coraz powszechniejsze zjawisko, choć „nie jest wcale jasne, czy zniszczenie rzeczywiście otwiera grunt pod polityki, które zwiększą bezpieczeństwo, dobrobyt i wolność ludzi. Zamiast tego możemy zobaczyć świat kształtowany przez umowy transakcyjne, a nie zasady współpracy, interesy prywatne zamiast publicznych oraz regiony kształtowane przez regionalnych hegemonów, a nie uniwersalne normy. Paradoksalnie byłby to świat, który faworyzuje bogatych i wpływowych, a nie tych, którzy pokładają nadzieję w polityce destrukcji”. Jakie płyną z tej diagnozy wnioski dla europejskich partnerów Ameryki?
Jakie są wnioski dla państw Unii Europejskiej z raportu o stanie światowej polityki przed Monachijską Konferencją Bezpieczeństwa?
Aktualnie dominuje polityka utrzymania zaangażowania USA, ale jednocześnie przygotowań do większej autonomii. „Wyzwania są znaczne” – konkludują autorzy raportu. „Jednak aktorzy wciąż zaangażowani w porządek oparty na zasadach organizują się, próbując powstrzymać skutki polityki destrukcji i badając nowe podejścia, które nie zależą od przewagi Waszyngtonu”. Ich sukces będzie jednak wymagał nie tylko determinacji, szerokich inwestycji (energetyka, obronność), lepszej współpracy, ale też realnych dowodów, że reformy i korekty politycznego kursu są wykonalne i skuteczniejsze niż użycie w polityce buldożera.
Właśnie ten dylemat wydaje się dobrym komentarzem do środowego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Mam wrażenie, że diagnoza prezydenta Nawrockiego i jego otoczenia jest niemal tożsama z wnioskami z raportu MKB 2026. Bliski Trumpowi i jego linii Nawrocki chętnie wsiadłby za kierownicę takiego pojazdu, jakim porusza się amerykański prezydent. Nie jest to jednak, w świetle norm polskiej konstytucji, takie łatwe. Piłka jest więc po stronie Donalda Tuska, którego rząd musi sobie poradzić w świecie obrońców reguł starego świata.
Program SAFE ma temu służyć; Tusk i europejscy przywódcy muszą go skutecznie wykorzystać do obrony status quo dekonstruowanego przez buldożery świata. I tylko sukces ich uratuje. Osobiście nie sądzę, że Karol Nawrocki będzie w tym dziele pomocny. Zamieni się w chłodnego obserwatora.