fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

NFZ ma dziurę na 800 mln zł

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Spadają wpływy ze składki zdrowotnej. Szpitale nie mogą liczyć na pieniądze za dodatkowe zabiegi
Trudna sytuacja finansowa Funduszu to kolejny problem, obok ostrego konfliktu z lekarzami, który będzie musiała rozwiązać nowa prezes NFZ Agnieszka Pachciarz (premier wciąż nie mianował jej na to stanowisko). Im mniej pieniędzy w Funduszu, tym bardziej prawdopodobne protesty w szpitalach, które nie dostaną zapłaty za leczenie.

Oszczędności na lekach nie wystarczą

Do maja na konta Funduszu powinno wpłynąć prawie 26 mld zł. Tymczasem z ZUS, który przekazuje Funduszowi składki, pieniędzy jest o 800 mln zł mniej, niż być powinno. – Gdy pieniędzy ze składek spływa na konta mniej, niż oczekiwano, NFZ może uzupełnić swój budżet środkami, które ma zgromadzone w rezerwach – mówi Adam Kozierkiewicz, ekspert ochrony zdrowia. – W tym roku tych pieniędzy powinno jeszcze wystarczyć, choć trudno oczekiwać, by NFZ zapłacił szpitalom np. za przyjęcia pacjentów ponad limit – dodaje.
Co prawda NFZ zaoszczędził ponad 700 mln zł na lekach dzięki wprowadzeniu ustawy refundacyjnej. – Te oszczędności topnieją jednak wraz z opublikowaniem każdej nowej listy leków refundowanych – dodaje Kozierkiewicz.
Fundusz, dopisując do niej kolejne leki, ponosi coraz wyższe koszty refundacji.
O trudnej sytuacji mówi też Grzegorz Byszewski, ekspert organizacji Pracodawcy RP.
– Funduszowi raczej nie zabraknie pieniędzy na już podjęte zobowiązania, nie spodziewam się też zmieniania już podpisanych umów ze szpitalami – zaznacza.
Nie znaczy to jednak, że problemu nie ma. W trudnej sytuacji znajdą się szpitale na Mazowszu i na Śląsku. Od dwóch lat pieniądze między województwa są dzielone w taki sposób, by dofinansować szpitale z biedniejszej ściany wschodniej. Tracą za to bogatsze regiony, gdzie jest najbardziej nowoczesna, ale też najdroższa służba zdrowia. Przyjeżdżają tu pacjenci z całej Polski.
W zeszłym roku prezes NFZ wykorzystał dodatkowe środki, które miał do dyspozycji, na dofinansowanie szpitali na Mazowszu i na Śląsku. – W tym roku na dołożenie placówkom w tych województwach nic już nie zostanie – zaznacza Byszewski.

Panika bogatych

Dyrektorzy szpitali mazowieckich już podnoszą alarm. Na dzisiaj zwołali konferencję prasową, by pokazać, że w regionie coraz bardziej ograniczony jest dostęp do leczenia.
– Zwracałam się do Mazowieckiego Oddziału NFZ, by zwiększył mi kontrakt na leczenie pacjentów na psychiatrii dziecięcej. Został podwyższony zaledwie o jedną trzecią tego, co potrzebowaliśmy. Z komentarzem, że dalszego podwyższania kontraktu nie będzie – opowiada Małgorzata Stachurska-Turos, dyrektor szpitala dziecięcego przy Niekłańskiej w Warszawie.
Do tej pory NFZ nie ograniczał przyjęć na psychiatrii dziecięcej, bo do takiego leczenia i tak jest skrajnie trudny dostęp. – Brakuje specjalistów. Zrobiliśmy ogromny wysiłek, by zatrudnić psychiatrów dziecięcych, a teraz okazuje się, że dostęp do leczenia ograniczają limity NFZ – oburza się Stachurska-Turos.
Inni dyrektorzy dodają, że to niejedyne ograniczenia. – Usłyszeliśmy już w regionalnym NFZ, że nie dostaniemy pieniędzy za pacjentów przyjętych ponad kontrakt na porodówkach, oddziałach leczących udary mózgu, zawały serca – wymienia Jarosław Rosłon, dyrektor szpitala w Międzylesiu. – Grozi nam utrata płynności finansowej, wzrost zadłużenia i obowiązkowe przekształcenie w spółki w przyszłym roku – dodaje.
Sytuacji finansowej nie chciał wczoraj komentować nikt w NFZ ani w Ministerstwie Zdrowia. Szefowa rady NFZ Renata Hayder przyznaje, że nie można wykluczyć rewizji tegorocznego budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia. Zaznacza jednak: – W czwartek jest zaplanowane posiedzenie rady NFZ i taki punkt nie jest tam przewidziany.

Nadciąga kryzys

Ale dyrektorów i ekspertów bardziej martwi przyszły rok. – Szefowa Mazowieckiego NFZ zapowiedziała nam, że w przyszłym roku nasz oddział będzie miał miliard złotych mniej niż w tym. To będzie prawdziwa katastrofa – mówi Rosłon.
– Spodziewamy się, że w przyszłym roku sytuacja będzie trudniejsza niż obecnie – mówi Byszewski. – Czasu na rozwiązanie problemu wcale nie ma dużo. Do końca miesiąca NFZ musi przedstawić prognozę wydatków na najbliższe trzy lata. Do połowy lipca – szczegółowy plan finansowy na przyszły rok – dodaje.
Eksperci spodziewają się, że pieniędzy w budżecie NFZ będzie wyraźnie mniej niż w tym roku. A to oznacza, że trzeba będzie szukać sposobów, by go dofinansować. – Najprostszym rozwiązaniem jest, oczywiście, pożyczka z budżetu państwa – mówi Adam Kozierkiewicz. – Nie wykluczam też manipulowania składkami, które w jakimś stopniu zależą od państwa: czyli tymi, które budżet płaci za bezrobotnych lub rolników – dodaje.
Pracodawcy RP uważają, że najwyższy czas rozpocząć dyskusję o podniesieniu składki zdrowotnej. – Piętnaście lat temu obliczano, że na zdrowie powinniśmy przeznaczać dziesięć procent naszych zarobków. Wciąż nie udało nam się tego poziomu osiągnąć – mówi.
Za podniesienie składki zdrowotnej może zapłacić budżet państwa – jeśli politycy ustalą, że wyższa składka będzie odliczana od podatków. Albo my, z własnej kieszeni – jeśli odliczenia nie będzie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA