fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Czy wyroków sądu się nie komentuje

Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Szybkie procesy kibiców chuliganów są dobrym pretekstem do szerszej dyskusji nad prawem opinii publicznej do komentowania pracy polskiego wymiaru sprawiedliwości nie tylko w sferze kwestii organizacyjnych, ale i w sferze orzecznictwa
Wielu ekspertów, których wypowiedzi przytacza „Rz" (z 16 – 17 czerwca), zgadza się, że fakt, iż „politycy pouczają sędziów", jest czymś nagannym. Skrajne stanowisko zajmuje karnista, prof. Piotr Winczorek, który w przywołanym artykule radził, by w tych sprawach bardziej zaufać sądom niż politykom. Chyba że posłowie i ministrowie chcą zmienić prawo i sami wydawać wyroki. Wtedy proszę bardzo.
Ale może w takim razie lepiej już oddać wymierzanie sprawiedliwości tłumom i sprawców przestępstw po prostu kamienować.
Takie porównanie zmierza do zamknięcia dyskusji wokół ważnej kwestii, jaką jest relacja między opinią publiczną a sędziami.
W Polsce utarło się niefortunne powiedzenie, że „wyroków niezawisłego sądu się nie komentuje".
W komentarzu do całej sprawy wygłosił je niedawno nawet premier Donald Tusk. W odróżnieniu od władzy ustawodawczej i wykonawczej, sądom nie bez powodu przyznano szeroki zakres niezależności przy stosunkowo ograniczonej kontroli zewnętrznej. Trzeba jednak pamiętać, że sędziowie pozostają funkcjonariuszami publicznymi i także sprawują swoją władzę w imieniu narodu. Czy wyrażający opinię, że „wyroków sądu się nie komentuje" nie odmówią nam wkrótce prawa do komentowania decyzji rządu lub ustaw wychodzących spod ręki parlamentarzystów? Tak pojmowany szacunek do autorytetu władzy charakteryzuje państwa demokratyczne tylko z nazwy.
Jawność postępowań sądowych, zagwarantowana w art. 45 Konstytucji RP, jest w zasadzie jedynym instrumentem kontrolnym, jakim dysponuje społeczeństwo w stosunku do władzy sądowniczej. Wyrażanie opinii jest natomiast jedynym dostępnym społeczeństwu narzędziem wpływu na to, jak w jego imieniu jest sprawowany sędziowski mandat. Polskie sądy nie nawykły jednak do publiczności.
Wiemy to, ponieważ od roku 2010 koordynujemy akcję obywatelskiego monitoringu sądów Fundacji Court Watch Polska.
Jednym z głównych problemów, jakie dostrzegli w sądach obserwatorzy wolontariusze, to ograniczanie dostępu publiczności do rozpraw jawnych.
Takie ograniczenia, jak i odmawianie prawa do komentowania orzeczeń, to przejawy tego samego, szerszego problemu: swoistej kultury tajności, jaką wciąż można napotkać w polskich sądach. Tymczasem głos opinii publicznej jest sędziom potrzebny – ich wyroki nie padają w społeczną próżnię, a ci, którzy powierzyli sędziom władzę sądzenia, są żywo zainteresowani tym, jak wykonują oni swoją pracę.
Podsumujmy: Jako obywatele mamy prawo do interesowania się tym, co dzieje się na salach rozpraw naszych sądów. Mamy prawo do uczestniczenia w jawnych rozprawach w charakterze publiczności i komentowania sędziowskich orzeczeń – oczywiście z poszanowaniem autorytetu sądu i sędziów.
Takie prawo przysługuje także politykom.
dr Stanisław Burdziej jest adiunktem w Katedrze Socjologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, Bartosz Pilitowski – prezesem zarządu Fundacji Court Watch Polska
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA