fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Jarosław Gowin nie boi się zmian w sądownictwie

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Większość profesji prawniczych bardzo chętnie odnosi się do otwarcia zawodów innych niż… własny – podkreśla minister sprawiedliwości w rozmowie z Ewą Usowicz i Agatą Łukaszewicz
Denerwują pana komentarze o „filozofie", który nie zna się na prawie, a został ministrem sprawiedliwości?
Jarosław Gowin: Nie, choć zastanawiałem się nad propozycją premiera.
Długo się pan wahał?
Trochę się biłem z myślami i w tych dniach szerokim łukiem omijałem budynek ministerstwa. Mówiąc poważnie: kiedy już wszedłem do resortu – to z planami, współpracownikami i bardzo silną motywacją, by sobie poradzić.
Wszedł pan czy wyważył drzwi? Podobno premier powiedział, że ma pan być jak taran.
Premier miał pełną świadomość, jak trudne stawia przede mną zadanie.
To jakie będzie pierwsze uderzenie?
Jest sporo problemów, czasami nawarstwionych przez dziesięciolecia, z którymi nie umieli sobie poradzić poprzedni ministrowie, także ci będący wybitnymi prawnikami.
A panu, jako nieprawnikowi, w czym ma być łatwiej?
Na pewno w otwieraniu dostępu do zawodów prawniczych czy też przezwyciężaniu złej rutyny w sądach. Myślę, że wiele spraw, które wymagają rozwiązania, przestało już irytować sędziów czy adwokatów, bo się do nich przyzwyczaili. A ja patrzę na nie „z zewnątrz", często ze zdziwieniem laika.
To spójrzmy na salę sądową. Co pana dziwi?
Nie mogę zrozumieć, dlaczego akt oskarżenia przed sądem popiera „dyżurny" prokurator, obsługujący całą wokandę, w tym sprawy, których sam nie prowadził. Skutkuje to często słabą jakością pracy prokuratora na sali sądowej i przerzucaniem jej na sąd, który ostatecznie sam musi przeprowadzić dowody i zweryfikować zasadność oskarżenia. To bez wątpienia jedna z przyczyn zbyt długich postępowań sądowych – spróbujemy je skrócić o 1/3. Według mnie to prokurator, który prowadzi konkretne śledztwo, powinien osobiście dowodzić przed sądem zasadności swojej decyzji o postawieniu zarzutów i wniesieniu aktu oskarżenia.
To populistyczny postulat, powtarzany przez kolejnych ministrów. Jak chce pan skrócić postępowanie i skąd się wzięła ta jedna trzecia?!
Musicie panie zapytać premiera – ja dostałem zadanie do wykonania. Nie ma złotego środka. Na usprawnienie postępowań powinno się złożyć wiele działań – m.in. zarządzanie sądami przez menedżerów, zmiany na mapie sądów, zmiany w procedurze karnej i cywilnej czy wykorzystanie sędziów przede wszystkim do wymiaru sprawiedliwości, a nie np. do wydawania zgody na skserowanie akt sprawy. Wszystkie kwestie rejestrowe czy administracyjne powinny zostać przekazane urzędnikom i referendarzom.
Jakie działania są dla pana pierwszoplanowe?
Bardzo ważne jest dla mnie wszystko, co ma związek z deregulacją – m.in. kwestia otwierania dostępu do wielu zawodów.
Otwiera pan sobie przy okazji bardzo szeroki front walki. Wiele zawodów regulowanych łatwo nie odpuści.
Z pewnością, ale to niezbędny ruch. Szacujemy, że w tych zamkniętych korporacjach jest kilka milionów miejsc pracy, a otwarcie dostępu powinno zwiększyć zatrudnienie w tych zawodach o 15 – 20 proc. To dobry sposób na zahamowanie wzrostu bezrobocia, przede wszystkim wśród młodzieży.
Ile zawodów ma zostać otwartych?
Grubo ponad setka.
Naprawdę pan wierzy, że to się uda?
To będzie pewnie najtrudniejsza reforma, ale ustaliliśmy z premierem, że ciężar działań deregulacyjnych weźmie na siebie cały rząd. Mam nadzieję, że wesprze nas też zaplecze parlamentarne. Znamy przecież projekty, które ugrzęzły kiedyś w sejmowych komisjach, bo siła perswazji rozmaitych korporacji okazywała się przemożna.
Tylko czy koalicjant aby na pewno wesprze?
W tej kwestii myślimy podobnie. Do końca roku chcę przygotować projekty konieczne do otwarcia dostępu do zawodów reglamentowanych.
Podobno ich przedstawiciele już u pana lobbują, choć lista profesji jeszcze nie została ogłoszona?
To prawda, chcą chronić swoje przywileje. Przeglądałem ostatnio kodeks etyczny przewodników turystycznych. Proszę sobie wyobrazić, że zapisano w nim wprost obowiązek dołożenia wszelkich starań, aby osób wykonujących ten zawód było jak najmniej! I aby jak najrzadziej odbywały się egzaminy kwalifikujące do zawodu.
Kiedy będzie gotowa lista zawodów?
Zasadnicza część już jest, ale ciągle odkrywamy nowe kwiatki, czyli najrozmaitsze ograniczenia sprytnie poukrywane w niezliczonych ustawach.
Zdaje się, że kierunek zmian jest taki, aby w wielu profesjach nie było egzaminu korporacyjnego, tylko egzamin państwowy po ukończeniu studiów?
Według mnie ukończenie studiów wystarczy do wykonywania zdecydowanej większości zawodów. Niepotrzebne są żadne dodatkowe egzaminy. A ryzyko klientów często da się zniwelować ubezpieczeniami OC.
Czy to oznacza, że studia prawnicze wystarczałyby do występowania przed sądem?
To postulat środowiska doradców prawnych. Nasze prace idą na razie w innym kierunku.
W jakim?
Niech mnie panie nie cisną, bo i tak więcej na razie nie powiem. Wszystko ogłosimy w jednym pakiecie.
A dostęp do zawodów prawniczych nie został w ostatnich latach otwarty?
W dużym stopniu został, co nie znaczy, że nie należy otworzyć go jeszcze szerzej.
Rozmawiał pan już o tym z przedstawicielami samorządów?
Tak, i reagują bardzo różnie. Okazało się np., że komornicy są nastawieni dość deregulacyjnie. Nawet sami przedstawili mi dwa interesujące pomysły. Nie wszyscy bronią okopów Świętej Trójcy.
Krótko mówiąc, pozostałe zawody prawnicze wykazały mniejszy entuzjazm?
Pozostałe bardzo chętnie odnoszą się do deregulacji zawodów innych niż... własny.
Czy ma pan już mapę sądów rejonowych do likwidacji?
Pod koniec lutego prześlemy ją do konsultacji Krajowej Radzie Sądownictwa.
Czy jedynym kryterium likwidacji sądu będzie liczba sędziów?
To kryterium podstawowe – dążymy do tego, by w żadnym z sądów, po ich przekształceniach, nie pracowało mniej niż 15 sędziów. To minimalna liczba, aby sąd funkcjonował sprawnie.
Na mapie administracyjnej nie pozostanie żaden 14-etatowy sąd?
Mogą się zdarzyć pojedyncze odstępstwa – gdy połączenie sądu liczącego mniej niż 15 sędziów z innym z jakichś powodów negatywnie wpływałoby na efektywność pracy. Mamy taką sytuację m.in. na Podlasiu, w Sokółce. Sąd Rejonowy można by przyłączyć tylko do sądu w Białymstoku, a ten i tak jest dziś bardzo duży. Po połączeniu powstałby więc twór trudny w zarządzaniu.
Będą protestować nie tylko sędziowie, ale i samorządy. Nie wycofa się pan z tego projektu?
To tak jakby mnie panie zapytały, czy zamierzam wycofać się z polityki.
Likwidacja sądów to nie wszystko. Zbierze pan cięgi także za zamrożenie płac czy reformę stanu spoczynku. Nie za dużo zmian jak na i tak zbuntowane już środowisko?
Nie boję się, nie jestem prawnikiem. Gdybym się bał, to nie przyjąłbym propozycji premiera.
A akcje protestacyjne? Mogą sparaliżować sądownictwo.
Nie wyobrażam sobie, aby elita społeczna posuwała się do działań godzących w dobro wspólne.
To myślenie życzeniowe, bo przecież dni bez wokand było w ostatnich latach sporo.
Wiem, że protesty są możliwe. Mam jednak czyste sumienie – konsultuję wszystkie zmiany, także ze środowiskiem sędziowskim.
Poprzedni minister też konsultował, a i tak ustawa w efekcie trafiła do Trybunału.
Poczekajmy na wyrok. Bardzo bym chciał, aby zamiast tych „złych" propozycji ministerialnych pojawiały się dobre propozycje środowiska sędziowskiego. Stawiam jednak warunek: nie mogą to być propozycje polegające na utrzymaniu status quo.
A rozumie pan postulaty płacowe środowiska?
Propozycja reform nie może sprowadzać się do postulatów wyższych zarobków. Poza tym oceniajmy je rzetelnie. W porównaniu ze średnią krajową polscy sędziowie zarabiają więcej niż np. ich niemieccy koledzy. Nie są więc grupą dotkniętą jakąś szczególną pauperyzacją. Będę jednak dążył do odmrożenia wynagrodzeń w przyszłym roku.
Ma pan zamiar zmieniać coś w usp?
W ustawie nie, chyba że będzie to konieczne po wyroku Trybunału. Reformy dokonane przez mojego poprzednika były właściwe. Zmiany w wymiarze sprawiedliwości są jednak konieczne. Przecież jesteśmy w UE na drugim miejscu pod względem liczby sędziów i wydatków na sądownictwo (w przeliczeniu na liczbę mieszkańców), a jednocześnie na jednym z ostatnich miejsc pod względem długości postępowania sądowego!
Uważa pan, że sędziów należy oceniać?
Nie widzę powodu, aby jakakolwiek grupa zawodowa nie mogła być oceniana. Nie ma tu żadnego zagrożenia dla sędziowskiej niezawisłości.
Czy planuje pan dofinansowanie sądów?
Tak, ale konkretnych, np. tego w Lublinie. To przede wszystkim sąd dobrze pomyślany, ale też dobrze zarządzany. I przykład na to, że informatyzacja w wymiarze sprawiedliwości może przynosić świetne efekty. W niektórych sądach potrzebne są dodatkowe etaty – chcemy, aby w Warszawie przybyło ich ok. 100.
Są chętni do przeniesienia się do stolicy?
Tak.
Pewnie są też „niechętni" – ci, którzy teraz pracują w ministerstwie, a będą musieli wrócić do sądów.
To konieczne. Z wielu rezygnujemy z bólem, bo to dobrzy specjaliści, jednak widzimy możliwość zastąpienia ich urzędnikami służby cywilnej.
Dobrze się panu współpracuje z prokuratorem generalnym?
Tak. Jestem zadowolony z tej współpracy.
Czy ogłoszenie przez Andrzeja Seremeta rezygnacji z prac nad nową ustawą o prokuraturze to nie zgrzyt w tych dobrych stosunkach?
To naturalna decyzja, kiedy zapowiedziałem, że nie wystąpię z inicjatywą nowej ustawy, a prokurator generalny takiej inicjatywy nie ma. W ministerstwie trwają prace nad nowelizacją i to na razie musi środowisku wystarczyć.
Dlaczego nie chce pan nowej ustawy?
Nie wykluczam jej w przyszłości, jednak wymaga to paru lat pracy. Najpilniejszych zmian, których konieczność ujawnił m.in. konflikt w prokuraturze, trzeba dokonać szybko.
Zlikwiduje pan prokuraturę wojskową?
Uważam to za przesądzone.
A sądy wojskowe?
Pracujemy nad tym równolegle – z sądami to dużo bardziej skomplikowane. Ich istnienie gwarantuje bowiem konstytucja. Myślimy jednak o podwójnej roli tych sądów. W pełnym zakresie będą pracowały tylko w sytuacjach nadzwyczajnych – np. na misjach wojskowych. W innych wspomogą sądy powszechne.
Sporo zamieszania wywołał premier Donald Tusk zapowiedzią zmian w stanie spoczynku sędziów. A co z prokuratorami?
Słowa premiera zostały opacznie zinterpretowane w mediach. Stan spoczynku jest uzasadniony zarówno dla sędziów, jak i prokuratorów. Gwarantuję, że w obu przypadkach będzie utrzymany.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA