fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Autoportrety mistrzów i kobiece akty w Zachęcie

Stanisław Wyspiański, Portret Dagny Juel Przybyszewskiej, 1898-1899, czarna kredka, pastel, 29,5 x 41,
Fotorzepa, Filip Klin Filip Klin
Wystawy prywatnych kolekcji coraz częściej goszczą w polskich muzeach. Tym razem oglądamy zbiory Krzysztofa Musiała.
Najważniejsza stołeczna galeria po raz kolejny robi widzom prezent na Gwiazdkę: daje im, co lubi większość. Czyli – sztukę przedstawiającą, zrozumiałą, przy tym miłą dla oka.
Eksponaty wypożyczono z kolekcji Krzysztof Musiała. Właściciel zbioru od lat dzieli czas między Toskanię, Andaluzję i Warszawę. Przez ostatnie 20 lat zebrał około 700 obiektów. W Zachęcie wyeksponowano niecałą setkę. Drugą część – powojenną sztukę figuratywną – od jutra można oglądać w galerii aTAK. Za dwa miesiące będzie tam prezentowana współczesna abstrakcja. Wszystko ze zbiorów Musiała. Na Zachodzie kolekcjonerzy chętnie udostępniają swe skarby szerokiej publiczności. Pokaz w prestiżowych galeriach jest nobilitacją zbioru, świadectwem jego klasy. W Polsce podobny trend dopiero się rozkręca.
Charakter pokazu w Zachęcie w głównych zarysach określa tytuł: "Portret, pejzaż, martwa natura. Od Siemiradzkiego do Czapskiego". Według mnie wyróżnia go intymność. Nie ma tu monumentalnych prac wykonywanych pod klienta. Ton nadają autoportrety, nieduże kompozycje krajobrazowe i kobiece akty. Wśród rysunków i drobnych prac na papierze, zgrupowanych w Małym Salonie, zachwyciły mnie dwie panie. Rozebrane. Pozbawione detali, a przez to – uosabiające wszystkie kobiety świata. Gustaw Gwozdecki "Aktem" z 1919 roku pokłonił się Modiglianiemu: kobiece ciało ujęte w miękkie, łukowate linie. Delikatne, szare tony skontrastował kilkoma czarnymi krechami. Z kolei Joachim Weingart zderzył szkicowo kontury dziewczęcej sylwetki mocnymi, różowawymi plamami. Ale farba nie wypełnia całej formy – położona została jakby od niechcenia, fragmentarycznie. W dalszych pomieszczeniach króluje malarstwo, "doprawione" rzeźbą. Oldze Boznańskiej poświęcono aż dwie ściany – bo też zestaw wizerunków i martwych natur tej autorki na takie wyróżnienie zasługuje. Ona sama też się pojawia, na "Autoportrecie z pędzlem i kwiatami" (1906 rok). Rzadko kiedy "szara malarka" tworzyła kompozycje w tak wesołej, żywej gamie: szmaragdowa plama w tle, za głową artystki; błękitny roboczy fartuch; na pierwszym planie jaskrawoczerwony bukiet w wazie. W pogodnym nastroju jest też bohaterka, dzierżąca w dłoni swój atrybut – pędzle. Natomiast na twarzy Dagny Juel Przybyszewskiej rysuje się melancholia. Taką zobaczył ją w 1899 roku Stanisław Wyspiański. Jak wiadomo, muza uwielbiana przez kilku artystów źle wybrała męża. Piękny, uduchowiony portret Wyspiańskiego, narysowany czarną kredką, doskonale oddaje stan ducha modelki (nawiasem mówiąc, Dagny nazywano "Duchą"). Natomiast Xawery Dunikowski zdaje się być całkowicie z siebie i losu zadowolony. Na płótnie z 1906 roku Leopold Gottlieb pokazał go rozpartego w fotelu, w białym eleganckim garniturze, patrzącego na świat spode łba, lecz buńczucznie. Rzeźbiarz, choć jeszcze młody, już uchodził za wielki talent. I za wielkiego znawcę płci pięknej. Podobną famą cieszył się Wojciech Weiss, w czasach Młodej Polski ekspresyjny symbolista, w dobie międzywojnia autor urzekających kobiecych aktów. Często nieco frywolnych – jak namalowana w 1937 roku "Pijana dziewczyna", swobodnie rozparta na koszu owocówi kwiatów. Wystawę zamyka ciąg obrazów Józefa Czapskiego. Chronologicznie najpóźniejsze kompozycje, jedyne powojenne. "Autoportret ze szkicownikiem" powstał w 1951 roku. Ascetyczny, ciasny pokój malarza w Maison-Laffitte wypełniają książki i narzędzia malarskie. On sam zdaje się wciskać między te przedmioty, zabierać jak najmniej miejsca. I tak było w rzeczywistości. Wystawa czynna do 17 lutego                  
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA