fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Poradniki

Najczęstszy błąd to kilka roszczeń naraz

Jednoczesne zgłoszenie kilku roszczeń nie jest korzystne dla klienta. Niestety nie wszyscy, którzy decydują się na reklamację, o tym pamiętają
Oto kilka typowych sytuacji, których powinni się wystrzegać konsumenci.
[b]Po pierwsze[/b] – w razie wykrycia wady od razu żądamy zwrotu pieniędzy od sprzedawcy. Najczęściej jest to jednak niedopuszczalne. Dlaczego? Bo w przypadku gwarancji jakości bardzo rzadko producenci przewidują taką możliwość (a to oni określają, jakie mają obowiązki i jakie prawa ma klient). Gdy klient korzysta z roszczeń związanych z niezgodnością towaru z umową, to z przepisów wynika, że najpierw powinien się starać o naprawę bądź wymianę towaru na nowy. Zwrot towaru i odstąpienie od umowy to ostateczność. Aby działać skutecznie, powinniśmy np. w ciągu pierwszych sześciu miesięcy od zakupu domagać się wymiany towaru na nowy (bo wtedy obowiązują korzystne dla konsumenta domniemania), a ewentualnie potem wykorzystywać uprawnienia do naprawy przysługujące z gwarancji jakości danej przez producenta. [b]Przykład [/b]
[i]Zepsuł się telewizor kupiony rok wcześniej z dwuletnią gwarancją. Gdyby klient chciał skorzystać z uprawnień ustawowych, to może to zrobić, ale musi udowodnić, że wada istniała już w momencie zakupu (np. potwierdzić to opinią rzeczoznawcy). Inaczej sprzedawca dość łatwo odrzuci jego reklamację. Jeżeli zaś klient wystąpi do serwisu producenckiego z roszczeniami z tytułu gwarancji jakości, to ma przynajmniej szansę na bezpłatną naprawę sprzętu.[/i] [b]Po drugie[/b] – najczęściej klient myśli, że może zgłosić reklamację tylko na podstawie posiadanej gwarancji jakości, i tak właśnie czyni. Po pewnym czasie dowiaduje się o korzystniejszej dla siebie odpowiedzialności ustawowej sprzedawcy z tytułu niezgodności towaru z umową (np. możliwości wymiany produktu na nowy). Zirytowany przeciągającymi się naprawami rezygnuje z dochodzenia roszczeń z gwarancji i zgłasza się do sprzedawcy z żądaniem wymiany towaru na nowy albo jego naprawy. Sprzedawcy często odrzucają reklamację, słusznie argumentując, że uprawnienia ustawowe klientowi już nie przysługują, bo zgłosił nieprawidłowość po upływie dwóch miesięcy od jej wykrycia . [b]Przykład [/b] [i]Po miesiącu od zakupu konsument wykrył usterki w zasilaczu do akumulatorków bateryjnych. Zgłosił się do gwaranta, który obiecał ich naprawę. Pomimo wielu prób naprawa okazała się nieskuteczna. Zajęło to ok. trzech miesięcy, a po tym czasie klient wystąpił z żądaniem do sprzedawcy. Ten jednak stwierdził, że konsument zgłosił się zbyt późno – po upływie przewidzianych przez prawo dwóch miesięcy. Aby uniknąć takiej sytuacji, trzeba – zgłaszając się do serwisu z kartą gwarancyjną – powiadomić jednocześnie sprzedawcę o wystąpieniu usterki.[/i] [b]Po trzecie[/b] – klienci godzą się na niedopuszczalne praktyki sprzedawców, m.in. zmianę żądania reklamacyjnego, przedłużanie czasu na odpowiedź na reklamację itp. Znajomość swoich uprawnień może pomóc w wygraniu sporu ze sprzedawcą. [b]Przykład[/b] [i]Klient kupił buty, które rozkleiły się po kilku dniach normalnego w nich chodzenia. Klient złożył pisemną reklamację u sprzedawcy, żądając wymiany na nowe. Po upływie 14 dni otrzymał telefon ze sklepu, że jego naprawione obuwie jest do odbioru. Świadomy klient może się nie zgodzić na takie załatwienie sprawy, bo nie dość, że sklep nie zastosował się do jego żądań, to nie załatwił też reklamacji w odpowiednim czasie. Powinien więc wezwać sklep do spełnienia swoich żądań w wyznaczonym dodatkowym terminie. Gdy termin upłynie, można żądać zwrotu pieniędzy i odstąpienia od umowy.[/i] Inne częste sytuacje to odrzucanie reklamacji przez sprzedawcę bez zbadania towaru – wtedy sytuacja jest korzystna dla konsumenta, który z łatwością wykaże absurd postępowania sklepu i podważy np. opinię rzeczoznawcy wystawioną bez zbadania towaru. [ramka]Opinia [b]Jadwiga Reder-Sadowska, miejski rzecznik konsumentów[/b] Zwracajmy uwagę na cenę produktu i porównujmy, czy jest taka sama jak w gazetkach reklamowych, a nie zawyżona. Jeden z supermarketów wydal broszurkę reklamujàcà kilkaset zabawek dla dzieci. Klientom jednak sprzedawał niektóre z nich po znacznie wyższych cenach niż te umieszczone w folderze. Dopiero po nagłośnieniu sprawy w mediach supermarket zadeklarował zwrot ró˝nicy w cenach, ale wycofał zabawkę z handlu. Najwięcej przypadków manipulowania cenami zdarza się właśnie przed Bożym Narodzeniem albo w czasie poświątecznych wyprzedaży. Zainteresowani – jeśli w ogóle dostrzegą, że zapłacili więcej, niż powinni – zorientują się dopiero po kilku dniach i najczęściej nie mają już paragonu, który jest niezbędny do złożenia reklamacji. Często zdarzają się też fałszywe promocje – niby coś jest gratis, ale kupując pojedyncze egzemplarze, zapłaci się mniej, niż biorąc kilka sztuk w pakiecie. Jeden ze sklepów sprzedawał też zamrożone ryby w grubej warstwie lodu, którego waga to ok. 40 proc. całkowitej masy produktu.Do wszystkich promocji trzeba podchodzić rozważnie, bo każda ma swoją filozofię i jest korzystna, ale dla sprzedawcy, a nie konsumenta. Warto pamiętać, że 21 grudnia zaczną obowiązywać przepisy nowej ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym – polecam konsumentom ich uważną lekturę, bo pierwszy raz będą mogli samodzielnie zaskarżać nieuczciwe praktyki sprzedawców do sàdu.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA