fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda ***

Rzeczpospolita
Andrew Dominik nakręcił poetycki western, który rozprawia się z romantyczną legendą Jesse’ego Jamesa, a zarazem jest refleksją o amerykańskiej kulturze podszytej przemocą. Niestety, ambitne przedsięwzięcie utonęło w nudnej narracji
Neurotyczny paranoik i kabotyn – taki jest Jesse James w filmie Dominika (Pitt dostał za tę rolę nagrodę aktorską w Wenecji na wyrost). Ta postać nie ma nic wspólnego z legendą pewnego siebie zabójcy, kowbojskiego Janosika, który okradał bogatych i rozdawał biednym. To przede wszystkim mężczyzna potwornie zmęczony narosłym wokół niego mitem. Z jednej strony nieustannie węszący spisek na swoje życie, z drugiej – zachowujący się tak, jakby czekał na śmierć.
W 1882 roku Jesse’ego zastrzelił członek jego bandy, tytułowy tchórzliwy Robert Ford (w tej roli świetny Affleck). W filmie Ford jest zafascynowany swoim hersztem. Naczytał się o nim w tanich powieścidłach i wycinkach z prasy (trzyma je niczym relikwie pod łóżkiem). Najpierw pragnie się ogrzać w blasku sławy Jesse’ego, potem wręcz chce się nim stać – potwierdzić swoją męskość, też być bezwzględnym rewolwerowcem. Jednak Jesse naśmiewa się z Roberta, bawi się nim. Sfrustrowany Ford postanawia mu odpłacić...
Film Dominika jest wielowymiarowy. Można go odczytać jako tragiczną – choć podszytą ironią – opowieść o zaślepieniu sławą. Postępek Forda skazuje go na społeczne potępienie, a jednocześnie sprawia, że pojawiają się naśladowcy, którzy chcą zdobyć rozgłos, zabijając mordercę Jamesa! Dominik pokazuje także fascynację ludzi brukową kulturą i przemocą – Robert Ford i jego brat odgrywają zabójstwo Jesse’ego Jamesa w teatrze jako westernowe show. Te sceny można również potraktować jako komentarz do narodzin westernu jako gatunku, który w pierwszej połowie XX wieku zawojuje kino.
Jednak intrygujące refleksje wydobędą z filmu tylko ci, którzy przetrwają pierwsze dwie godziny projekcji. Ponad dwie trzecie fabuły rozgrywa się w kontemplacyjnym, niemal gasnącym rytmie, wprowadzającym widza w stan zimowego uśpienia. Operator Roger Deakins wyczarowuje krystalicznie czyste, piękne kadry (chwilami brawurowo stylizowane na dagerotypy), narrator snuje zza kadru opowieść o Jamesie, upodobniając film do westernowego czytadła za 10 centów. Ale całość jest przerostem formy nad treścią. Dobre kino oglądamy dopiero wtedy, gdy ginie Jesse James.
Western. USA 2007, reż. Andrew Dominik, wyk. Brad Pitt, Casey Affleck, Sam Shepard, Sam Rockwell
Cinema City: Arkadia, Galeria Mokotów, Promenada, Kinoteka, Multikino Ursynów
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA