fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Kudrycka: mniej magistrów, więcej specjalistów z licencjatem

Barbara Kudrycka - minister nauki i szkolnictwa wyższego
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Na rynku pracy jest zapotrzebowanie na kadrę średniego szczebla, np. inżynierów budownictwa czy fizjoterapeutów, którzy nie muszą kończyć studiów magisterskich – twierdzi minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka
Nie zdziwiło pani, że premier w exposé nic nie wspomniał o reformie uczelni i nauki, która ma dać impuls do rozwoju gospodarki?
Barbara Kudrycka: Nie, bo wiedziałam, że premier w exposé będzie omawiać program na obecną kadencję, a reformy, o których pani mówi, zostały przeprowadzone w poprzedniej. Zmiany strukturalne zapowiedziane przez premiera mają ratować Polskę przed kryzysem, który rozlewa się po Europie, i zapewnić silny wzrost w średnim i długim okresie.
Rząd nie widzi w tym roli uczelni?
Rząd to jak najbardziej dostrzegł, dlatego w latach 2008 – 2011 przeprowadzone zostały strukturalne reformy nauki i szkolnictwa wyższego. Rząd Donalda Tuska wprowadza reformy stopniowo, nie tylko po to, by je skutecznie wdrożyć, ale również po to, by móc dalej reformować w kolejnej kadencji. Nie można wprowadzać wszystkich reform naraz.
To jakie są pani zadania na najbliższe lata?
Dbanie o pełne wdrożenie reform tak, aby uczelnie, wykorzystując nowe szanse i możliwości, wprowadzały zmiany służące poprawie jakości nauki i kształcenia, bo za tym będą szły większe środki finansowe.
Żadnych nowych zmian?
Będzie nowa polityka finansowania szkolnictwa wyższego, w której w większym zakresie będziemy uwzględniać kryteria jakości kształcenia, a w uczelniach akademickich także poziom badań.
Od kiedy większe pieniądze będą dla uczelni, w których jakość kształcenia będzie wyższa?
Już w 2012 r. poprzez dodatkowe środki przewidziane w nowej dotacji projakościowej. Dalsze zmiany będziemy wprowadzać od 2013 r.
Pieniądze nie będą już szły za studentem?
Będziemy tak projektować algorytm dotacji na studia stacjonarne, by bardziej doceniana były jakość i efekty kształcenia. Obecnie o wysokości dotacji w 70 proc. decyduje liczba studentów i pracowników naukowych.
Jak oceniona będzie jakość kształcenia?
Pod uwagę będziemy brali oceny Polskiej Komisji Akredytacyjnej.
Ale komisja ocenia studia raz na kilka lat.
Ramy kwalifikacji, nad którymi teraz pracują uczelnie, wymagają nowych metod oceny jakości kształcenia. Ciekawa jestem, co korzystając z autonomii programowej, uczelnie wypracują samodzielnie. Interesującą koncepcją dobrej oceny efektów kształcenia jest przykład egzaminu lekarskiego i dentystycznego na zakończenie studiów medycznych.
Czyli architekci zdawaliby podobny egzamin jak lekarze?
Myślę, że jest to w interesie uczelni, aby takie egzaminy stosowano jak najszerzej. Tylko wówczas można obiektywnie porównać jakość kształcenia między kierunkami studiów na uczelniach. Gdyby uczelnie wprowadzały taki egzamin na tych kierunkach, które przed uzyskaniem uprawnienia do wykonywania zawodu wymagają po studiach dodatkowych kursów i szkoleń, jego wyniki stanowiłyby jednocześnie podstawę do realizacji określonej ścieżki zawodowej i bezpośrednio zaświadczały o uzyskaniu tych uprawnień.
Czy ten egzamin będzie na wszystkich kierunkach?
Na pewno przed nami długa dyskusja z przedstawicielami uczelni i korporacji zawodowych w tej sprawie. Na razie poczekajmy na to, jakie nowe metody ocen efektów kształcenia zaproponują sami nauczyciele akademiccy.
Jak więc będą wprowadzane krajowe ramy kwalifikacji, czyli takie programy studiów, które mają dać widoczne efekty kształcenia?
Wprowadzanie ram kwalifikacji stanowić ma przede wszystkim inspirację dla nauczycieli akademickich do zweryfikowania swoich programów zajęć dydaktycznych. Dzięki niej program powinien zawierać treści służące nie tylko nabyciu teoretycznej wiedzy przez studenta, ale też zdobyciu konkretnych umiejętności i kompetencji. Wierzę, że w uczelniach, którym będzie zależało na wysokiej ocenie jakości kształcenia i tym samym otrzymywaniu większego finansowania z budżetu, to zadanie zostanie wykonane rzetelnie. MNiSW wraz z zespołem ekspertów bolońskich (Polska jest sygnatariuszem deklaracji bolońskiej z 1999 r., której celem jest zapewnienie szerokiego dostępu do dobrej jakości kształcenia na poziomie wyższym – red.) będzie nadal w tym pomagać poprzez szkolenia i publikacje.
Czy podział uczelni pozostanie ten sam?
Tak, pozostaną uczelnie publiczne i niepubliczne oraz zawodowe i akademickie. Myślę, że między akademickimi i zawodowymi ten podział będzie coraz bardziej wyraźny.
Uczelnie akademickie rozliczane będą przede wszystkim z jakości badań i dydaktyki, zawodowe – z jakości kształcenia. Studia zawodowe powinny odzyskać markę i prestiż w społeczeństwie poprzez gwarancję dobrego praktycznego przygotowywania studentów do wykonywania zawodu. Na rynku pracy jest zapotrzebowanie na kadrę średniego szczebla, np. inżynierów budownictwa czy fizjoterapeutów, którzy nie muszą kończyć studiów magisterskich, by wykorzystywać najnowsze technologie w pracy zawodowej.
Czyli będzie mniej magistrów na rynku pracy?
W tej chwili w Polsce absolwentom studiów magisterskich trudno o pracę. Fakt, że nieomal 90 proc. absolwentów studiów licencjackich potem kształci się na uzupełniających magisterskich, dowodzi, że często wymagania studiów magisterskich nie odbiegają od wymagań studiów zawodowych. Uczelnie powinny to zmienić tak, by na studiach magisterskich byli najbardziej utalentowani studenci. Potrzebne jest upowszechnianie praktycznego kształcenia na poziomie zawodowym i stopniowe dochodzenie do bardziej wyrafinowanego pod względem efektów kształcenia na poziomie magisterskim i doktorskim. Wtedy nasz magister nie będzie traktowany gorzej niż ten z Wielkiej Brytanii czy Niemiec.
Ale w Polsce pracodawcy uważają, że licencjat to gorsze wykształcenie wyższe.
Uczelnie zawodowe muszą dawać swoim studentom umiejętności i kompetencje, których oczekują pracodawcy. Reforma prawa o szkolnictwie wyższym daje im taką możliwość. Mogą np. zatrudniać do prowadzenia zajęć osoby z doświadczeniem praktycznym i z ich udziałem kreować programy studiów.
Czy powstanie strategia szkolnictwa wyższego, w której zostanie zapisane np. to, że studia magisterskie powinno kończyć 50 proc. absolwentów studiów licencjackich?
Cele i zadania, które w MNiSW będziemy realizować, oparte są na istniejących dokumentach i opracowaniach, przygotowywanych również przez instytucje UE.
Po co więc wydawano ok. 1,7 mln zł na strategię przygotowaną przez Ernst & Young i Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Mamy też strategię rektorów.
Opracowania służyły do tego, aby można było wiele z tych zapisów uwzględnić w reformowaniu szkolnictwa wyższego, a także do wypracowania koncepcji działań na obecną kadencję.
Strategia ministerialna określałaby wskaźniki, które rząd planował osiągnąć, i można byłoby sprawdzić, czy mu się udało. A tak nie mamy punktu odniesienia.
Politycy rozliczani są na bieżąco, a nie na podstawie dokumentów, które przygotują. Nawet najlepiej opracowane dokumenty idą na przemiał, gdy zmieniają się rządy. Wiarygodność polityków budowana jest na podstawie nie tylko zaplanowanych, ale przede wszystkim skutecznie zrealizowanych zadań. A także efektów ich pracy określanych we wskaźnikach budżetów zadaniowych. Ciągłość rządów zapewnia odpowiednią kontynuację działań i podejmowanie tych wyzwań, które wynikają z nowej sytuacji zewnętrznej i wewnętrznej kraju. Strategie powinny być przygotowywane przez ekspertów i naukowców po to, aby naukowo uzasadniać długoterminowe cele, które są niezbędne w obliczu postępu cywilizacyjnego, technologicznego i wszelkiego rodzaju zagrożeń. Politycy te dokumenty powinni znać, by wybrać z nich takie cele, które odpowiadają programowi i wartościom partii rządzących. W MNiSW cele te i sposoby ich osiągnięcia wpisaliśmy w dziesiątki i setki przepisów ośmiu ustaw i ponad 100 rozporządzeń. Teraz będziemy dbać o ich dobre wdrożenie.
Czy kryzys dotknie uczelni?
W walkę z kryzysem wpisana jest zasada solidaryzmu społecznego. Szukanie oszczędności ten rząd rozpoczyna więc od tych, którym wiedzie się odrobinę lepiej, w miarę możliwości chroniąc osoby w gorszej sytuacji. Dlatego ulga z tytułu 50-procentowych kosztów uzyskania przychodu w umowach o dzieło obejmie pracowników, którzy zarabiają nie więcej niż 7 tys. zł. Jeśli chodzi o cały sektor nauki i szkolnictwa wyższego, to mamy zapewnione zwiększenie finansowania. Niewielkie, ale systematyczne.
Czy nauczyciele akademiccy otrzymają podwyżki?
Są zagwarantowane od 1 stycznia 2013 r., jeśli kryzys w Europie nie doprowadzi do zmian, które teraz trudno przewidzieć. Reformy zaproponowane przez premiera w exposé mają temu przeciwdziałać tak, aby jak najlepiej zabezpieczyć nasz kraj przed skutkami tego kryzysu.
Co z uczelniami niepublicznymi? Jak ministerstwo chce im pomóc w czasie niżu demograficznego, aby zapobiec pozostaniu na rynku tych, które „sprzedają dyplomy".
Już pomagamy, inwestując głównie w najlepsze. Do tej pory w uczelnie niepubliczne zainwestowaliśmy ponad 1 mld zł ze środków strukturalnych. Te najlepsze uzyskują dotację statutową na badania. Korzystają z nich 74 wydziały z uczelni niepublicznych. W 2012 r. uczelnie niepubliczne, które inwestowały w bardzo dobrą kadrę, otrzymają środki na realizację studiów doktoranckich. Dodatkowe pieniądze dostaną również te, które uzyskały ocenę wyróżniającą Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Ponadto trafia do nich rocznie ponad 340 mln zł z funduszu pomocy materialnej dla studentów. Zatem uczelnie niepubliczne, które są naprawdę dobre, na pewno nie znikną z rynku, bo mają zagwarantowane wsparcie z budżetu. W dzisiejszej sytuacji jednak to przede wszystkim od kompetencji władz i kadry uczelni niepublicznych zależeć będzie, jak przetrwają kryzys finansowy i demograficzny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA