fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Działania na rzecz obniżenia deficytu poznamy po wyborach

Rząd założył, że już w 2012 r. deficyt spadnie z przewidywanego na ten rok poziomu 5,6 proc. do 2,9 proc. PKB.
Fotorzepa, Tom Tomasz Jodłowski
Wyższa składka rentowa, akcyza, mniej ulg – to sposoby na obniżenie deficytu poniżej 3 proc. PKB
Niewykluczone, że nowy rząd będzie musiał sięgnąć po te rozwiązania, aby zrealizować obiecywane Brukseli cięcie deficytu finansów publicznych do wymaganego poziomu. Podjęte przez rząd działania zakładające głównie ograniczanie wydatków i środków kierowanych do OFE nie wystarczą bowiem, aby w obliczu prognozowanego spowolnienia zrealizować plan.

Ulgi pod nóż

Rząd założył, że już w 2012 r. deficyt spadnie z przewidywanego na ten rok poziomu 5,6 proc. do 2,9 proc. PKB. Ekonomiści sądzą zaś, że zostanie obniżony, lecz do 4 – 4,5 proc. PKB. – Prognozowane trendy inflacyjne i prawdopodobne spowolnienie dynamiki wzrostu gospodarczego spowodują, że do osiągnięcia poziomu deficytu niższego niż 3 proc. PKB może zabraknąć ponad 1 pkt proc. – ocenia Radosław Bodys z londyńskiego UBS. W jego ocenie lista rzeczy, które można i należy zrobić, jest długa. Pytanie tylko, czy zbierze się ekipa zdolna podjąć decyzję o ich realizacji. – Im bardziej nerwowa będzie sytuacja na rynkach, tym większa presja na reformy – mówi ekonomista. – Jeśli strefie euro uda się uniknąć recesji, wówczas prawdopodobne jest obniżenie deficytu do 4 proc., ale jeśli będziemy mieli kryzys w Europie, wtedy deficyt przekroczy 4,5 proc.
Większym optymistą jest Piotr Kalisz z Citi Handlowego. – Wystarczy, że nastąpi powrót do 13-proc. składki rentowej, jeszcze bardziej wzrośnie akcyza i mocniej przytnie się wydatki, a obniżka do 2,9 proc. PKB stanie się bardziej realna – mówi ekonomista. Wzrost składki rentowej z obecnych 7 proc. do obowiązujących jeszcze w 2007 roku 13 proc. był już wcześniej brany pod uwagę przez ekipę Donalda Tuska. Ostatecznie jednak nie zdecydowano się na to posunięcie w obliczu zbliżających się wyborów – najpierw prezydenckich i samorządowych, potem parlamentarnych. Z kolei profesor Stanisław Gomułka, ekonomista BCC, przypomina, że obecny rząd przygotował dokładnie rok temu raport, w którym wyliczył, ile budżet państwa kosztują ulgi i preferencje podatkowe. – Niestety, w ślad za nim nie poszły żadne działania, a wystarczyłoby zlikwidować tylko część z nich, aby zmniejszyć koszty ulg z szacowanych 60 do 40 mld zł – wyjaśnia profesor. 4,5 proc. PKB taki, a nawet wyższy, może być deficyt finansów publicznych w 2012 r., jeśli Europę ogarnie kryzys W jego ocenie minister finansów założył obniżenie deficytu wyłącznie dzięki manipulacjom statystycznym związanym z OFE i wprowadzeniu reguły wydatkowej. Przy czym w tym drugim wypadku efekty – jak wylicza profesor – będą minimalne i sięgną 4 – 6 mld zł. – Chyba że minister finansów zetnie też wydatki inwestycyjne, co zresztą było zapowiadane – mówi ekonomista. – W tym roku wydatki na ten cel mają wynieść blisko 100 mld zł. Ale trzeba pamiętać, że takie posunięcie ograniczy wykorzystanie środków unijnych, nie byłoby więc pożądane. Lepiej pomyśleć np. o zmianie sposobu indeksacji emerytur.

Reformy przed nami

Profesor Gomułka dodaje, że niezależnie od szybkich działań na rzecz większego ścięcia deficytu tuż po wyborach należałoby rozpocząć reformę emerytur mundurowych, prokuratorskich i sędziowskich, podwyższyć wiek emerytalny i zrównać go dla kobiet i mężczyzn. – Inną reformą, która czeka już od lat, są zmiany związane z Kartą nauczyciela – przypomina. – Mamy 150 tys. zbędnych nauczycieli. W ocenie prof. Haliny Wasilewskiej-Trenkner to, na jakie działania będzie można liczyć po wyborach, zależy od ich wyniku. – Poczekajmy na to, kto będzie tworzył rząd i co on będzie w stanie zrobić – wyjaśnia doradca prezesa NBP. Tegoroczny deficyt – jak wynika z ostatnich wyliczeń resortu finansów – może być nawet niższy niż zakładane 5,6 proc. PKB. Głównie z powodu bardzo dobrego wykonania deficytu budżetowego. Pierwsze szacunkowe wyliczenia wskazują, że może on sięgnąć zaledwie 28 mld zł, wobec zakładanych w ustawie budżetowej 40,2 mld zł. Wszystko za sprawą znacznie wyższych wpływów podatkowych w I półroczu. Resort finansów zakładał, że wzrost PKB w tym roku wyniesie 3,5 proc., tymczasem w ciągu pierwszych dwóch kwartałów gospodarka rozwijała się w tempie powyżej 4 proc., wyższa była też inflacja. Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki e.glapiak@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA