fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Jestem filmowcem, a nie politykiem

Asghar farhadi
Gutek Film
Rozmowa: Asghar Farhadi o „Rozstaniu”, o tym, czym jest dla niego kino i o pracy w Iranie
Przyzwyczailiśmy się do wizerunku zdominowanych i pasywnych kobiet islamu. Tymczasem pana bohaterka wnosi do sądu sprawę o rozwód.
Asghar Farhadi: Nasze społeczeństwo nie stoi w miejscu. Coraz więcej kobiet, zwłaszcza młodych, pochodzących z klasy średniej, chce decydować o sobie i aktywnie żyć. Dwadzieścia lat temu nie miały głosu, dzisiaj coraz częściej się buntują, dążą do niezależności i walczą o swoje prawa. To jest nie do powstrzymania.
A jednak Simin mówi: „Nie chcę, by moja córka mieszkała w takim kraju". Całe „Rozstanie" jest odpowiedzią na to stwierdzenie. Ale ten film nie jest ilustracją encyklopedycznego hasła „życie w Iranie". To moje subiektywne spojrzenie na współczesność. Na świat, w którym zwyczajni ludzie muszą kłamać. Zresztą moi bohaterowie czasem nawet nie kłamią. Oni po prostu nie mogą powiedzieć prawdy. Pan jako reżyser też musi kluczyć? Przez świat stale przechodzą fale poparcia dla irańskich reżyserów, którzy trafiają do więzień i dostają zakaz pracy. W Iranie zakazy i nakazy cenzury stale się zmieniają. Są restrykcje polityczne, religijne, także obyczajowe, bo nie wolno pokazywać gwałtu, seksu. Ale mam głębokie przekonanie, że robię uczciwe filmy. I mogą je zrozumieć zarówno młodzi ludzie i studenci wypełniający sale kinowe w Iranie, jak i publiczność międzynarodowa. Kino może wpływać na świadomość społeczną? Nie jestem politykiem, tylko filmowcem, a kino nie jest instrumentem politycznym, lecz sztuką. Wierzę, że jako artysta powinienem zadawać pytania, szukanie odpowiedzi pozostawiając odbiorcom. Ważne, by ludzie myśleli, by uczyć ich krytycznej postawy. Odnoszę wrażenie, że nie lubi pan rozmawiać o swoich filmach. Nie chcę nikomu narzucać własnego spojrzenia. Widzowie mają prawo do swoich refleksji. W Iranie moje obrazy przyjmowane są jako opowieści obyczajowe. W Europie wszyscy pytają mnie o politykę. A ja wolę nakręcić w swoim kraju następny film, niż błyszczeć odwagą podczas konferencji prasowych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA