Obyczaje

Myszka Miki zaprasza do Paryża

Znajomy, ojciec dwojga dzieci w wieku siedmiu i ośmiu lat, postanowił sprawić im niespodziankę
Cóż może ucieszyć dziecko bardziej niż podróż do Disneylandu? Wprawdzie sam uważa, że to rozrywka plebejska, plastikowa, niegodna człowieka inteligentnego, ale dzieci podobno za tym przepadają. Przynajmniej powinny.
Na Florydę trochę daleko, udali się zatem do europejskiej filii, do Paryża. Termin listopadowy został wybrany z dwóch powodów. Pierwszy - na 11 listopada pracownik korporacji może wyrwać się z kieratu na trzy dni bez brania urlopu. Drugi - na pewno Paryż będzie pusty w tej antyturystycznej porze i będzie można chłonąć jego autentyczną atmosferę. Dzielny ojciec decyduje się zabrać bachory sam. Pogoda od początku nie wróżyła niczego dobrego. Prognozy zapowiadały zimno i deszcz. Ale cóż tam! Paryż, wieża Eiffla (wjedziemy na samą górę, prawda tatusiu?), miasteczko nauki. Poradzimy sobie.
Wielka przygoda zaczyna się od entuzjastycznego kupowania kanapek i napojów w samolocie, co jak się później okazało, pozostało najmilszym wspomnieniem wyprawy. Potem zakwaterowanie w wynajętym apartamencie, który sam w sobie stanowił atrakcję. Ściany pomalowane po skosie na fioletowo, czarno i żółto, wanna na środku salonu. Ale super! skomentowały dzieci i wskoczyły do wanny. Na zewnątrz jest gorzej, bo pada od rana. Śniadanie z bagietką i dżemem, przyniesionymi przez właścicielkę apartamentu, daje trochę optymizmu. Do metra, metrem do kolejki RER. I tu niespodzianka - w piątek, 11 listopada, Francuzi też obchodzą dzień zwycięstwa i mają wolne. Jest początek długiego weekendu. W kolejce tłumy, również z dziećmi udającymi się w ten wolny dzień do amerykańskiego raju rozrywki. Na miejscu kolejna bariera do pokonania - tłumy do kas i szok związany z ceną biletu - 64 euro, bez zniżek dla dzieci. Ale za to cała lista „atrakcji"! Co wybrać? Rozsądek nakazuje wsiąść do kolejki i zrobić objazd, żeby sprawdzić, co najfajniejsze. Czekać na paradę postaci z bajek Disneya w głównej alei, czy raczej ustawić się w innej kolejce? Wybór pada na paradę. Na platformach defilują Myszki Miki, Królewny Śnieżki wydmuchują bańki mydlane w rytm słodkiej muzyki. Dzieci przyglądają się widowisku obojętnie. Chętnie przenoszą się do kolorowego pociągu. Zaczyna porządnie lać. Już w momencie wsiadania do kolejki okazuje się, że właściwie na nic więcej nie będzie czasu, bo każda atrakcja wymaga odstania co najmniej 40 minut. Zatem skok do autodromu, gdzie nie trzeba tyle czekać. Dwuosobowe samochody elektryczne - dorosły obsługuje gaz, dziecko – hamulec. Ale wciąż leje i dzieci zaczynają okazywać objawy zniechęcenia i zmęczenia. Może by coś zjeść? Ale nie, trzeba korzystać, nie tracić czasu. Więc następna „stacja" – piraci z Karaibów. Rajd łódkami na szynach w sztucznych podziemiach, z dwoma ostrymi zjazdami zakończonymi głośnym pluskiem. Na ścianach kościotrupy, siekiery, umrzyki, miecze, rozbite kufry pełne złota. Z głośników płyną pirackie szanty. Gorąco, parno i duszno. Wszyscy piszczą i udają, że się cieszą. Dzieci  przestraszone. Tatusiu, kiedy stąd wyjdziemy? Wyjście na deszcz przynosi ulgę. Hamburger, duża coca-cola też poprawiają nastrój. Ale dzieci, zmęczone i zmoknięte opędzają się od następnych atrakcji, łaskawie godząc się na kino 3D, w którym wyświetlają film o ulicy sezamkowej. Jakby mało było naturalnego, z sufitu pada sztuczny deszcz. Po wyjściu z kina, dzieci zapytane co teraz chcą robić, jednym głosem odpowiadają: wrócić do domu. Pociąg do Paryża – co za ulga. Sucho, nie ma kościotrupów, ani Myszek Mmiki i nie zanosi się już na żadne atrakcje. Wieczorem paryska specjalność – mule u Leona. Dzieci proszą o frytki. Bienvenus a Paris!
Źródło: turystyka.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL