Kolekcje

Ekspertyzy. Ustalanie autentyczności dzieł sztuki

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Adam Konopacki, ekspert rynku sztuki o falsyfikatach i fachowym potwierdzaniu autentyczności obrazów
Rz: Jest pan historykiem sztuki, od 1989 roku prowadzi pan firmę Art Konsultant, oficjalnie zajmuje się pan ustalaniem autentyczności dzieł sztuki i ich wyceną. Czy widzi pan potrzebę uregulowania zawodu eksperta przez prawo?
Adam Konopacki: Taka potrzeba istnieje, np. jeśli chodzi o kryteria doboru do zawodu. Panuje opinia, że ekspertem powinien być historyk sztuki. Jednak z praktyki wynika, że kolekcjonerzy, którzy nie są historykami sztuki, osiągają mistrzostwo w rozpoznawaniu falsyfikatów z dziedzin, którymi się zajmują. To skutek lat doświadczeń i szczególnej motywacji. Kolekcjonerzy, kupując przedmioty do zbiorów, są wyjątkowo ostrożni, ponieważ ryzykują własną gotówkę i nie chcą przeżyć rozczarowania. Należy też prawnie zdefiniować zakres odpowiedzialności eksperta za pomyłkę, w tym odpowiedzialności finansowej. Poczucie odpowiedzialności dyscyplinuje, zmusza do wnikliwości i staranności w ocenie przedmiotu. We Francji ekspert rynku sztuki to jest zawód zaufania publicznego jak notariusz. Ekspert jest tam urzędnikiem licencjonowanym przez państwo.
Na naszym rynku problemem jest to, że co jakiś czas oferowane są te same falsyfikaty. Jeśli oficjalnie niszczy się zajęte przez policję fałszywe płyty z muzyką, podróbki markowej odzieży lub zegarków, należałoby również niszczyć falsyfikaty dzieł sztuki. Tak dzieje się w innych krajach. To też wymaga regulacji prawnej. Pozostawiając fałszywy obraz, ryzykujemy, że kiedyś wróci na rynek. Zaśmiecamy tym samym kulturę narodową i krzywdzimy artystę, który został podrobiony. Ekspert decyduje o zyskach lub stratach kolekcjonerów czy inwestorów, dlatego obowiązkowo powinien być ubezpieczony. Grupa osób zawodowo zajmujących się oceną i wyceną autentyczności dzieł sztuki nie jest liczna. Czy firmy ubezpieczeniowe będą zainteresowane stworzeniem ubezpieczeń finansowo dostępnych dla ekspertów? Jakiś czas temu podjąłem rozmowy z kilkoma firmami. Kiedy szacunkowo podałem, że koszty pomyłki mogą sięgać np. 1,5 miliona złotych, bo tyle kosztują obrazy, wówczas firmy nie były zainteresowane ponoszeniem takiego ryzyka. Warto zdawać sobie sprawę, że wprowadzenie obowiązkowego OC oznacza wzrost cen usług ekspertów. Pojawia się pytanie, czy krajowy rynek sprosta takim podwyżkom? Plagą na naszym rynku są ekspertyzy pisane przez przypadkowe osoby, ekspertyzy powierzchowne, niekompetentne, nieodpowiedzialne. Jest jednak sposób na to, żeby doraźnie, szybko stworzyć skuteczne zabezpieczenia dla kolekcjonerów korzystających z usług ekspertów. Na krajowym rynku się przyjęło, że ekspertyzę z reguły zamawia sprzedający. Natomiast powinien ją zamawiać kupujący! Co to zmieni? Sprzedający z reguły uważa swój towar za najlepszy i oczywiście autentyczny. Z obserwacji rynku wynika, że sprzedający czasami długo szukają kogoś, kto potwierdzi im autentyczność. Czasami sprzedawca znajduje początkującego historyka sztuki albo takiego, który nie do końca zdaje sobie sprawę ze złożoności oceny autentyczności danego przedmiotu. Natomiast kupujący może wybrać dowolnego eksperta. Najpierw może sprawdzić, do jakiego eksperta największe zaufania mają kolekcjonerzy. Jest w tym jakiś błąd metodologiczny, że to właściciel sprzedawanego obrazu zamawia jego ekspertyzę. Trudno chyba oczekiwać, że będzie ujawniał wątpliwości co do jego autentyczności. Jeśli ekspertyzę zamawia kupujący, to taka sytuacja wydaje się bardziej wiarygodna, przejrzysta. Kupujący obrazy są aż tak naiwni, że honorują ekspertyzy zamówione przez prywatnego sprzedawcę? Zwykle decyduje o tym oszczędność. Kupujący płaci za obraz 100 tys. zł lub więcej i uważa, że należy mu się swoisty bonus od sprzedającego w postaci ekspertyzy. Kupujący oszczędza tysiąc złotych, jakie wydałby na ekspertyzę, ale często strzela sobie tym samym samobójczego gola. Nabywca obrazu zawsze powinien być ostrożny, nawet jeśli kupuje w renomowanej firmie. Jeśli klient kupuje w domu aukcyjnym lub antykwariacie, który należy do Stowarzyszenia Antykwariuszy Polskich, to tak jakby kupował samochód u autoryzowanego dilera. Do autoryzowanego dilera mamy naturalne zaufanie i nie przychodzimy do niego z niezależnym ekspertem, aby sprawdził, czy auto danej marki ma oryginalny silnik. Jednak ocena dzieła sztuki nierzadko jest procesem bardzo złożonym. Dlatego kolekcjoner czy, szerzej mówiąc, nabywca zawsze ma prawo sprawdzić jakość obrazu, jaki kupuje. Nie musi to oznaczać, że kwestionuje oryginalność obrazu oferowanego na aukcji. Jaka sztuka szczególnie zagrożona jest fałszerstwami? 1 tys. zł kosztuje pisemna ekspertyza dzieła sztuki Sztuka z lat 60. i 70. XX wieku. Proces naturalnego starzenia użytych materiałów jest tu zbyt krótki, utrudnia lub uniemożliwia jednoznaczne oceny. Dodatkowy kłopot to fakt, że wtedy artyści używali różnych farb, mieszali dowolne materiały, sami w tej dziedzinie dokonywali wynalazków. Niestety, brak wiedzy na ten temat. Klienci rynku sztuki sami mogliby się dokształcać, ale nie ma źródeł. Rynek obnażył słabość polskiej historii sztuki. Zwiedzałem dom aukcyjny w Kijowie. Zobaczyłem tam ogromny księgozbiór naukowy, bogato ilustrowane monografie artystów, którzy są najczęściej sprzedawani na rynku rosyjskim lub ukraińskim. Zadałem sobie wtedy pytanie, dlaczego w Polsce nie ma monografii-katalogu dorobku choćby Józefa Brandta? Nie ma monografii Jacka Malczewskiego, Olgi Boznańskiej itd., a co powiedzieć o artystach mniejszej miary? Jak powinna wyglądać wiarygodna ekspertyza, co bezwzględnie musi się w niej znaleźć? Najważniejsze jest jednoznaczne stwierdzenie, że przedmiot jest albo nie jest dziełem danego artysty. Ekspertyza musi być datowana i musi pozwalać na identyfikację ocenianego przedmiotu. Jeśli praca ma charakter nietypowy dla danego artysty lub etapu w jego dorobku, wtedy ekspertyza potwierdzająca autentyczność powinna zawierać uzasadnienie. Dziś oczywistym elementem ekspertyzy jest fotografia. A ceny usług ekspertów? Wycena to tradycyjnie 2 – 3 proc. wartości przedmiotu plus VAT, ale cena ta zwykle podlega negocjacji. Konsultacja ustna kosztuje 50 – 150 zł, zależnie od złożoności problemu. To znaczy właściciel okazuje przedmiot. Pan ustnie wyraża opinię, że jest to oryginał i taka usługa kosztuje 50 – 150 zł? Tak. Ocena wyrażona na piśmie w formie ekspertyzy kosztuje najczęściej 1 tys. zł plus VAT lub 2 tys. zł, gdy ekspertyza wymaga konsultacji z konserwatorem lub innym specjalistą. W jakim stadium jest krajowy rynek sztuki? W niedobrym i trudno podać jednoznaczną przyczynę. Niestety, sztuka najczęściej kupowana jest z dość powierzchownych powodów. Motywem zakupu jest nazwisko modnego malarza lub wartość inwestycyjna obrazu. Zbyt rzadko widać u kupujących radość z samego obcowania ze sztuką jako z wartością duchową. Jeśli ktoś kupuje obraz wielkiej malarki, np. Olgi Boznańskiej, i ten obraz na co dzień będzie go wzbogać w jego domu, to powinien przeżywać entuzjazm. Uważam, że codzienny kontakt z dziełem sztuki to rodzaj łaski. To jest powód do radości, do dumy, że z własnej pracy mogę kupić sobie dzieło, które stworzył wielki artysta, który stał przed tym obrazem, dotykał go, poświęcał mu uwagę. Niestety, od lat obserwuję zbyt powierzchowne traktowanie kupowanej sztuki. Obraz dopasowuje się do mebla, do koloru ścian lub dywanu, do wolnej przestrzeni nad kanapą. To powierzchowne podejście się wypala, ale rynek nie wszedł na nowy etap pogłębionego odbioru sztuki. Dzieło sztuki w domu świadczy o myśleniu perspektywicznym, przekażemy je kolejnym pokoleniom. Dostrzega pan na rynku dorobek wyraźnie niedoszacowany, którym mogą się zająć mniej zamożni kolekcjonerzy lub debiutanci? To twórczość artystów z okresu okupacji niemieckiej. To okres zupełnie nierozpoznany. Tak samo nie budzi zainteresowania kolekcjonerów dorobek grupy Zachęta, z lat 60. i 70. XX wieku, a byli to artyści o solidnym wykształceniu akademickim.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL