fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Arsenał minionych wieków

Archiwum „Mówią Wieki
">Michał Mackiewicz
Chociaż wielkie bitwy pancerne drugiej wojny światowej kojarzą się przede wszystkim z niemieckimi czołgami PzKpfw V i PzKpfw VI, czyli Panterami i Tygrysami, to jednak główny ciężar walk spoczywał na „czwórce”; to właśnie PzKpfw IV był „koniem roboczym” niemieckiej Panzerwaffe.
W czasie trwania wojny powstało kilka różnych wersji tego wozu bojowego, zmiany konstrukcyjne, dotyczące przede wszystkim uzbrojenia i opancerzenia, wymuszone zostały doświadczeniami wyniesionymi z walk.
Podczas kampanii w Polsce we wrześniu 1939 roku PzKpfw IV (211 sztuk) wyposażony w krótkolufową armatę KwK 37 kaliber 75 mm i posiadający pancerz czołowy o grubości 30 mm (wersja C) nie miał sobie równych, a polskie czołgi mogły osiągnąć sukces tylko w sprzyjających okolicznościach. Jednak już w 1940 roku „czwórka” takiej przewagi nie miała, a silnie uzbrojone i przede wszystkim dobrze opancerzone wozy francuskie (Somua S35, Char B1bis) i angielskie (Matilda MkII) sprawiły sporo kłopotów.Szok nastąpił jednak dopiero podczas Barbarossy, kiedy to, nieliczne jeszcze, radzieckie T-34/76 i KW-1 masakrowały czołgi niemieckie w bezpośrednim starciu. Efektem tej bolesnej lekcji było wdrożenie do seryjnej produkcji w połowie 1942 roku wersji F2; wyposażono ją w długolufową armatę KwK40 kal. 75 mm zapewniającą znacznie większą prędkość początkową pocisku, a co za tym idzie przebijalność, pancerz czołowy wzrósł do 50 mm (kadłub i wieża), a w kolejnych wersjach (H i J) do 80 mm. Podczas bitwy kurskiej „czwórki” stanowiły 50 proc. niemieckich czołgów, większość z nich wyposażono w ekrany pancerne osłabiające efekt uderzenia pocisku kumulacyjnego. Owa osłona powodowała, że głowica takiego pocisku eksplodowała z dala od właściwego pancerza, nie naruszając go. Pięcioosobowy PzKpfw IV napędzany był benzynowym silnikiem Maybacha o mocy 300 KM, chłodzonym cieczą. Zasięg w terenie wynosił 130 km, prędkość maksymalna sięgała 40 km/h, a masa czołgu 26 ton (dane dla wersji H). Chociaż „IV” ustępowała cięższym „kotom”, była od 1942 roku stosunkowo równorzędnym przeciwnikiem dla średnich wozów radzieckich. Podstawowym przeciwnikiem Panzerwaffe na froncie wschodnim był średni czołg T-34, chociaż i on w ciągu wojny nieco się zmieniał. Jak na czołg średni „34” miała solidne uzbrojenie i opancerzenie. Zaletą była szybkość, manewrowość, a przede wszystkim znakomicie ukształtowany kadłub (czego nie da się powiedzieć o kanciastej „czwórce”). Wiele atutów, które posiadał T-34, było często niwelowanych z powodu słabego wyszkolenia załóg i oddziałów. Jednym z najliczniej reprezentowanych pod Kurskiem modeli T-34 była wersja z 1942 roku. Zasadniczą bronią była armata 76,2 mm F-34 z zapasem amunicji 100 nabojów; dodatkowym uzbrojeniem były dwa karabiny maszynowe. Przednie, tylne i boczne płyty pancerne miały grubość 45 mm (wieża 70 mm z przodu oraz 52 mm z boków i tyłu). Od góry pojazd chronił 20-mm pancerz. Zaopatrzony w dieslowski silnik o mocy 500 KM pojazd rozpędzał się w terenie do 40 km/h (na drodze do 55). Czterobiegową skrzynię biegów zastąpiono pięciobiegową, zapewniającą lepsze wykorzystanie mocy silnika i łatwiejsze prowadzenie. Od 1943 roku wszystkie wozy zaczęto też wyposażać w radiostacje, które dotychczas umieszczano jedynie w wozach dowódców. Załogę 30-tonowego czołgu stanowiło czterech ludzi.W bezpośrednim starciu rosyjski pojazd ustępował panterom i tygrysom, jednak tych ostatnich było pod Kurskiem łącznie około 400. Aby wyrównać szanse, na przełomie 1943 i 1944 roku wprowadzono wersję wyposażoną w armatę kaliber 85 mm (T34/85). Pod Kurskiem walczyły także słynne KW. Nie był to już jednak tak groźny przeciwnik dla niemieckich wozów jak to miało miejsce w 1941 roku. W 1942 roku pojawiła się wersja KW-1s; była znacznie lżejsza i słabiej opancerzona od pierwowzoru, ale za to szybsza i zwrotniejsza. Wciąż zasadniczym uzbrojeniem była armata 76,2 mm, która znacznie ustępowała niemieckim działom, jakie były w Panterach i Tygrysach. olbrzymy miały godnego przeciwnika na dalszym dystansie. Było to działo samobieżne SU-152 zbudowane na podwoziu czołgu KW. Pocisk wystrzelony ze 152-mm haubico-armaty z odległości 1000 m przebijał pancerz o grubości 120 mm. Nierzadko strzał z SU-152 dosłownie przełamywał niemieckie czołgi (strzelano pociskami przeciwpancernymi i przeciwbetonowymi); po bitwie kurskiej działo to zyskało miano zwieroboj, czyli pogromca zwierząt. Z kolei w niemieckim arsenale znajdowało się m.in. działo samobieżne Ferdynand uzbrojone w 88-mm armatę. Niemcy zapomnieli jednak wyposażyć owego kolosa w karabiny maszynowe do bezpośredniej obrony przed piechotą; w efekcie pojazdy te łatwo padały łupem krasnoarmiejców uzbrojonych w granaty czy koktajle Mołotowa. Zresztą bitwa pod Kurskiem to w dużej mierze zwycięstwo nie tyle czołgów, ile olbrzymiej ilości najróżniejszych środków przeciwpancernych – armat, rusznic, min, granatów czy ładunków wybuchowych przenoszonych przez psy. To one powstrzymały impet niemieckiego natarcia. Jednoznaczne określenie, który z czołgów tej wojny był najlepszy, jest bezprzedmiotowe, zależało to bowiem od wielu czynników, takich jak: kategoria danego pojazdu, teren walki, wyszkolenie załóg itp. Generalnie stwierdzić można, iż sprzęt niemiecki górował pod względem wyposażenia optycznego, łączności, jakości części, warunków bytowania załogi. Panzerwaffe miała też lepiej wyszkolonych czołgistów. Ale ostatecznie to Rosjanie okazali się bardziej dalekowzroczni i rozsądni. Zamiast konstruować niezliczone modele wozów bojowych, postawili przede wszystkim na sprawdzoną „34”, produkując ją w olbrzymiej liczbie egzemplarzy. Tym samym zaoszczędzili czas potrzebny na szkolenie oraz znacznie ułatwili pracę logistykom. Natomiast setki różnych niemieckich czołgów, dział samobieżnych i ich pochodnych z okresu drugiej wojny stanowią dziś wdzięczny temat dla modelarzy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA