fbTrack

Literatura

Philippe Colombet - rozmowa

Fotorzepa, Darek Golik
Philippe Colombet o długowieczności e-booków, globalnej bibliotece i o tym, dlaczego świat pokocha e-czytanie
Google miał ambitne plany dotyczące książek elektronicznych, ale poniósł porażkę. Amerykański sąd odrzucił ugodę zawartą przez was z wydawcami i autorami, których książki początkowo skanowaliście bez pozwolenia. Uznał, że dałaby wam pozycję monopolisty. Wielu wydawców, także w Polsce, odetchnęło z ulgą.
Philippe Colombet: Byliśmy rozczarowani decyzją sądu i analizujemy inne możliwości. Jednak od 2004 roku, gdy uruchomiliśmy projekt Google Books (serwis umożliwiający wyszukiwanie książek, przeglądanie 20 proc. ich zawartości i ostatnio kupowanie – red.), rynek książek bardzo się zmienił, szczególnie w USA. Możliwości wydawców i sprzedawców są większe, a Google jest tylko jednym z graczy. Tworzymy Google Books jako projekt dostępny w wielu językach i otwarty – ma zawierać nie tylko bestsellery, ale też wszystko, co zostało wydrukowane. W samym handlu e-bookami w USA pierwszy krok zrobiliśmy nie my, ale sprzedawcy, choćby Amazon. Czy nie stało się tak właśnie z powodu problemów z ugodą?
To dwie osobne sprawy. Nasz pomysł na książki potrzebował m.in. wysokiej jakości połączeń internetowych i rozpowszechnienia smartfonów, e-czytników, tabletów. To nastąpiło i dziś nasza obecność na rynku e-booków ma więcej sensu. Od grudnia 2010 r. w USA działa Google eBooks umożliwiający zakup tytułów elektronicznych. Podpisaliśmy tam umowy z 4 tys. wydawców, rozwijamy współpracę z Amerykańskim Stowarzyszeniem Księgarzy i niezależnymi księgarniami. Pracujemy ciężko, by Google eBooks wkrótce pojawił się w Europie. A co z pomysłem globalnej biblioteki, która umożliwi dostęp do intelektualnego dorobku ludzkości? Wcielamy go w życie. Dotąd zeskanowaliśmy 15 mln książek. Czytelnicy w Europie mo- gą za pomocą Google Books czytać za darmo tytuły nieobjęte prawami autorskimi. To pomaga wielu badaczom i studentom. Książki zgromadziliśmy dzięki współpracy z 40 bibliotekami uniwersyteckimi i narodowymi, m.in. we Włoszech, Austrii i Holandii. Udostępniają nam tytuły, my je skanujemy i zwracamy im wraz z cyfrową wersją. W sprawie nowych tytułów kontaktujemy się z wydawcami. Nawiązaliśmy umowy z 30 tys. dużych i małych oficyn na świecie. A w Polsce? Naszymi partnerami są już m.in. WSiP, Wolters Kluwer i Bellona. To początek. Nadszedł czas, by zaproponować polskim wydawcom rozwiązania, dzięki którym ich książki łatwiej będzie znaleźć w wyszukiwarkach Google'a, a kiedyś także kupić na stronie wydawcy lub u polskich sprzedawców. Mówi pan o przyszłości, tymczasem konkurencja nie śpi. Nasi wydawcy inwestują w aplikacje do czytania na urządzeniach Apple'a, powstają polskie e-czytniki, księgarnie online. Mówiąc wprost – zostajecie w tyle. Jesteśmy firmą innowacyjną, staramy się więc wprowadzać zupełnie nowe rozwiązania, nowe podejście. Chcemy sprawić, by e-book był długowieczny. Raz zakupiona książka elektroniczna powinna być dostępna na różnych urządzeniach. Czytelnik nie powinien się martwić, jakiej technologii czy urządzenia będzie potrzebował za 20 lat, by ją przeczytać. Do czytania drukowanej książki nie trzeba przecież mieć okularów konkretnej marki. Ma pan na myśli „czytanie w chmurze", przechowywanie e-booków na serwerach, a nie w osobistym komputerze czy tablecie. Czy to znaczy, że ludzie już nie chcą mieć książek na własność? Wierzę, że najważniejszy jest dostęp, bo będziemy zmieniać urządzenia i nie zapamiętamy, gdzie kiedyś „położyliśmy" swój e-book. Nasi użytkownicy trzymają większość e-booków w chmurze, a tylko część ściągają na własne urządzenia. Chcą czuć, że je posiadają. To naturalny instynkt. Czy od książek elektronicznych oczekują czegoś innego niż od drukowanych? E-book jest nie tylko cyfrową wersją książki papierowej, ale też daje nowe możliwości. Książki to obiekty społeczne. Ludzie chcą się dzielić tym, co czytają i co im się podoba. W Internecie ogromne znaczenie mają sugestie znajomych i opinie innych użytkowników oraz możliwość natychmiastowej wymiany. I to wystarczy, by świat pokochał e-booki? Zainteresowanie nimi będzie coraz większe. W USA stanowią już około 10 proc. rynku książki, a w tym roku wartość rynku e-booków ma wzrosnąć do miliarda dolarów. Co ciekawe, większość e-booków to po prostu transkrypcje książek drukowanych. Popularność książek wzbogaconych o multimedia rośnie tylko w niektórych sektorach. Czy e-booki mogą skusić tych, którzy dotąd rzadko czytali? Już rośnie zainteresowanie literaturą młodzieżową i książkami fantasy – te gatunki są bardzo popularne wśród osób młodych, urodzonych w świecie mediów cyfrowych. Ale decydujące znaczenie ma łatwość kupowania: to, że znajomy poleca mi książkę, a już po paru kliknięciach i kilku minutach mam ją przed oczami. E-booki są atrakcyjne dla podróżujących i dojeżdżających do pracy. Wydawcy mają szansę dotrzeć do posiadaczy smartfonów i tabletów, zadbać, by ich użytkownicy nie tylko słuchali muzyki czy oglądali filmy, ale też czytali. Podobno książki są bliżej niż kiedykolwiek, ale umiejętność czytania już nie wystarczy. Trzeba jeszcze opanować technologię. Myślę, że niebawem e-czytanie nie będzie wymagało niczego poza włączeniem i wyłączeniem urządzenia. Swobodnie zanurzymy się w opowieści. Zresztą to już się dzieje. Gdyby nie łatwość obsługi, e-booki nie byłyby tak popularne za oceanem. Tam następuje masowa zmiana: przedstawiciele różnych pokoleń przekonują się, że e-czytanie jest wygodne i ekonomiczne. —rozmawiała Paulina Wilk

Sylwetka

Philippe Colombet (rocznik 1966) z francuskiego oddziału Google'a jest odpowiedzialny za rozwijanie w Europie Google Book Search – wyszukiwarki i serwisu umożliwiającego znalezienie i przeglądanie książek cyfrowych. W Polsce zajmuje się m.in. współpracą z krajowymi wydawnictwami i bibliotekami.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL