Historia

Świadectwo polskiego triumfu

Archiwum „Mówią Wieki
">red.
Książka lorda Edgara Vincenta wicehrabiego d’Abernona „Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach świata”, wydana w Londynie w 1931 roku na podstawie jego zapisków prowadzonych od 21 lipca do 2 września 1920 r., stanowi pierwszorzędne źródło do dziejów przełomowego okresu wojny toczonej przez Polskę z bolszewicką Rosją.
Historycy zgodnie podkreślają, że d’Abernon w warstwie faktograficznej jest rzetelny, a nawet zadziwia spostrzegawczością i przenikliwością, m.in. charakteryzując „dramatis personae” polskiej sceny politycznej i wojskowej. Równie dobrze orientuje się w zaszłościach i zawiłościach stosunków polsko-rosyjskich, trafnie ujmuje zagrożenie bolszewickie.Jego książka w warstwie interpretacyjnej jest czymś wyjątkowym na tle ówczesnej europejskiej publicystyki. Napisana zapewne pod koniec lat 20. (już po lekturze prac głównych przeciwników z 1920 roku Michaiła Tuchaczewskiego i Józefa Piłsudskiego) zadziwia śmiałością i zarazem trafnością tez dotyczących zwycięstwa polskiego oręża w Bitwie Warszawskiej i całej wojnie, co miało ogromne znaczenie dla Polski, Europy, a może nawet świata.
Dyskusyjne może się oczywiście wydawać wyliczanie i systematyzowanie bitew, ale uznanie Bitwy Warszawskiej za jedną z decydujących w dziejach świata i umieszczenie jej obok starcia nad Marną w rzędzie najważniejszych batalii XX wieku świadczy o zrozumieniu roli Polski w stabilizacji tej części Europy. Jest to także dowód uznania d’Abernona dla wysiłku narodu polskiego, który od podstaw odbudowywał struktury państwa i wojsko, a także – wbrew krytycznym opiniom krążącym na Zachodzie o Józefie Piłsudskim i przypisywaniu zwycięstwa gen. Weygandowi – dla naczelnika państwa i wodza naczelnego jako autora polskiego zwycięstwa. Książka d’Abernona, dzięki temu, że wyszła spod pióra męża stanu światowego imperium, wprowadziła do obiegu politycznego i naukowego nowe wartościowanie wydarzeń jeszcze bardzo świeżych, których wyważoną ocenę formułuje się zazwyczaj z dalszej perspektywy, w zaciszu archiwów, bibliotek czy uniwersyteckich pracowni. Tym bardziej zasługuje na uwagę, a jej autor na szacunek za chłód i dystans oraz rzeczowy i trzeźwy osąd spraw i ludzi.
Lord d’Abernon był typowym przedstawicielem brytyjskiego establishmentu epoki wiktoriańskiej, absolwentem elitarnej szkoły i renomowanego uniwersytetu. Zanim nagle i raczej przypadkowo został skierowany do Polski jako szef międzysojuszniczej misji alianckiej, miał już za sobą 63 lata życia i długą karierę. W 1877 r. wstąpił do gwardii królewskiej, następnie pracował w administracji kolonialnej, by w 1882 r. zostać członkiem Rady Długu Otomańskiego, a po roku jej prezesem. Kolejno był doradcą finansowym rządu egipskiego i gubernatorem Banku Otomańskiego. W 1899 r. został wybrany z ramienia Partii Konserwatywnej do Izby Gmin, by po 15 latach i uzyskaniu tytułu barona zasiąść w Izbie Lordów. W czerwcu 1920 r. został ambasadorem Jego Królewskiej Mości w Berlinie, skąd premier Lloyd George po fiasku brytyjskiej mediacji w sprawie zawarcia pokoju lub rozejmu między Polską i bolszewicką Rosją 21 lipca 1920 r. skierował go z dobranym ad hoc gronem dyplomatów i oficerów do Warszawy. W skład misji weszli także sir Maurice Hankey, sekretarz gabinetu premiera, oraz gen. Percy Radcliffe. Republikę Francuską reprezentowali ambasador w Waszyngtonie Jean-Jules Jusserand oraz gen. Maxime Weygand, przedstawiciel sztabu marszałka Focha. Celem misji było „udzielenie rad rządowi Jego Królewskiej Mości w sprawie porozumienia się z rządem polskim i innymi rządami w związku z pertraktacjami o zawieszenie broni między Polską a Rosją Sowiecką”. Miała ona też w zawoalowany sposób zasugerować polskim politykom zmianę rządu i zastąpienie Piłsudskiego Weygandem. Misja dublowała istniejące już od ponad roku w Warszawie placówki dyplomatyczne Wielkiej Brytanii i Francji oraz rozbudowane misje wojskowe tych państw, które miały szerokie kompetencje, uregulowany status prawny, a przede wszystkim lepsze rozeznanie spraw niż politycy w Paryżu i Londynie. Na szczęście d’Abernon po przyjeździe do Polski dał się przekonać brytyjskiemu ambasadorowi Horace’owi Rumboldowi, a także pozostającemu od wielu miesięcy pod urokiem marszałka Piłsudskiego gen. Carton de Wiartowi, że wszelkie zamiary odsunięcia go od polityki i dowodzenia są nierealne. Misja jedynie konsultowała polskie propozycje rozejmowe oraz starała się zapewnić gen. Weygandowi oraz Francuskiej Misji Wojskowej – zresztą bez większego powodzenia – wpływ na planowanie i realizację operacji Wojska Polskiego. Polska delegacja na rozmowy rozejmowe z bolszewikami wyjechała do Baranowicz, a następnie do Mińska bez przedstawicieli aliantów, a gen Tadeusz Jordan Rozwadowski nie chciał słuchać zaleceń francuskiego supervisora, ograniczając rolę gen. Weyganda praktycznie do dekoracji.Ważnym zadaniem misji było zapewnienie ciągłości dostaw przez Gdańsk. Lord d’Abernon przytacza słowa amb. Rumbolda, że Polsce „potrzebne są samoloty zamiast dyplomatów”, a sam odnotowuje: „daje się odczuwać brak aparatów sygnałowych (telegraficznych), broni i amunicji, jednakże najpilniejszą i nieodzowną pomocą byłaby przede wszystkim dostawa samolotów”. Można skomentować te słowa stwierdzeniem, że Armia Czerwona nie dotarłaby pod Warszawę, gdyby Wojsko Polskie otrzymało choćby cząstkę tej masy broni, amunicji i sprzętu, jaką dostarczyli alianci Denikinowi, Judeniczowi i innym białym generałom (broni zdobytej przez bolszewików i wykorzystanej potem przeciwko Polsce). Autor to, co zrazu postrzegał jako pewną niefrasobliwość czy nawet obojętność polskiego społeczeństwa, docenił z czasem jako opanowanie oraz determinację w obronie zagrożonej niepodległości. Po kilku dniach pobytu w Warszawie, Łodzi, a później w Poznaniu opisywał identyczny nastrój społeczności trzech różnych miast położonych w dwóch dawnych zaborach. Początkowe krytyczne uwagi o stanie Wojska Polskiego również w miarę upływu czasu są bardziej wyważone. W pierwszych dniach misji d’Abernon nie miał jeszcze pełnego rozeznania w polskich planach wojennych. Nie wiedział, że przygotowywano operację zmierzającą do pobicia Armii Konnej Budionnego w rejonie Brodów, co miało umożliwić przerzucenie wojsk na północny odcinek frontu przeciwko Tuchaczewskiemu. W połowie sierpnia 1920 r. od Zamościa do Dniestru walczyły zaledwie cztery z 22 polskich dywizji piechoty i trzy spośród ośmiu brygad jazdy. D’Abernon podkreśla zuchwałość polskiej strategii realizowanej mimo rad francuskich i brytyjskich wojskowych. Ale to nie zuchwałość była źródłem sukcesów, ale zimna kalkulacja oparta na niemal pełnej wiedzy o ugrupowaniu, sile i kierunkach działań Armii Czerwonej, uzyskanej dzięki nasłuchowi i dekryptażowi bolszewickiej korespondencji operacyjnej. Wiedza ta docierała wyrywkowo do d’Abernona. D’Abernon nie miał wątpliwości, że „zwycięstwo osiągnięte zostało przede wszystkim dzięki strategicznemu geniuszowi jednego człowieka i dzięki przeprowadzeniu przez niego akcji tak niebezpiecznej, że wymagała ona nie tylko talentu, ale i bohaterstwa”. Opisuje Piłsudskiego jako „gorącego patriotę, człowieka ogromnej odwagi i siły charakteru” oraz „wspaniały typ nachmurzonego geniusza”. W przeciwieństwie do wielu zachodnich dyplomatów i publicystów d’Abernon nie postrzega Polski jako agresywnego imperialisty wyciągającego ręce po „istinno russkije” ziemie, ale jako państwo walczące o prawo bezpiecznego bytu w bezpiecznych granicach. Celem Polski była niepodległość i wizja organizacji tej części Europy, nie zaś podbój Rosji czy likwidacja rewolucji. Natomiast celem Rosji było zwasalizowanie Polski (jako sowieckiej republiki) i przeniesienie pożaru rewolucji w świat.Co charakterystyczne, d’Abernon pomija przyczyny tej fazy konfliktu, rozpoczętej w kwietniu 1920 r. sojuszem polsko-ukraińskim i próbą zbudowania niepodległej Ukrainy. Czy dyplomata brytyjski celowo przemilczał ten wątek jako nieaktualny w chwili pisania książki w 1930 r.? Należy jednak odnotować, że również w zapiskach z lata 1920 r. brak jakichkolwiek wzmianek o Ukrainie i Symonie Petlurze. Najwyraźniej dyplomacja brytyjska nie dostrzegała problemu ukraińskiego albo traktowała go jako wewnętrzną sprawę Rosji, niezależnie od jej oblicza ideowego. Autor, podkreślając w wielu fragmentach wiarołomność bolszewików, uważa, że „wszelkie pertraktacje podejmowane przez Sowiety pod pretekstem gotowości zawarcia pokoju z Polską były niczym więcej jak mydleniem oczu”. Słusznie twierdzi, że dla Polski tylko „zniszczenie armii bolszewickiej jest tym nieodzownym warunkiem trwałego pokoju z bolszewikami”. Krytykuje kłamstwa prasy brytyjskiej twierdzącej, że Polska stawiała wygórowane warunki pokoju. Grzegorz Nowik,dr hab., zastępca dyrektora Wojskowego Biura Badań Historycznych
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL