Kraj

Milczenie i kamienne twarze działaczy PiS

Rzeczpospolita
Zamiast polityków z pierwszych stron gazet na imprezę do hotelu Hyatt przybyli głównie lokalni działacze partyjni
– Nie ostatni raz spotykamy się na wieczorze wyborczym. I obiecuję państwu, że będą milsze niż ten – te słowa premiera Jarosława Kaczyńskiego zakończyły blisko trzygodzinną imprezę PiS.
Partia przygotowywała się na świętowanie zwycięstwa w jednym z najdroższych hoteli w Warszawie. Ale zamiast wystrzału korków od szampana na sali, gdzie zebrali się działacze PiS, zaległa wielka cisza. Hotel Hyatt zaczął zapełniać się działaczami PiS tuż przed godz. 20. Nie było wśród nich polityków z pierwszych stron gazet.
Gwiazdą wieczoru była Jolanta Szczypińska, tłumnie oblegana przez dziennikarzy i partyjnych kolegów. – Tak, rozmawiałam z premierem. Nie czuje się przegrany, jest w bardzo dobrym nastroju – zapewniała. Uspokajała, że trzeba poczekać na oficjalne wyniki PKW, bo te sondażowe mogą odbiegać od rzeczywistych. – Na pewno będziemy mieli dobry wynik. Jaki? Ależ ja nie jestem wróżką – żachnęła się. Na sali brylował też europoseł Ryszard Czarnecki (kiedyś Samoobrona, dziś bezpartyjny). – Już jesteś z nami? – rzucił których z polityków PiS. – Przyszedłem, bo zostałem zaproszony. I tyle – odparł. Na wieczór stawili się w komplecie liderzy PSL Piast. Był Janusz Wojciechowski, Bogdan Pęk i Zdzisław Podkański. Nie mieli tęgich min. – To nie nasza wina, to oni zawalili – tłumaczyli. Premier kazał na siebie trochę poczekać. Przyjechał około 20.30. Tuż przed nim w hotelowych drzwiach pojawił się skwaszony Michał Kamiński, minister z Kancelarii Prezydenta i współtwórca kampanii PiS. Premier Kaczyński przyjechał z matką Jadwigą. Prezes PiS był rozluźniony. Bez słowa, wolnym krokiem poszedł śladem Kamińskiego do pokoju, w którym wraz z innymi liderami partii czekał na zakończenie ciszy wyborczej. A ta wciąż się przeciągała. Gdy ok. godz. 21 PKW ogłosiła, że głosowanie zakończy się dopiero o 22. 55, przez salę przebiegł okrzyk wzburzenia i zaskoczenia. – Coooo? – dziwili się działacze. Wkrótce wielu z nich zaczęło zbierać się do wyjścia, życząc kolegom: „Miłego wieczoru”. Gdy wreszcie wybiła godzina 22.55 sala, w której miał się odbyć wieczór wyborczy, na nowo się wypełniła. W całkowitej ciszy działacze PiS patrzyli na sondażowe wyniki podane przez telewizje. Z kamiennymi twarzami przyglądali się transmisji z wieczoru wyborczego Platformy Obywatelskiej. Gdy na telebimach pojawił się Donald Tusk przywitali go rachitycznym buczeniem. Zresztą znacznej części jego wystąpienia nie było słychać. Dźwięk włączono dopiero pod koniec. Gdy lider PO mówił, że on i jego ludzie wyżej niż władzę cenią sobie miłość, działacze PiS buchnęli śmiechem. Kaczyński wszedł na salę dopiero gdy Tusk skończył przemawiać. „Niech żyje premier! Niech żyje premier!”– przywitali go działacze PiS. – Dziękuję! Nie daliśmy rady potężnemu frontowi, który rozciągał się od „Faktów i Mitów”, aż po „Nie”, „Gazetę Wyborczą”, PO, LiD itd. – tłumaczył przyczyny porażki. Jego krótkie wystąpienie przyjęto milczeniem. Gdy tylko premier skończył przemawiać, sala błyskawicznie opustoszała. Do szatni ustawiła się spora kolejka działaczy. Jeden z organizatorów namawiał ich, by wrócili na salę, bo premier ma jeszcze wystąpienia w telewizji. Ale nikt ze stojących go nie posłuchał.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL