fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Powrót Oresta Lenczyka do ekstraklasy.

Mimo wielkich nakładów finansowych, nowego stadionu i prawie 20 tysięcy kibiców na każdym meczu Legia jest jednym z największych rozczarowań rozgrywek
Powrót trenera Lenczyka do ekstraklasy to bardzo dobra wiadomość. Z kilku powodów. Po pierwsze Lenczyk jest świetnym trenerem. Po drugie to poważny człowiek w poważnym wieku. Po trzecie przeczytał więcej książek niż jakikolwiek inny trener i jedynie Michał Probierz idzie pod tym względem w jego ślady. Po czwarte z Lenczykiem można nie tylko porozmawiać o muzyce, ale nawet posłuchać, jak gra na skrzypcach. Po piąte konferencje prasowe po meczach jego drużyn to nie jest drętwa mowa przypominająca zjazdy partii.
Ale choćby trener miał nie wiem jakie umiejętności, nagle nie odmieni gry Śląska. Remis z Wisłą w Krakowie jest tylko małym krokiem do przodu.
Żeby drużyna seryjnie zwyciężała, musi zostać spełnionych kilka warunków. Dobry trener to zaledwie jeden z nich.
Żalił mi się niedawno znany polityk, kibic Śląska, że Zygmunt Solorz traktuje ten klub jak zwykły interes, nie wkłada weń serca. I wspomniał, że gdyby właścicielem Śląska był ktoś taki jak Józef Wojciechowski, to we wrocławskich warunkach, gdzie władze miasta traktują klub znacznie lepiej niż stołeczny magistrat Polonię, Śląsk zajmowałby miejsce w czołówce tabeli.
Solorz przyjął podobną postawę jak Mariusz Walter w Legii. Namaścił władze klubu i sam się do ich pracy rzadko wtrąca albo robi to dyskretnie.
W Legii ta strategia daje fatalne rezultaty. Widać wyraźnie, że przydałoby się walnięcie pięścią w stół, bo słychać coraz więcej niezadowolonych głosów ludzi, którzy dali się porwać skutecznej kampanii reklamowej związanej z budową nowego stadionu, a teraz czują się oszukiwani przez piłkarzy.
Za chwilę Mariusz Walter zorientuje się też (lub już się zorientował), że traci pieniądze. Legia jest zaprzeczeniem teorii, że klub sportowy to taki sam interes jak każdy inny i może go poprowadzić byle sprawny menedżer. Jak widać od kilku lat na Łazienkowskiej – nie bardzo.
Ktoś, kto znałby się na sporcie, nie zatrudniłby dwóch trenerów i wskazanego przez nich fachowca od przygotowania fizycznego, którzy pospołu doprowadzili do upadku Wisłę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA