fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Putin nie chce być Breżniewem

Dmitrij Orieszkin, rosyjski socjolog
Novaja Gazieta
Putin stoi przed dylematem – przykręcać śrubę czy trochę poluzować - mówi Dmitrij Orieszkin, rosyjski socjolog
[b]Rz: Co pan myśli o środowych zamieszkach w Chimkach? O siłowych metodach walki o sprawiedliwość?[/b]
Dmitrij Orieszkin: Osobiście takich metod nie popieram, ale to, że po nie sięgnięto, jest zupełnie logiczne. To konsekwencja naszego ustroju, w którym nie ma realnej opozycji i nie ma mechanizmu, który pozwoliłby władzy odpowiadać na postulaty społeczeństwa. Nasza władza, a konkretnie Władimir Putin, przez lata budowała ten system. Mamy cztery partie w parlamencie, w tym dwie partie tak zwanej opozycji systemowej, która działa według niepisanej zasady: rację ma zawsze naczelnik. Wszystko poza tym i jeszcze kilkoma pozaparlamentarnymi partiami grającymi w tę samą grę jest opozycją niesystemową, czyli taką, która nie ma absolutnie żadnych możliwości działania w ramach prawa, w ramach systemu. Na przykład komuniści nie wstawią się za ekologami z Chimek, bo wiedzą, że jeśli to zrobią, to nie wejdą do parlamentu w następnych wyborach. Bo podpadną komuś, kto na budowie tej drogi zarobi.
Wszelkiego rodzaju problemy, inicjatywy czy protesty społeczne nie mają kanałów dotarcia do władzy. Dlatego rozumiem, choć powtarzam: nie popieram ekologów, którzy przykuwają się łańcuchami do drzew czy kładą pod buldożery. Rozumiem także anarchistów, którzy rzucają w budynek administracji butelkami z paliwem.
[b]Czy władza świadomie prowokuje opozycję, chcąc doprowadzić do jej zradykalizowania? [/b]
Nasza władza nie jest aż tak inteligentna. Radykalizacja jest efektem systemu, tego, o czym mówiłem wcześniej. A system powstał po to, żeby zapewnić obecnemu kierownictwu utrzymanie władzy. Ale efektem ubocznym jest narastanie potencjału protestu. Owszem, nasze społeczeństwo jest ospałe i pokorne. Ale coraz bardziej zaczyna odczuwać to, że ta władza jest nie dla ludzi.
Na każdym szczeblu – to może być ktoś, komu nielegalnie budują pod domem autostradę albo burzą dom, żeby wybudować jakiś obiekt olimpijski. Albo ktoś, komu przecieka dach i kto dobrze wie, że pieniądze na naprawę zdefraudował jakiś lokalny urzędnik.
[b]A jednak opozycja sięgająca po rozwiązania siłowe nie jest władzy na rękę. W końcu w ten sposób sama spycha się poza margines, wchodząc w szeregi ekstremistów. [/b]
Tylko do pewnego momentu. Proszę sobie przypomnieć „partyzantów” z Dalekiego Wschodu, którzy urządzali krwawe polowania na milicjantów w odwecie za ich nadużycia. Owszem, zostali uznani za ekstremistów i zlikwidowani. Ale w Rosji każdy wie, jak działa nasza milicja, i niejeden na pewno w skrytości serca pomyślał: „dobrze im tak”. Do władzy stopniowo to dociera i politycy zaczynają szukać kompromisu – próbując się na przykład dogadać z organizatorami protestów w Moskwie.
[b]Taki wentyl bezpieczeństwa? [/b]
Niektórzy tak to widzą, ale moim zdaniem to nie będzie wypuszczenie pary, to nie uspokoi ludzi. Przeciwnie, gdy poczują, że można, będzie ich coraz więcej. Putin stoi przed dylematem – przykręcać śrubę czy trochę poluzować. Nie chce być Breżniewem, ale wie, że jeśli dopuści ludzi do głosu, to ludzie poczują się zachęceni i protesty mogą przybrać na sile.
[i]—rozmawiała w Moskwie Justyna Prus[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA