fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Minister Zdrojewski: Nie ściągam z sieci, bo nie muszę

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Z ministrem Bogdanem Zdrojewskim o piractwie, przestarzałych instytucjach i wirtualnych pomysłach resortu rozmawia Paulina Wilk
[b]Korzyści, jakie daje piractwo w sieci[/b] - [link=http://www.rp.pl/artykul/9131,513692_Korzysci____jakie_daje__piractwo_w_sieci.html]czytaj rozmowę z Mirosławem Filiciakiem[/link]
[link=http://www.rp.pl/artykul/9131,514006_Po_co_panstu_kultura_i_po_co_kulturze_panstwo_.html]Oglądaj tv.rp.pl[/link] [b]Rz:[/b] Po czym poznaje pan człowieka obytego z kulturą?
[b]Bogdan Zdrojewski:[/b] Po tym, że intensywnie w niej uczestniczy. Niekoniecznie chodząc do kina i opery. Dla rodziców młodego człowieka partycypacja w kulturze to wciąż efekt zakupu biletu do filharmonii lub teatru. Dla niego samego to już słuchanie muzyki z iPoda lub czytanie e-książki. Wielu odbiorców kultury poprzez umieszczanie w sieci zdjęć, filmów i tekstów staje się twórcami. [wyimek] [link=http://blog.rp.pl/blog/2010/07/26/nie-sciagam-z-sieci-bo-nie-musze/]Komentuj na blogu [/link] [/wyimek] [b]Instytucje kultury nie są im potrzebne. Śni się panu po nocach opustoszałe Muzeum Narodowe, pogrążone w ciszy i kurzu? [/b] Nie, ale śpi się trudniej. Mam świadomość, że instytucje sformatowane na XIX-wieczną modłę, umierają stojąc. Przetrwać mogą te, które z tej anachroniczności uczynią atut, pozostałe muszą szybko ewoluować. Pyta pani o zadania resortu. Rząd odpowiada w kulturze za edukację artystyczną i kulturalną. Nie ma innych podmiotów ani prywatnego sponsoringu, mogącego dźwignąć tę odpowiedzialność. [b] Czy na pewno? Idąc na rozmowę z panem, spotkałam znajomą. Ma 25 lat, nie skończyła szkoły teatralnej, a właśnie reżyseruje drugi spektakl. Spytała, kto jest teraz w Polsce ministrem kultury. Dla niej i wielu młodych twórców pański urząd nie istnieje. [/b] To fantastyczny komplement. Jeśli młodzi twórcy wiedzą, kto jest ministrem, to znaczy, że nie mogą bez niego żyć albo że on nie daje im żyć! Minister ma odpowiadać za prawidłowe funkcjonowanie mechanizmów prawa, być przełożonym kilkunastu instytucji narodowych, nie więcej. [b]Użytkownicy Internetu zastępują już państwo w różnych rolach: tworzą grupy warsztatowe, są producentami, dystrybutorami, promotorami i recenzentami kultury. [/b] Tylko po części, choć przyznaję – jest to część znacząca. Jednak nikt i nic, nawet rewolucja technologiczna, nie zwolni ministerstwa z odpowiedzialności za system edukacyjny i skuteczną ochronę dziedzictwa, uszczuplonego dramatyczną historią. [b]Czy jako minister kultury i dziedzictwa narodowego nie czuje się pan kustoszem spraw minionych? Może lepiej byłoby zarządzać ministerstwem kultury i dziedzictwa przyszłości? [/b] To zależy od przyjęcia kryteriów. Jeśli chodzi o pieniądze, to na zabytki i instytucje przeznaczamy ponad 80 proc. środków. Ale patrząc na mój kalendarz, spożytkowaną energię, proporcje są korzystniejsze dla czasu przyszłego. Dziś wiem, iż dla sfinansowania ambicji i talentów młodego pokolenia potrzebne jest wzmocnienie na poziomie około 300 mln zł rocznie. W kilku programach operacyjnych organizacje pozarządowe są już beneficjentami uzyskującymi przewagę nad klasycznymi instytucjami. [b] A może warto pomyśleć o nowych instytucjach? Wirtualnych domach kultury i bibliotekach? [/b] Już je tworzymy. Działa wirtualne Muzeum Dzieł Zaginionych, a Narodowy Instytut Audiowizualny prowadzi internetowy magazyn "Dwutygodnik". Uruchomiliśmy edukacyjną stronę dla dzieci [link=http://kula.gov.pl]kula.gov.pl[/link] i inne narzędzia w Internecie. [b]Mówi pan o projektach elitarnych, a co z powszechnymi praktykami kultury? Czy Ministerstwo Kultury nie powinno nas uczyć współtworzenia i współdziałania? [/b] To niebezpieczne. Resortowi kultury nie wolno ingerować w spontaniczne procesy twórcze. Animatorzy społeczni oczekujący finansowania przez resort sami nie doceniają zagrożeń, jakie kryją się za taką decyzją. [b]Rolą państwa jest też chronić społeczną wartość kultury. Czy rząd może być skutecznym mediatorem między jej użytkownikami, twórcami i sprzedawcami?[/b] Tak, ale to nie jest główne zadanie. Na Kongresie Kultury w Krakowie dokonał się proces integracyjny, mobilizacyjny i konfrontacyjny uczestników świata kultury. Nastąpiło otwarcie dyskusji na rzesze internautów, konserwatystów i innowatorów, twórców i odbiorców, a przede wszystkim walczących o swoją pozycję z tymi, którzy chcą ją utrzymać. [b]Kiedy ostatnio był u pana jakiś utalentowany 20-latek? [/b] Kilka dni temu, cała grupa. Przyszli ze świetnym pomysłem wirtualnego konkursu na kulturę w sieci. Z innymi młodymi twórcami przygotujemy wirtualny przegląd reklam odrzuconych. Sam też dzwonię do twórców działających w świecie wirtualnym, proponując wsparcie. [b]Znajdujecie wspólny język? Wie pan, jak ściągnąć film z sieci? [/b] Niestety, wiem, to wiedza dość powszechna. Nie muszę z niej korzystać, bo mam legalny dostęp do różnych dzieł. Ba, nawet kłopot z ich nadmiarem. [b] Nie sugerowałam nielegalnego pobierania. [/b] I nie tak to odebrałem. Jednak w 90 proc. ściąganie filmów i innych utworów z sieci ma charakter nielegalny. Jest to efekt anachronicznych rozwiązań prawnych i naiwnej wiary, iż Internet można ocenzurować. Nie wierzę w powodzenie akcji sprowadzających się do haseł: "Nie ściągaj, nie kopiuj, nie oglądaj, bo to nielegalne". Europa i świat pójdą w nowym kierunku ochrony praw autorskich i dystrybucji tantiem. Jestem jednak sojusznikiem ostrej walki z piractwem produkcyjnym. W tej materii osiągnęliśmy sukces i zostaliśmy skreśleni z listy państw nieprzestrzegających międzynarodowych standardów. [b]Nie chciałby pan przejść do historii jako pierwszy minister kultury, który powiedział: "Piractwo jest dobre, bo otwiera dostęp do kultury. Znajdźmy nowy sposób wynagradzania artystów"? [/b] Nie mogę powiedzieć, że piractwo jest dobre. Ale jego definicję trzeba zmienić. Ta obecna jest anachroniczna, wręcz śmieszna. Wynagrodzenie artystów powinno być ulokowane w inaczej skonstruowanym systemie fiskalnym, np. opartym na opodatkowaniu nośników. Ważne, by nie przesadzić z pazernością. Mam nadzieję, iż na Europejskim Kongresie Kultury we Wrocławiu, zaplanowanym w czasie naszej prezydencji UE w 2011 r., uda się zdefiniować prawa twórców i odbiorców na potrzeby XXI w. Efektem powinno być powszechne respektowanie wolności w Internecie, ale też odpowiedzialność za to, co się w nim pojawia. [i]rozmawiała Paulina Wilk[/i] [ramka] [b]Czytaj też[/b] [obrazek=https://grafik.rp.pl/grafika2/514027,527789,9.jpg" style="border: 1px #808080 solid; float: left; margin-right: 8px"] [b] Medioznawca Mirosław Filiciak o nowej kulturze: [/b] Ludzie radzą sobie bez instytucji kultury. Znają filmy, choć nie chodzą do kina. Sami je recenzują i upowszechniają. Piractwo ma dobre strony, dzięki niemu wzrosła liczba osób, które oglądają Herzoga i Felliniego. Państwo wspiera elitarne projekty artystyczne, zamiast uczyć współdziałania. [link=http://www.rp.pl/artykul/9131,513692_Korzysci____jakie_daje__piractwo_w_sieci.html]Czytaj więcej ... [/link] [link=http://blog.rp.pl/blog/2010/07/26/korzysci-jakie-daje-piractwo-w-sieci/] Czytaj i komentuj na blogu[/link] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA