fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Czy lewica wykorzysta efekt śniegowej kuli

dr Jacek Kucharczyk
Rzeczpospolita
Sukces Napieralskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich i walka o głosy lewicowego wyborcy, która odbyła się między Bronisławem Komorowskim a Jarosławem Kaczyńskim pokazują, że w Polsce elektorat lewicy nie tylko nie zanika, ale rośnie w siłę – pisze socjolog
Nadspodziewanie dobry wynik Grzegorza Napieralskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich ponownie rozbudził dyskusje na temat przyszłości lewicy w Polsce. Pojawiło się pytanie o to, na ile trwały jest kształt naszej sceny politycznej, która ukształtowała się po wyborach parlamentarnych w 2005 i 2007 roku. W wyniku tamtych wyborów dwie partie prawicowe – PO i PiS – zajęły niemal całą przestrzeń polityczną, spychając lewicę na pobocze.
Lewica mogła w tym układzie odgrywać od czasu do czasu znaczącą rolę, np. decydując o przyjęciu lub odrzuceniu prezydenckiego weta, ale jej główną troską były sondażowe słupki poparcia oscylujące w okolicach progu wyborczego. Uświadamiały one przywódcom lewicy, że po kolejnych wyborach kierowane przez nich formacje mogą zniknąć z parlamentu i stać się elementem folkloru politycznego, na podobieństwo różnych formacji prawicowych, a ostatnio także LPR i Samoobrony. Taki scenariusz był zresztą przewidywany przez niektórych analityków. Co więcej, część prawicowych publicystów uważała, że scena polityczna bez lewicy, podzielona pomiędzy liberalną i konserwatywną prawicę, w sposób bardziej „naturalny” odzwierciedla postawy i preferencje polityczne polskiego społeczeństwa, które jest o wiele bardziej konserwatywne i (rzekomo) mniej podatne na trendy kulturowe i społeczne, które ukształtowały scenę polityczną w krajach Europy Zachodniej.
Zgodnie z tymi teoriami, polska scena polityczna powinna docelowo ukształtować się na podobieństwo amerykańskiej, z jej podziałem na liberalnych demokratów i konserwatywnych republikanów. Pojawiły się nawet głosy, że taki jej kształt może zostać na dobre utrwalony poprzez wprowadzenie ordynacji większościowej, która wyeliminuje z Sejmu mniejsze partie – w tym SLD. W ten sposób bez lewicy polska polityka zdominowana i podzielona pomiędzy PiS i PO miała stać się dość paradoksalną realizacją idei POPiS. Zamiast wielkiej koalicji partii prawicowych mielibyśmy scenę polityczną, na której istniałaby jedynie prawica.
[srodtytul]Odpychająca „republika proboszczów” [/srodtytul]
Sukces Napieralskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich i walka o głosy lewicowego wyborcy, która odbyła się między Bronisławem Komorowskim a Jarosławem Kaczyńskim, pokazują, że w Polsce elektorat lewicy nie tylko nie zanika, ale rośnie w siłę i zyskuje znaczenie polityczne.
Zarówno PiS, jak i Platforma mają problemy z przeciągnięciem na swoją stronę lewicowych wyborców. Okazało się, że prosocjalna retoryka Kaczyńskiego to za mało, żeby zatrzeć pamięć o projektach radykalnej lustracji czy dekomunizacji oraz o ideologii silnego państwa, które zwalcza patologie, nie przejmując się standardami państwa prawa czy łamiąc swobody obywatelskie.
Co więcej, wyborców lewicy odpycha od PiS jego sojusz z najbardziej reakcyjnymi siłami w Kościele katolickim, reprezentowanymi już nie tylko przez rozgłośnię Tadeusza Rydzyka, ale przez rozległą „republikę proboszczów”, która zaangażowała się w kampanię wyborczą Kaczyńskiego. Tak wiec zarówno ideologia IV RP, jak i sojusz z Kościołem pokazują, że kierowana przez Kaczyńskiego partia nie zdoła na dobre wchłonąć wyborców lewicowych, posługując się antyliberalną i prosocjalną retoryką.
[srodtytul]Frustracja Platformą [/srodtytul]
Podobne, choć mniej oczywiste, problemy z trwałym przyciągnięciem elektoratu lewicy ma Platforma Obywatelska. Partia ta potrafiła dotąd dość skutecznie mobilizować centro-lewicowego wyborcę jako jedyna wiarygodna zapora przed populizmem Kaczyńskiego i innych sił na prawicy. Także polityka zagraniczna PO, nastawiona na wzmocnienie integracji europejskiej oraz pojednanie z sąsiadami, szczególnie Niemcami i Rosja, musi jawić się wyborcom centrolewicy jako nieskończenie bardziej atrakcyjna oferta od mocarstwowej retoryki PiS.
Mimo to przebieg kampanii prezydenckiej pokazuje, jak trudno było wyborcom o wrażliwości lewicowej oddać głos na Bronisława Komorowskiego, który dla wielu z nich uosabiał wartości raczej z XIX niż XXI wieku. Fakt, że nawet przyparty do muru spadającymi sondażami, Komorowski odmówił jednoznacznego poparcia postulatów lewicowych – parytetów, związków partnerskich czy legalnego i refundowanego z budżetu zapłodnienia in vitro – wydaje się wskazywać na coś więcej niż osobisty upór tego polityka.
[wyimek]Zarówno PiS, jak i Platforma mają problemy z trwałym przyciągnięciem elektoratu lewicy[/wyimek]
Jego działanie jest charakterystyczne dla formacji politycznej, która wyłoniła go w procesie prawyborów na swojego kandydata na najwyższy urząd w państwie. Pokazuje mianowicie sposób myślenia i mentalność zarówno większości przywódców, jak i partyjnych dołów Platformy, dla których te wszystkie postulaty lewicy to nic więcej, jak tylko jakieś zachodnie nowinki, a poparcie dla nich może skutkować odwróceniem się centroprawicowego „mainstreamowego” wyborcy PO i jego rzuceniem się w ramiona PiS.
Strach przed prawicową opinią publiczną wydaje się także kierować stosunkiem PO do Kościoła. To charakterystyczne, że w czasie ostatniej kampanii żaden znaczący polityk tej partii nie zabrał głosu w sprawie bezprecedensowego zaangażowania księży w kampanie kandydata PiS. PO nie krytykowała także decyzji kardynała Dziwisza o pochówku prezydenckiej pary na Wawelu, który stał się faktycznym początkiem kampanii wyborczej Jarosława Kaczyńskiego.
Wydaje się, że unikanie jakiejkolwiek konfrontacji z Kościołem stanowi strategię raczej niż tylko wyborczą taktykę PO, o czym świadczy bilans jej rządów od 2007 roku, od braku etyki w szkołach (co ostatnio wypomniał Polsce Trybunał w Strasburgu) po nieustanne odwlekanie decyzji w sprawie parytetów czy in vitro, a zatem w kwestiach, w których Kościół zajmował stanowcze i nieprzychylne stanowisko. Dodajmy do tego działania, czy raczej brak działań, Elżbiety Radziszewskiej jako pełnomocniczki rządu do przeciwdziałania dyskryminacji, a jasne stanie się, jak bardzo sfrustrowani bilansem rządów PO mogą być wyborcy centro-lewicowi i lewicowi. Ta frustracja to szansa dla SLD i szerzej – dla polskiej lewicy.
[srodtytul]Co zrobią wyborcy? [/srodtytul]
Pytanie, na ile obecny lider lewicy i jego formacja potrafią taką szansę wykorzystać. Problemem może być tutaj – podobnie jak w przypadku PO – mentalność i postawy (partyjny „zdrowy rozsądek”) zarówno przywódców, jak i partyjnego aparatu lewicy, w którym sporo jest osób reagujących rechotem na sam dźwięk takich słów jak „parytety” czy „feminizm”. Na ile SLD, która skutecznie – jak się zdaje – zlikwidowała konkurencję w postaci innych formacji lewicowych, bardziej otwartych na nowe nurty lewicowości, potrafi uwiarygodnić się u młodszych wyborców oczekujących lewicowej oferty wychodzącej poza obronę socjalnych przywilejów wybranych grup społecznych (górników czy emerytów)?
Zmiany gospodarcze i społeczne zachodzące w Polsce od czasu wejścia do Unii Europejskiej będą niewątpliwie rzutować na postawy polityczne Polaków. Elektorat centrolewicowy stanowi dzisiaj mniejszość wyborców, ale ta sytuacja będzie się zapewne w najbliższych latach zmieniać. Co więcej, w polityce w pewnym stopniu popyt (postawy wyborców) jest kształtowany przez podaż na politycznym rynku, a to oznacza, że wiarygodna oferta lewicowa może sprawić, iż coraz większy odsetek wyborców będzie się określać jako zwolennicy lewicy. To od polityków lewicy zależy więc, czy potrafią stworzyć podobny efekt „kuli śniegowej” czy też sukces Napieralskiego okaże się efemeryczny, a lewica nadal będzie walczyć o przetrwanie, a nie o realny wpływ na polityczną rzeczywistość.
[i]Autor jest dyrektorem Instytutu Spraw publicznych [/i]
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA