fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Dociskając pedał wzruszenia

Najgorsze książki świata
Czy zastanawiali się państwo, w jakim wieku są autorzy książek dla nastolatków i dlaczego większość przekroczyła czterdziestkę? Odpowiedź wydaje się oczywista, wielu z nich ma dzieci w podobnym wieku. Dlaczego ku tej grupie zwraca się doświadczony producent bestsellerów z działu romans/melodramat Nicholas Sparks? Powodów osobistych wykluczyć nie można, ale równie prawdopodobne wydaje się, że dostrzegł rynkową niszę. A może chciał po prostu, żeby w filmie opartym na jego powieści zagrała Miley Cyrus?
Wielu dorosłych czytelników nie wie zapewne, kim jest ta młoda dama. Zapewniam jednak, że jej nazwisko doskonale zna niemal każdy polski nastolatek (w tym wszystkie nastolatki). Miley zagrała główną rolę w serialu i filmie Disneya „Hanna Montana” (o uczennicy, która ma drugie życie jako gwiazda rocka), co uczyniło ją idolką 12 – 13-latek na całym świecie. Dziś młodociana aktorka oraz jej fanki zbliżają się do pełnoletności, a zatem wiadomo, do kogo adresowany jest film według powieści Nicholasa Sparksa „Ostatnia piosenka”.
Wracając zaś do praw rynku, to od kilkunastu lat w całej kulturze masowej, w tym również w literaturze popularnej, o pozycjach na listach bestsellerów coraz częściej decyduje gust nastolatków. Dowodem może być choćby gigantyczny sukces cyklu Stephenie Meyer „Zmierzch” traktującego o przystojnym wampirze Edwardzie Cullenie i jego „ludzkiej” dziewczynie Belli Swan. Jest to specyficzna mieszanka powieści licealnej z romansem i fantasy. Gdy przyjrzeć się ostatnim polskim zestawieniom sprzedaży, to w czołówce, poza oryginałem, jest około dziesięciu podróbek Meyer.
Z dwojga złego wolę kicz w starym stylu, jaki proponuje Nicholas Sparks. Podejrzewam zresztą, że „Ostatnia piosenka”, która odniosła światowy sukces, znajdzie może nie legion, ale przynajmniej batalion naśladowców. Wydawcy i autorzy, którzy atakują teraz młodzieżowy target romansami wampirycznymi, w końcu uznają, że przyszedł czas na coś bardziej klasycznego.
Czy tym czymś muszą od razu być powieści w stylu Sparksa? Nie wiem, ale obawiam się, że współczesna literatura popularna idzie właśnie w stronę, jaką wyznaczają m.in. jego powieści. Książki pisane są wyłącznie krótkimi zdaniami oznajmującymi z dużą ilością dialogów, a ich forma nie ma dla czytelników wielkiego znaczenia. Czytając powieści sensacyjne, chcą mieć liczne zwroty akcji, a podczas lektury romansów pedał wzruszenia musi być dociśnięty do dechy. I dokładnie coś takiego dostajemy w „Ostatniej piosence”. Jest to historia niejakiej Ronnie (czyli Weroniki), która przyjeżdża z Nowego Jorku na wakacje do nadmorskiej mieściny. Wnikliwy czytelnik wie wszystko po mniej więcej 20 stronach. Przewiduje, w kim zakocha się bohaterka i dlaczego ów związek będzie obfitował w liczne zwroty akcji. Wie, kto będzie czarnym charakterem . Domyśla się, gdzie czai się dramat i na czym będzie polegał. Krótko mówiąc, jest w stanie wymyślić taką fabułę w kilka minut. I to nie dlatego, że ma jakieś szczególne predyspozycje, tylko z tego powodu, iż podobnych historii czytał i oglądał w życiu dziesiątki.
„Ostatnią piosenkę” dałoby się nawet przełknąć, mimo całej jej przewidywalności, gdyby nie to, że Sparks pod koniec koniecznie chce z nas wycisnąć łzy, pokazując pojednanie córki z ojcem przy łożu śmierci. Milionom czytelników (czytelniczek) to jednak nie przeszkadza, bo powieść stała się hitem tak jak inne książki tego autora („Pamiętnik”, „List w butelce”, „Jesienna miłość”). Zresztą sześć dzieł Sparksa Hollywood przerobiło też z sukcesem na filmy. I to ma nawet jakiś sens. Na ekranie historie wyciskające łzy w równie nachalny sposób wydają się jednak mniej prostackie. Co potwierdzałoby teorię McLuhana, że medium, z którego korzystamy, wpływa na treść przekazu.
[i]Nicholas Sparks „Ostatnia piosenka”. Przeł. Magdalena Słysz. Albatros, Warszawa 2010[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA