fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Japońskie marki z problemami

Jakość ich towarów spadła, na czym korzysta depcząca po piętach konkurencja. W przypadku rynku elektronicznego zyskają firmy koreańskie, a z kłopotów Toyoty cieszą się koncerny z USA.
Rzeczpospolita
Danuta Walewska
Piotr Mazurkiewicz
Wiele wskazuje na to, że otwieranie fabryk za granicą przyczyniło się do kłopotów z jakością produktów
Według oficjalnych danych w 2008 r. różnego typu wadliwy sprzęt elektroniczny spowodował śmierć lub poważne obrażenia u niemal 6,5 tys. Japończyków. W ciągu roku liczba ta się podwoiła. Dane za ub.r. dopiero są zbierane, jednak urzędnicy przyznają, że liczba tego typu przypadków po raz kolejny znacząco wzrośnie.
Analitycy z National Institute of Technology and Evaluation stwierdzili, że za tak szybki wzrost wypadków winę ponoszą firmy, dla których cięcie kosztów produkcji oraz zwiększanie zysków stało się ważniejsze od procedur bezpieczeństwa. – Koncerny coraz częściej przenoszą produkcję za granicę, co przynosi oszczędności, ale znacznie utrudnia przeprowadzanie wiarygodnych kontroli jakości – przyznaje Hironori Miyauchi z tokijskiego centrum badawczego Japan Research Institute.
Dochodzi także problem pogarszającej się jakości komponentów do produkcji. Gdy kilka lat temu zaczęły wybuchać laptopy firmy Toshiba, szybko się okazało, że winę ponosi producent baterii, czyli także japoński koncern Sony.
W ciągu roku z rynku wycofano ok. 8 mln laptopów. Wadliwe baterie trafiały też do sprzętu takich firm, jak Apple, Lenovo, Fujitsu czy Gateway. Sony także z polskiego rynku wycofywało partię wadliwych ładowarek do telefonów komórkowych.
– Nawet kiedy przypadki awarii sprzętu i jego wycofywania z rynku są mocno nagłaśniane, to paniki wśród polskich konsumentów nie pamiętam. Japońskie koncerny wykrywające awarie w swoich produktach reagują bardzo szybko, oferując wymianę sprzętu na nowy – uważa Tomasz Siedlecki, dyrektor marketingu sieci sklepów RTV Euro AGD.
Jednak nie zawsze się tak dzieje. W 2006 r. kilka osób zmarło z powodu zatrucia tlenkiem węgla – we wszystkich przypadkach przyczyną była wada gazowych piecyków japońskiej firmy Paloma. W Japonii wybuchł skandal, chociaż firma twierdziła, że nie jest winna. Mimo to wprowadzono bardziej restrykcyjne zasady bezpieczeństwa produktów. Wiele miesięcy później Paloma przyznała, że mogło chodzić o fabryczny defekt, ale jej przedstawiciele konsekwentnie nie chcą się na ten temat wypowiadać.
Pod koniec stycznia Sharp ogłosił, że ok. 1 mln lodówek może mieć wadę konstrukcyjną. Ruszyła akcja informacyjna, a ich posiadacze mogą zgłaszać się do serwisów. – Akcja dotyczy produktów, które użytkowane są nawet 14 lat, przez całą dobę. Modele te nie były sprzedawane w Europie – mówi Waldemar Pokora, product manager z Sharp Electronics Poland.
Z kolei na początku lutego, po kilkumiesięcznych naciskach ze strony producentów samolotów, w tym Airbusa i Boeinga, japoński producent foteli lotniczych Koito Industries przyznał, że zafałszował dane dotyczące bezpieczeństwa produktu. W efekcie wadliwe siedzenia – łącznie ponad 150 tysięcy – zostały zamontowane w ponad 1000 samolotów. Prezes Koito Takashi Kakegawa w ostatni poniedziałek kłaniał się, przepraszając przez kilkanaście minut. A potem wytłumaczył, że firma musiała tak zrobić, bo inaczej opóźniłaby dostawy. I przyznał, że dane dotyczące foteli fałszowane były od 15 lat.
Na kłopotach japońskich koncernów zyskują Koreańczycy. Od kilku lat trwa prawdziwa ofensywa Samsunga i LG, które w wielu kategoriach sprzętu elektronicznego zajmują miejsca w pierwszej trójce. Samsung jest już największym producentem telewizorów na świecie, a jego udział w polskim rynku wynosi ok. 30 proc. Z kolei LG bardzo szybko zwiększa udziały w rynku telewizorów, telefonów komórkowych czy sprzętu gospodarstwa domowego.
Kłopoty Toyoty i Hondy bardzo ucieszyły też amerykańskie koncerny motoryzacyjne: Forda, General Motors i Chryslera. Zwłaszcza te dwa ostatnie, które w połowie ubiegłego roku wyszły z bankructwa. Firmy natychmiast po ogłoszeniu wstrzymania produkcji i sprzedaży przez Toyotę, która zdecydowała się poczekać na dostawy komponentów do wymiany wadliwych pedałów gazu, zaproponowały tysiącdolarowe dopłaty, jeśli właściciel Toyoty sprzeda auto i kupi pojazd od nich.
Ich akcję skopiował również koreański Hyundai, który dzięki kłopotom Toyoty i Hondy na dobre wszedł do pierwszej motoryzacyjnej ligi, na którą niekwestionowaną jakością musiałby pracować jeszcze wiele lat.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorów
[mail=d.walewska@rp.pl]d.walewska@rp.pl[/mail]
[mail=p.mazurkiewicz@rp.pl]p.mazurkiewicz@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA