Piłka nożna

Przyjemność robienia na złość

Kazimierz Greń - główny adwersarz Grzegorza Laty
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Opozycja wobec prezesa Grzegorza Laty zamieniła obrady w farsę
Grupa kibiców stojąca przed hotelem Sheraton z antypezetpeenowskimi transparentami, śpiewająca „Ta ostatnia niedziela” i wzywająca „Lato odejdź, obiecałeś”, nie doczekała się tego, po co przyszła. Grzegorz Lato trwa, i będzie trwał dalej, dostał absolutorium od delegatów.
Ale nikt po tym zjeździe nie ma wątpliwości, że sielanka szybko do PZPN nie wróci. Zbuntowani działacze, składając wniosek za wnioskiem i dopytując o każdą sprawę, przeciągnęli obrady do późnego wieczoru. Udało im się też odegrać na uważanym za szarą eminencję PZPN Ireneuszu Serwotce. Prezes Odry Wodzisław jako jedyny członek zarządu nie dostał absolutorium. Tylko 30 delegatów było za, 36 przeciw. To zgodnie z wykładnią zarządu nie oznacza nic poza ostrzeżeniem i na pewno nie doprowadzi do dymisji, ale jest wyraźną niezgodą na styl działania Serwotki. – Podziękowanie za całokształt – jak powiedział z przekąsem o liderze tzw. grupy śląskiej jeden z delegatów.
Nawet Kazimierz Greń, który demonstracyjnie zrzekł się dwa miesiące temu miejsca w zarządzie i od tego czasu przewodzi opozycji, miał lepszy wynik niż Serwotka: 20 głosów za, 20 przeciw, 36 wstrzymujących. Nikt z prowadzących obrady nie potrafił rozstrzygnąć, co ten remis oznacza w kontekście absolutorium, ale dla Grenia to i tak już nie ma znaczenia. Najlepiej oceniono Jacka Masiotę, który dostał 75 głosów za i żadnego przeciw. W zarządzie pozostanie Henryk Klocek, zawieszony po tym, jak został zatrzymany i usłyszał zarzuty w aferze korupcyjnej. Głosowanie w sprawie Klocka było tajne, a mimo to nie udało się zebrać dwóch trzecich głosów potrzebnych do odwołania. Lato szybko się przekonał, że z opozycją nie ma żartów. Gdy buntownicy zaczęli zgłaszać wnioski, miejsce prezesa zajął bardziej zaprawiony w bojach Zdzisław Kręcina, ale i on miał problemy ze spacyfikowaniem nastrojów na sali. Każdy ruch władz PZPN wywoływał sprzeciw i okrzyki: „To my jesteśmy delegatami, macie robić, o co prosimy”. Andrzej Padewski z Dolnego Śląska właściwie nie rozstawał się z mikrofonem, Bogdan Duraj z Pomorskiego ZPN krzykiem domagał się od Kręciny wyjaśnień, dlaczego żadnego z wniosków opozycji nie poddaje pod głosowanie, wtórował im obu Tomasz Jagodziński. A Greń, na zjeździe w roli gościa, wdał się z trybuny w pyskówkę z Latą. – Niech pan wraca do Mielca, tam pana miejsce – mówił prezesowi. – To pan uciekł z zarządu jak szczur z okrętu – odpowiadał Lato. – Panie Lato! Prostactwo z pana wyszło. Mam honor, a pan nie ma – jeszcze raz zaatakował Greń. Z naszych informacji wynika, że w nocy przed zjazdem Lato podjął ostatnią próbę obłaskawienia Grenia. Zaproponował mu ważną funkcję w PZPN, ale oferta została odrzucona. W rewanżu na zjeździe utrącono wszystkie pomysły opozycji. Nie doszło do głosowania ani w sprawie zawieszenia delegatów mających wyroki, ani tych z Zachodniopomorskiego, gdzie legalność wyborów podważył sąd, nie przeszedł żaden wniosek o utajnienie głosowań, w tym tego w sprawie absolutorium. Kręcina odrzucił nawet propozycję, by kandydaci na przewodniczącego obrad mogli przed głosowaniem powiedzieć kilka słów o sobie. [wyimek]Opozycja tak się zawzięła, że zjazdu długo nie można było formalnie rozpocząć[/wyimek] Buntownicy pokazali, z jaką łatwością władze PZPN interpretują statut na swoją korzyść i jak łatwo jest mimo to sparaliżować obrady. PZPN jest dziś podzielony jak nigdy w ostatnich latach, władza rządzących związkiem opiera się na ledwie kilku głosach przewagi. Doszło do tego, że jednym z najspokojniej przyjętych przemówień było to wygłoszone przez ministra sportu Adama Giersza. Gdy na wcześniejszych zjazdach przemawiali ministrowie sportu, słychać było zgrzytanie zębów. Ale teraz wróg jest gdzie indziej, w samym PZPN, i nie da się go wystraszyć sankcjami FIFA czy UEFA. Opozycja tak się zawzięła, że zjazdu długo nie można było nawet formalnie rozpocząć. Porządek obrad przyjęto dopiero po trzech godzinach. Prowadzącego obrady delegaci wybierali blisko dwie godziny, udało się dopiero w trzeciej turze. W dwóch głosowaniach Zdzisław Łazarczyk, kandydat władz PZPN, i wystawiony przez opozycję Jarosław Ostrowski dostali po 48 głosów. Po każdej turze sekretarz Kręcina zarządzał przerwę, i w kuluarach zaczynały się targi, a na sali kłótnie o to, kto i jak ma liczyć głosy. W końcu klincz został przerwany: w trzeciej turze Łazarczyk dostał 55 głosów, Ostrowski 49, cztery osoby się wstrzymały. Najciekawsze, że w każdej z trzech tur inna była łączna liczba głosów. W pierwszej 101 (pięć osób się wstrzymało), w drugiej 99 (trzy się wstrzymały), a w trzeciej aż 108. To oznacza, że przez dwie tury głosowań było na sali kilku delegatów, którzy nie tylko nie wiedzieli, czy są za, czy przeciw. Oni nawet nie wiedzieli, czy się wstrzymują. A w trzeciej, po gorączkowych dyskusjach, większość z nich poparła Latę i jego ekipę. Na stronę prezesa przeszli też np. delegaci Wisły Kraków, choć w pierwszym głosowaniu byli za opozycją. Gdy buntownicy przegrali tę próbę sił, wiedzieli, że do końca zjazdu została im już właściwie tylko przyjemność z robienia władzom na złość. Ale zapowiedzieli, że ciąg dalszy wkrótce nastąpi. [ramka][b]Powiedzieli dla „Rz” Michał Listkiewicz były prezes PZPN[/b] Liczyłem, że zjazd odbędzie się w świątecznej, pokojowej atmosferze, bo tego wymaga sytuacja. PZPN ma dość wrogów zewnętrznych – polityków, media, część kibiców – żeby jeszcze działacze walczyli między sobą. Tymczasem osobiste animozje zdominowały obrady. Mam wrażenie, że delegaci zapomnieli, w jakiej sytuacji jest związek. UEFA nam zaufała, dała wyjątkową szansę, którą już ktoś nazwał planem Marshalla dla polskiego futbolu, i musimy to wykorzystać. Czas do Euro 2012 powinien być czasem wspólnych działań. Jeśli nie będzie mądrze działającego PZPN, będziemy mniej skuteczni. Po roku rządzenia Grzegorz Lato znalazł się w tak trudnej sytuacji, w jakiej ja byłem po ośmiu latach prezesowania. [b]Jarosław Ostrowski, członek zarządu Legii Warszawa[/b] Przegrałem wybory na przewodniczącego zebrania, ale cieszę się, że na mnie, człowieka stosunkowo nowego w tym środowisku, głosowało 49 delegatów. Propozycję prowadzenia zebrania złożył mi Kazimierz Greń, ale gdybym otrzymał ją z PZPN, też bym się zgodził. To było zadanie dla prawnika, a nie delegata opowiadającego się po którejś ze stron. Zresztą przerwy, ogłaszane po kolejnych turach głosowań, zakończonych remisem miały swój cel. Wiem, że w pierwszej turze jeden z klubów ekstraklasy głosował na mnie, a w drugiej turze już nie. To co mam o tym myśleć? To mój czwarty zjazd. Widzę duże zmiany, bo coraz więcej delegatów mówi swoim głosem, przedstawia autentyczne problemy. Władze związku muszą się liczyć z krytyką. [i]—s.t.s[/i] [/ramka] [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=p.wilkowicz@rp.pl]p.wilkowicz@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL