Budżet i Podatki

Potrzebujemy bardziej efektywnej Giełdy Papierów Wartościowych

Fotorzepa, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Wiesław Rozłucki, współzałożyciel i wieloletni prezes Giełdy Papierów Wartościowych, obecnie doradca Rothschild Polska
[b]"Rz":[/b] Czy to jest dobry moment na prywatyzację warszawskiej giełdy?
[b]Wiesław Rozłucki:[/b] Zdecydowanie tak. Jest to decyzja, która nie tylko powinna być podjęta, ale i zrealizowana już kilka lat temu. GPW dziś działa i będzie nadal działać w coraz bardziej konkurencyjnym środowisku, a w takim otoczeniu najlepiej się sprawdzają firmy prywatne. Giełdy kiedyś miały monopol prawny i technologiczny, teraz się to zmieniło, konkurują z alternatywnymi platformami obrotu. Każda spółka państwowa, nawet tak dobrze zarządzana jak Giełda Papierów Wartościowych, musi być jeszcze bardziej efektywna. I to może zapewnić jej tylko prywatyzacja. Jest też i inny aspekt: kilkakrotnie przekonaliśmy się, konkurując o przejęcia innych giełd z regionu – Wilna, Lublany czy Pragi – że status giełdy państwowej eliminuje nas z gry. W przypadku Budapesztu nie doczekaliśmy się nawet zaproszenia do rokowań, bo każdy zdawał sobie sprawę, że państwowa spółka nie będzie zdolna podjąć kluczowych decyzji w ciągu trzech tygodni. [b]Może więc trzeba było sprywatyzować giełdę wcześniej?[/b]
Najlepszy moment na prywatyzację jest zawsze w szczycie koniunktury, tak jak w przypadku każdej innej oferty. Teraz sytuacja na rynku kapitałowym jest znacznie lepsza niż rok temu, kiedy wszystkie oferty publiczne praktycznie zostały wstrzymane. Rynek zamarł. Tego, że udało się wówczas sprzedać akcje Enei poprzez giełdę, trudno nie uznać za sukces. W takim okresie można prywatyzować jedynie ze wspomaganiem ze strony liczących się inwestorów branżowych. Dlatego gdy ktoś mnie pyta o najlepszy moment na taką transakcję, mogę odpowiedzieć: nie warto celować w najlepszy moment, tylko unikać najgorszego. Każdy inny jest dobry. Dziś nie mamy jeszcze do czynienia z ostatnim dzwonkiem na sprzedaż akcji GPW, ale nie należy przedłużać już rozpoczętego procesu. Do momentu ogłoszenia nowej strategii prywatyzacji spółki trzeba podtrzymywać dyskusję i zainteresowanie inwestorów. [b]Pomysł na prywatyzację poprzez negocjacje z inwestorami branżowymi jednak się nie sprawdził. Jedyny chętny – frankfurcka giełda Deutsche Boerse – właśnie się wycofał. Jaki inny wariant prywatyzacji może być teraz najbardziej optymalny?[/b] Jestem zwolennikiem wariantu, który był rozpatrywany na samym początku, chyba już w 2005 r. Powinna być to mieszana oferta, tak aby warszawska giełda mogła się stać własnością tych interesariuszy, którym najbardziej zależy, aby odgrywała rolę centrum finansowego regionu. Stąd jak najszersze spektrum – od domów maklerskich, banków, spółek notowanych na GPW, instytucji, takich jak fundusze emerytalne i inwestycyjne, private equity, po inwestorów indywidualnych. Kluczem do powodzenia takiej oferty mogłaby się okazać fundacja Warsaw City – na wzór prywatyzacji giełdy w Malezji. Tamtejsza giełda, dwukrotnie większa od naszej, ale pod wieloma względami porównywalna do GPW, w udany sposób się sprywatyzowała i upubliczniła, głównie dzięki temu, że 30 proc. akcji objęła fundacja rozwoju tamtejszego rynku, która bardzo intensywnie promuje teraz Kuala Lumpur jako główny rynek kapitałowy regionu, mimo że tuż obok jest Singapur. Takie fundacje mają Londyn, Paryż, Frankfurt. Jedynym ich celem jest działanie na rzecz promocji danych giełd. Z drugiej strony, jeśli Skarb Państwa zaoferuje akcje GPW wielu inwestorom, to fundacja może spełnić rolę gwaranta emisji w wypadku, gdyby oferta miała się nie domknąć. Z góry zastrzegam, że nie dążę do tego, by zostać prezesem zarządu takiej fundacji. [b]Czy Skarb Państwa powinien od razu całkowicie wycofać się z akcjonariatu giełdy, czy sprzedawać ją stopniowo?[/b] Nie ma uzasadnienia, by zachowywał pakiet mniejszościowy. Gdyby wycofał się całkowicie, wspomniana fundacja mogłaby pośrednio pełnić rolę gwaranta interesów państwa w tej spółce, w zależności od tego, kto zasiadałby w jej władzach. Ale mogłaby też działać zupełnie niezależnie. [b]W jaki sposób Skarb Państwa powinien zabezpieczyć interesy GPW, aby po sprzedaży akcji nie doszło do wrogiego przejęcia?[/b] Wystarczające będą zapisy w statucie GPW zaznaczające, że żaden akcjonariusz – samodzielnie lub działając w porozumieniu z innymi – nie może mieć więcej niż 10 proc. akcji spółki. Takie zapisy są w statutach np. spółek strategicznych i znacznie minimalizują ryzyko wrogiego przejęcia. [b]Może to szczęście w nieszczęściu, że akurat Deutsche Boerse nie kupiła GPW? Który z niedoszłych inwestorów pana zdaniem najlepiej spełniałby oczekiwania Skarbu Państwa?[/b] Każdy z potencjalnych inwestorów był godnym partnerem. Nie chodzi jednak o to, by był znaczącym globalnym graczem. Liczy się jego oferta. Najwyraźniej propozycja Deutsche Boerse nie spełniła oczekiwań Skarbu Państwa. Na temat ceny nie wypowiadałem się i nie będę wypowiadał, ale moim zdaniem w przypadku GPW nie są najważniejsze oczekiwania finansowe, ale to, na ile potencjalny partner będzie razem z nami dążył do stworzenia z Warszawy prawdziwego centrum finansowego. [b]Czy po prywatyzacji GPW ma szansę rozwijać się dalej poprzez przejęcia, np. zakup giełdy wiedeńskiej?[/b] Wiedeń proponuje nam część własnych akcji, jednak według mojej wiedzy przejęcie pakietu kontrolnego jest niemożliwe. W przeciwnym razie oczywiście warto byłoby rozmawiać. Po prywatyzacji trzeba przede wszystkim wzmacniać pozycję GPW w inny sposób – ściągając na warszawski parkiet spółki z regionu, domy maklerskie. Podkreślać swoją pozycję w zakresie analizy spółek z regionu. Jeśli chcemy być centrum finansowym z prawdziwego zdarzenia, musimy oferować konkretne usługi – polscy analitycy powinni mieć możliwość i kompetencje analizowania rynków i spółek węgierskich, czeskich, ukraińskich. Na tym między innymi polega siła londyńskiego City – kompetencja w każdej dziedzinie. A my przecież chcemy odgrywać podobną rolę w Europie Środkowo-Wschodniej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL