Kraj

Znikające stenogramy

Roman Giertych chce, by stenogramy podsłuchów nie zostały zniszczone, zanim nie trafią do sądu
Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Prokuratorzy chcą zniszczenia dowodów z podsłuchów adwokata
Śledczy z wydziału ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie chcą zniszczenia części stenogramów podsłuchów rozmów dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego m.in. z reprezentującym go mecenasem Stanisławem Rymarem.
Ci sami prokuratorzy odmówili wglądu do akt sprawy dziennikarzowi „Rz” Cezaremu Gmyzowi. – Potwierdzam, że prokuratura wystąpiła do mnie z prośbą o opinię na temat zniszczenia części stenogramów podsłuchów Wojciecha Sumlińskiego – mówi „Rz” mecenas Roman Giertych, reprezentujący Sumlińskiego.
Drugi obrońca dziennikarza mecenas Rafał Kasprzyk jest zdumiony postępowaniem śledczych. – Stenogramy i nagrania rozmów Sumlińskiego z adwokatami powinny były zostać zniszczone już dawno. Jednak po ujawnieniu, że takie materiały są w aktach sprawy, mogą stanowić dowód złamania prawa przez prokuraturę i na tym etapie nie powinny być niszczone – mówi „Rz” mecenas Kasprzyk. – To absolutny skandal – uważa karnista prof. Piotr Kruszyński. – Jeśli robi się to dopiero teraz, gdy sąd ma rozpatrzyć zażalenie jednego z adwokatów na odmowę wszczęcia postępowania w sprawie podsłuchów, może to wskazywać na celowe zacieranie śladów. Sprawą podsłuchiwania dziennikarzy i adwokatów zajmowała się Prokuratora Okręgowa w Poznaniu. Odmówiła wszczęcia śledztwa, ale ta decyzja jest nieprawomocna. Zażalenie złożył już Roman Giertych. W przyszłym tygodniu podobne zażalenie zostanie złożone w imieniu Gmyza. Od czasu ujawnienia przez „Rz” podsłuchiwania dziennikarzy i adwokatów z akt sprawy systematycznie znikają stenogramy podsłuchów mogące być dowodem, że prokuratorzy mogli przekroczyć uprawnienia. 16 listopada prokuratura poinformowała, że część materiałów ze sprawy Sumlińskiego została wyłączona do innego postępowania. – Na pewno pan podejrzany Sumliński miał prawo zapoznać się ze wszystkimi dokumentami dotyczącymi jego sprawy – mówi „Rz” Robert Majewski, wiceszef warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej. – Pan prokurator kłamie – twierdzi Sumliński. I opowiada: – 2 listopada dostałem pismo z prokuratury z informacją, że przysługuje mi taka możliwość. 16 listopada okazało się, że część stenogramów podsłuchów została wyłączona do odrębnego śledztwa, a ja mogę się zapoznać tylko ze szczątkową ilością, tylko tym, co zostało w aktach – podkreśla Sumliński. 27 listopada prokuratura odmówiła też dostępu do akt Cezaremu Gmyzowi, który argumentował, że chce się zapoznać z dokumentami, jakie badał przedstawiciel wiceszefa ABW Jacka Mąki radca prawny Piotr Siłakiewicz. – Prokuratura udostępniła akta osobie, która nie była stroną w moim postępowaniu, a mnie i Cezaremu Gmyzowi odmawia dostępu do dokumentów, które widział pełnomocnik wiceszefa ABW – dziwi się Sumliński. Sumliński jest podejrzany, że za pieniądze miał oferować oficerom Wojskowych Służb Informacyjnych pozytywną weryfikację umożliwiającą dalszą pracę w służbach specjalnych.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL