Biznes

Kooperanci stoczni zostali na mieliźnie bez pieniędzy

Stocznia Szczecińska
Fotorzepa, Dariusz Gorajski Dariusz Gorajski
Większość firm współpracujących ze stoczniami nie odzyska należności. Wierzytelności stoczni wobec kontrahentów wynoszą dziś prawie 3 mld zł. Mniejsi wierzyciele próbują walczyć o swoje prawa – na razie bez skutku
Stoczniowa specustawa podzieliła wierzycieli stoczni na cztery kategorie. Środki ze sprzedaży majątku zakładów w Gdyni i Szczecinie w pierwszej kolejności mają pokryć koszty związane z organizacją przetargów. Potem zaspokoić wierzycieli, którzy mają zastawy na majątku stoczni, głównie banki. Na następnym miejscu jest spłata zaległych podatków i innych opłat. A dopiero gdy do tego dojdzie, szanse na odzyskanie swoich pieniędzy ma niemal 300 firm współpracujących ze stoczniami.
To oznacza, że szanse te są nikłe. Nawet jeśli uda się sprzedać aktywa stoczni, trzeba pamiętać, że niedoszły nabywca w poprzednich przetargach, Stichting Particulier Fonds Greenrights, wylicytował je za ok. 380 mln zł. Trudno liczyć, że teraz potencjalni chętni zaoferują dużo więcej. Z tego wynika, że za całość majątku (wliczając mniejsze jego fragmenty, już sprzedane) da się uzyskać w najlepszym razie 0,5 – 0,6 mld zł. Tymczasem wierzytelności stoczni wynoszą dziś ok. 3 mld zł. Dla kooperantów nie zostanie więc najprawdopodobniej nic – lub w najlepszym wypadku – symboliczne kwoty.
– Mamy nadzieję, że uda się nam odzyskać te środki. Ale patrząc realistycznie, to jest ona bardzo mała – mówi „Rz” Jarosław Lazurko, prezes poznańskich Zakładów H. Cegielski. Stocznia Gdynia jest winna producentowi silników 23 mln zł, a Szczecińska Nowa – 40 mln zł. – Gdyby udało się odzyskać choć część, byłby to poważny zastrzyk gotówki dla firmy, która ma obecnie duże problemy finansowe – mówi Lazurko. Mniejsi kontrahenci próbują walczyć o swoje. Pięć firm – Spamor, Konmet, B.T.H. Hold i Taran – których roszczenia wobec stoczni to w sumie ok. 0,7 mln zł – informowało już o problemie rzecznika praw obywatelskich. Spamor napisał też list otwarty do premiera, który przesłał mediom. – Domagamy się dla pracowników odszkodowań takich, jakie dostali stoczniowcy. Przy tworzeniu specustawy pominięto ich, choć bez firm takich jak nasze stocznie by nie istniały – mówi „Rz” Wojciech Piotrowicz, prezes Spamoru. – To trudny temat – przyznaje Lazurko. – Nie dziwię się frustracji pracowników, którzy nie mogą przeboleć, że dostają zwykłe, ustawowe odprawy, niższe od tych, które specustawa przyznała stoczniowcom. Jednak ustawa kompensacyjna – jako odpowiedź na postulaty KE – musiała zawęzić krąg beneficjentów. Dlatego, choć w toku prac nad nią część posłów chciała objęcia nią i kooperantów, uznano, że trzeba wyznaczyć wyraźną granicę między firmami, których bezpośrednio dotyczą roszczenia Brukseli, a resztą. Roman Nojszewski, zarządca kompensacji (prowadzi sprzedaż aktywów stoczni), przyznaje, że żaden z wierzycieli nie został jeszcze spłacony. – Listy wciąż czekają na zatwierdzenie przez sąd, bo część firm zgłasza sprzeciwy – mówi „Rz”. – Nie wiadomo więc nawet, ile wyniesie ostateczna kwota wierzytelności. Jutro w Poznaniu pod siedzibą Cegielskiego ruszy demonstracja ok. 2 tys. osób – stoczniowców i pracowników kooperujących firm. Ci drudzy będą domagać się „odpraw takich jak dla stoczniowców”. [ramka]CFo dalej z majątkiem stoczni Udziały dwóch spółek Stoczni Gdynia – Euro Rusztowania i Euromos – które kupił fundusz Stichting Particulier Fonds Greenrights, ale nie zapłacił za nie, trafią na nowe przetargi – zapowiedział wczoraj zarządca kompensacji. Te przetargi, podobnie jak inne – na główne części majątku stoczni, za które nie zapłacił niedoszły inwestor, oraz na aktywa jeszcze niesprzedane – odbędą się 26 i 27 listopada. Jeśli więc wierzyciele odzyskają część środków, to najwcześniej w 2010 r. Jeśli majątek nie znajdzie nabywców, trafi w ręce syndyka, co jeszcze bardziej oddali termin spłaty długów. [i]b.ch.[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL