fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Bruksela: 15 mld euro na czystsze środowisko

Unia Europejska gotowa jest łożyć 15 mld euro rocznie na zmniejszenie emisji CO2 w krajach rozwijających się. Organizacje pozarządowe mówią, że to za mało
Komisja Europejska przedstawiła w czwartek stanowisko negocjacyjne Unii na wielką konferencję klimatyczną, która odbędzie się w grudniu w Kopenhadze. Stawka spotkania jest historyczna: cały świat ma uzgodnić redukcję emisji dwutlenku węgla, który jest głównym gazem odpowiedzialnym za zmianę klimatu.
Sama Unia ma swój ambitny plan zmniejszenia emisji o 20 proc. do 2020 roku. Ale w Europie produkuje się tylko 10 proc. groźnego gazu. Trzeba więc do akcji przekonać innych trucicieli, w tym także kraje rozwijające się. Według obliczeń ekspertów będą potrzebowały ok. 100 mld euro rocznie, z tego bogaty świat powinien – zdaniem Brukseli – sfinansować od 22 do 50 mld euro rocznie.
– Możemy wyłożyć od 2 do 15 mld euro rocznie w zależności od tego, jaki system wsparcia zostanie uzgodniony na poziomie międzynarodowym – powiedział Stawros Dimas, unijny komisarz ochrony środowiska. Jeśli pomoc będzie liczona proporcjonalnie do emisji, to UE da 2 mld euro. Jeśli w stosunku do zamożności – jej udział wzrośnie do 15 mld euro. – Między tymi dwoma krańcami jest pole kompromisu – powiedział komisarz. Pozostałe potrzebne krajom rozwijającym się pieniądze mają pochodzić z ich własnych budżetów oraz z dochodów z międzynarodowego systemu handlu emisjami.
Dla Polski kluczowe jest wewnętrzne rozłożenie ciężaru unijnej pomocy dla biednych, czyli podział składki od 2 do 15 mld euro rocznie na 27 państw członkowskich. Polska zdecydowanie sprzeciwiła się wstępnej propozycji, aby obowiązywała zasada, że kto truje, ten płaci. Bo wtedy my bylibyśmy głównym sponsorem wysiłków ekologicznych krajów rozwijających się. Ale pozostali nie chcą się zgodzić na drugą skrajność, czyli podział obciążeń proporcjonalnie do PKB.
Dlatego Komisja Europejska unika na razie konkretów. Mówi tylko, że będą brane pod uwagę oba kryteria oraz dodatkowo „specjalne uwarunkowania państw członkowskich”, co daje pole do wewnętrznych negocjacji. – Ten wewnętrzny mechanizm możemy ustalić i przed Kopenhagą, i po. To nie ma znaczenia. Ważne, żeby świat zobaczył, że Unia jest w Kopenhadze zjednoczona – powiedział Dimas. Propozycja musi być jeszcze zaakceptowana przez państwa członkowskie. Ma to nastąpić na szczycie UE w październiku.
Na razie krytykują ją organizacje ekologiczne. Zdaniem Oxfam propozycja przewiduje przesunięcie części środków z już istniejącej pomocy rozwojowej na walkę ze zmianą klimatu. – To skandal. Oznacza ograbianie w przyszłości szkół i szpitali w biednych krajach i zmuszanie ich do finansowania walki ze zmianą klimatu – komentowała Elise Ford z Oxfam. Jej zdaniem to bogate kraje zatruły środowisko i one powinny najwięcej płacić.
[i]-Anna Słojewska z Brukseli[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA