Reklama

Małe sukcesy ajatollahów. Wojna z USA? Nie w najbliższych tygodniach

Administracja Donalda Trumpa nie chce już obalać reżimu ajatollahów, zostawia to narodowi irańskiemu. Szykuje się do kolejnej rundy negocjacji z Teheranem. W tle jest gra o nowy Bliski Wschód.
Małe sukcesy ajatollahów. Wojna z USA? Nie w najbliższych tygodniach

Foto: Majid Asgaripour/WANA (West Asia News Agency) via REUTERS

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie stanowisko Donald Trump zajmuje obecnie w sprawie irańskiego reżimu?
  • Czego mają dotyczyć nowe negocjacje między USA a Iranem?
  • Kto uczestniczy w negocjacjach amerykańsko-irańskich i jak są one prowadzone?
  • Jakie rady dla Iranu związane z programem rakietowym udziela były ambasador Wielkiej Brytanii w Teheranie?
  • Jakie mogą być przyszłe kroki administracji Trumpa wobec Iranu?

Trump jest zdecydowany na znalezienie dyplomatycznego rozwiązania. Czują to Irańczycy, o czym „Rzeczpospolita” przekonała się w rozmowie z pragnącym zachować anonimowość przedstawicielem władz w Teheranie.  

Reklama
Reklama

Przyjął to nawet do wiadomości premier Izraela Beniamin Netanjahu, który specjalnie w sprawie Iranu odwiedził w środę amerykańskiego prezydenta w Białym Domu. Tuż przed wylotem do ojczyzny Netanjahu powiedział, że „nasz wielki przyjaciel, prezydent Trump” jest przekonany, iż zmusi Irańczyków do „dobrego porozumienia”, choć on sam jest „nadal generalnie sceptyczny”.

Czytaj więcej

Od mordowania do rozmów. Ajatollahowie szykują się do negocjacji z ekipą Donalda Trumpa

O czym Donald Trump chce rozmawiać z Irańczykami?

Porozumienia, o którym wspomina Trump, nie można by już nazwać wyłącznie nuklearnym, takim, jakie Zachód zawarł za Baracka Obamy w 2015 r., znanym pod angielskim skrótem JCPOA (w zamian za ograniczenie programu atomowego do wyłącznie celów cywilnych Iran miał uzyskać zniesienie dotkliwych sankcji). Teraz Amerykanom chodzi o szersze porozumienie, obejmujące także irański program balistyczny i współpracę Teheranu z radykalnymi sojusznikami z Bliskiego Wschodu, jak libański Hezbollah i jemeńscy Huti. 

Reklama
Reklama

Trump był wielkim przeciwnikiem JCPOA i w czasie pierwszej kadencji wycofał z niego Amerykę (w 2018 r). Jednak rok temu rozpoczął negocjacje z Teheranem tylko na temat atomu. Po paru miesiącach upadły, Izrael zaatakował w czerwcu Iran, do wojny dołączyły w ostatniej fazie USA, zrzucając wielkie bomby na ośrodki atomowe. Nowa wojna wisiała w powietrzu miesiąc temu, gdy Trump zagroził interwencją w obronie brutalnie pacyfikowanych uczestników wielkich protestów antyrządowych w Iranie. Teraz Ameryka już nie grozi, przynajmniej nie obroną buntowników, bo duże siły amerykańskie pojawiły się w regionie. – Jeżeli Irańczycy chcą obalić reżim, to muszą to zrobić sami – zasugerował kilka dni temu wiceprezydent J.D. Vance. 

Czytaj więcej

Reza Nasri: Oczekiwanie Ameryki, że Iran się rozbroi, jest nierealne i głupie

Jak prowadzone są negocjacje w Omanie? Oficjalnie przez pośrednika, ale były też „kilkuminutowe” rozmowy bezpośrednie

W zeszły piątek w stolicy Omanu, Maskacie, odbyły się pierwsze amerykańsko-irańskie rozmowy. Premierowi Netanjahu nie udało się podczas wizyty w Waszyngtonie storpedować następnej tury. Ma się odbyć w najbliższym tygodniu w Genewie, nadal za pośrednictwem Omańczyków (prawdopodobnie w ich stałym przedstawicielstwie przy ONZ w tym szwajcarskim mieście).

Lokalizacja pierwszych rozmów to mały sukces Irańczyków, podobnie jak ograniczenie pośredników do Omanu. Początkowo negocjacje miały się toczyć w Stambule i to pod okiem większego grona: Turków, Saudyjczyków, Emiratczyków, Katarczyków, Egipcjan, a nawet Pakistańczyków. Wszyscy pracują teraz nad ułożeniem na nowo stosunków na Bliskim Wschodzie. Irańczycy zaproponowali Maskat i kameralny zestaw uczestników, na co – po krótkim oporze – przystali Amerykanie. 

– W Stambule byłyby naciski zaangażowanych w sprawę państw arabskich i muzułmańskich. Im zależy na szybkim rozwiązaniu, a tu potrzeba czasu – tłumaczy irański rozmówca.

Reklama
Reklama

Od strony amerykańskiej negocjacje prowadzą wielozadaniowy specjalny wysłannik Steve Witkoff i zięć prezydenta Jared Kushner, od strony irańskiej szef MSZ Abbas Araghczi. Mają one oficjalnie charakter niebezpośredni (USA i Islamska Republika Iranu nie utrzymują stosunków). I to widać na ujęciach z Maskatu – Amerykanie i Irańczycy są pokazywani oddzielnie, jedni i drudzy w towarzystwie negocjatora, szefa omańskiego MSZ Badra Al-Busajdiego. Z dala od kamer, mówi irański rozmówca, były jednak także „krótkie, kilkuminutowe” rozmowy bezpośrednie.

Były brytyjski ambasador w Teheranie: „Radziłbym Irańczykom, aby nie ustępowali w dyskusji o rakietach od razu”

Teheran oficjalnie podkreśla, że godzi się na rozmowy wyłącznie o programie nuklearnym – i to nie o całkowitym pozbyciu się atomu, lecz rezygnacji z prac nad bombą. Na użytek cywilny chce nadal wzbogacać uran (do 3,6 proc., tak jak było – z różnymi obostrzeniami – w JCPOA).

Czytaj więcej

Iran: Bunt utopiony we krwi. Gdzie jest najwyższy przywódca Ali Chamenei?

– Gdybym doradzał Irańczykom, powiedziałbym: „Spróbujcie poczynić postępy w kwestii nuklearnej. Jeśli istnieje perspektywa sensownego porozumienia w tej kwestii, a Amerykanie żądają w zamian jakiejś dyskusji o rakietach, to jak najbardziej podejmijcie ją”. Radziłbym jednak, aby nie ustępowali w dyskusji o rakietach od razu – mówi „Rzeczpospolitej” Richard Dalton, znany analityk ds. Iranu, a wcześniej ambasador Wielkiej Brytanii w Teheranie. 

Jego zdaniem Teheran nie powinien traktować też prawa wzbogacania uranu do poziomu 3,6 proc. „jako fetyszu” i powinien przełożyć wymuszanie tego prawa na Amerykanach, „bo teraz go nie potrzebuje”.

Czy Trump zrezygnował z opcji militarnej? – Teraz tak. Ale za kilka tygodni czy kilka miesięcy administracja amerykańska może na to patrzeć zupełnie inaczej – mówi Richard Dalton.

Reklama
Reklama

– Trump najpierw wybada, jaki jest potencjał negocjacji. Nikt nie może w tej chwili powiedzieć, czy jest szansa na kompromis. Ale w osiągnięcie porozumienia zaangażowali się sojusznicy USA z regionu, kraje Zatoki Perskiej czy Turcja, po co miałby więc teraz atakować Iran? Na dodatek u siebie, w Ameryce, zostałby potępiony, gdyby po prostu dopuścił się kolejnej niesprowokowanej agresji na Iran – dodaje były brytyjski ambasador w Teheranie.

Czytaj więcej

Dziesięć batów, milion podpisów
Polityka
Bloomberg: Rekordowa liczba Amerykanów ubiega się o obywatelstwo Wielkiej Brytanii
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Polityka
Uruchomienie rurociągu Przyjaźń za pieniądze i broń? Ukraina dementuje słowa Szijjarto
Polityka
Hillary Clinton zeznaje w Kongresie. „Jeffrey Epstein był odrażającą osobą, ale nie jest jedyny”
Polityka
Amerykanie chcą deportacji, ale mówią „nie” metodom Donalda Trumpa
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama