– Jeśli zaczną zabijać ludzi, tak jak to robili w przeszłości, myślę, że zostaną uderzeni, mocno uderzeni przez Stany Zjednoczone – powiedział Donald Trump o przywódcach Iranu.
Fala protestów powoli narasta, ajatollahowie milczą
Od końca grudnia w coraz innych miastach kraju dochodzi do demonstracji i rozruchów. Z powodu inflacji, wywołanej zarówno zbrojeniami (w tym odbudową arsenału nuklearnego, mocno nadwerężonego przez USA i Izrael), zewnętrznymi interwencjami, jak i międzynarodowymi sankcjami zastrajkowali najpierw sprzedawcy telefonów komórkowych.
U schyłku lata, tuż przed ponownym wprowadzeniem sankcji ONZ, jeden dolar kosztował milion riali irańskich. A pod koniec roku już 1,5 mln. Sprzedawcy importowanych komórek ucierpieli najbardziej i nie byli w stanie nawet płacić za wynajem powierzchni sklepowych. Dzień po nich do protestu dołączył słynny teherański Bazar, centrum gospodarczego, ale i politycznego życia irańskiej stolicy.
Inflacja w Iranie od kilku lat wynosi 30-40 proc. rocznie a za nią kroczy bezrobocie. Jednocześnie kraj dotknęła latem katastrofalna susza, której skutki odczuły 20 z 31 irańskich prowincji. Kryzys był tak duży, że prezydent Masud Pezeszkian proponował ewakuację części mieszkańców 10-milionowej stolicy, której zasoby nie starczały na zaspokojenie potrzeb.
Czytaj więcej
Iran rozpoczął intensywne działania mające na celu wywołanie opadów, wykorzystując technikę zasie...