„Uciekajta ludzie, dochtory jadą! Do śpitali będą zabierać! Chowajta się” – zakrzyknęła przerażona wieśniaczka z Serbinowa. Zarządca tego majątku, Bogumił Niechcic, sprowadził z miasta lekarzy, by wyleczyli chorujących chłopów. I udało mu się to, choć na początku wybuchła panika.
Dezinformacja w sprawie KSeF. Kto straszy przedsiębiorców?
Przypomniałem sobie tę scenę z „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej, gdy w ostatnich dniach czytałem różne paniczne komentarze o Krajowym Systemie e-Faktur. „Jak ja nie cierpię KSeF-u” – utyskuje pewien youtuber, komentujący zazwyczaj nowinki technologiczne. „KSeF dokonuje MASAKRY z polskimi firmami!” – to z kolei tytuł wywiadu z pewnym pracownikiem mediów, który tematyką podatkową się w swojej karierze rzadko zajmował.
Co gorsza, wśród takich komentatorów znaleźli się ludzie z tytułami profesorskimi. I to nie tylko uczelni określanych jako „Szkoły Główne Prawa i Makijażu”, ale też tych renomowanych, na przykład Uniwersytetu Warszawskiego. „KSeF jest zły z założenia. Brniemy w KATASTROFĘ!” – twierdzi jeden z nich. Inny komentator piekli się, że „KSeF to Krajowy System Przymusu”. Swoje robią też politycy. Jedna z partii potępia system w czambuł i to na tyle intensywnie, że właściwie może się już nazwać „KSeFederacją”.
Jakoś mało który z tych „ekspertów” zauważa, czemu w ogóle ten wynalazek służy. No to ich z lekka oświećmy. Wiecie, jak się robi przekręt karuzelowy? Buduje się łańcuch fikcyjnej sprzedaży, a po kilku tygodniach się go zwija, nie rozliczając przy tym VAT. Przy dotychczasowych systemach raportowania danych podatkowych, nawet zelektronizowanych, bandyci nakręcający te schematy byli nieuchwytni. Teraz jest szansa, by to zmienić. Dobrze przeszkolony urzędnik wpuści do KSeFu algorytm mniej więcej taki: „Znajdź spółki, które dwa tygodnie temu miały obroty rzędu kilku tysięcy złotych miesięcznie, potem przez tydzień milionowe a teraz znów bliskie zeru. Z wyników wybierz te, które handlowały między sobą”. No i dopadamy drani udających przedsiębiorców.