Sylwetki

Agresywny i uparty

Jamie Dimon ostro przeciwstawia się wszelkim regulacjom rynku finansowego, które w przyszłości mogłyby zaszkodzić jego instytucji
AP
Jamie Dimon, prezes banku JP Morgan Chase, znany jest z tego, że w negocjacjach jest wyjątkowo twardy. Nie jest też najsympatyczniejszy dla współpracowników, którzy panicznie się go boją
Ale nie te cechy decydują o skuteczności jego działania. JP Morgan Chase jest jedynym bankiem amerykańskim, który podczas kryzysu cały czas miał zysk.
To, w jaki sposób przeprowadził swoją instytucję przez najgłębszą od lat 70. recesję, przyniosło mu pochwały nawet prezydenta USA Baracka Obamy, który generalnie za bankierami z Wall Street specjalnie nie przepada. Obama powiedział: – Dimon odwalił niezłą robotę. Jakby na potwierdzenie słów prezydenta JP Morgan jako pierwszy spłacił państwową pożyczkę z pakietu stabilizacyjnego – 25 mld dol. Po zwróceniu zasiłku z państwowej kasy przyznał, że wziął pieniądze jedynie dlatego, żeby przypodobać się byłemu sekretarzowi skarbu Henry’emu Paulsonowi.
Dimon potrafi być konserwatywny tam, gdzie trzeba, i wyjątkowo agresywny, gdy widzi obietnicę pewnych zysków. Dzięki temu dowiódł, że obecna recesja nie pochłonie banków inwestycyjnych. Obsesją Dimona jest „bilans forteca” – określenie, którego chętnie używa. Oznacza to wyniki, których nikt nie jest w stanie podważyć. Sam chętnie nazywa swój bank wojskowym oddziałem, który zawsze jest gotów do akcji. Tej jego agresywnej polityki doświadczył w tym roku także polski złoty, na którego spadek wartości grał JP Morgan. To również ten bank stoi za upadłością Lehman Brothers, która gwałtownie zaostrzyła kryzys finansowy. Jest też jednym z najczęściej wypowiadających się publicznie bankierów amerykańskich. Ostro przeciwstawia się wszelkim regulacjom, które mogłyby w przyszłości zaszkodzić jego instytucji. Dimon przyznaje się do jednego błędu – wynajęcia zewnętrznych dilerów do obrotu obligacjami opartymi na kredytach hipotecznych. Ta decyzja kosztowała JP Morgan 6,4 mld dol. Pochodzi z rodziny greckich imigrantów, którzy uciekli z Turcji. Jego dziadek był dilerem giełdowym, a Jaimie terminował u niego podczas wakacji. Skończył Uniwersytet Tuft, potem Harvard. Wieloletni prezes Citigroup Sandy Weill namówił Dimona, żeby odrzucił oferty praktyk w Goldman Sachs i Morgan Stanley i zatrudnił się w American Express jako jego asystent. Ostrzegł, że nie może mu tyle zapłacić co inne banki, ale obiecał, że będzie miał frajdę z tej pracy. Właśnie przy pomocy Dimona Weilla stworzył Citigroup, ale potem się poróżnili i Dimon robił karierę na własną rękę. Został prezesem Bank One. Kiedy One został przejęty przez JP Morgan Chase w połowie 2004 roku, awansował na prezesa połączonych banków. Jest żonaty, ma trzy córki. Na urlop najchętniej pozostaje w USA, jeździ nie najnowszym modelem Toyoty, chociaż z pensją miliona dolarów rocznie z pewnością stać go na lepsze auto.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL