Świat

Sędziowie w burdelu

AFP
Pięciu sędziów berlińskiego sądu wizytowało we wtorek jeden z domów publicznych stolicy Niemiec. Wczoraj orzekli: „Salon Prestige” może działać dalej. Orzeczenie nie jest bez znaczenia dla interesów Polski w Berlinie.
„Salon Prestige” mieści się na parterze zwykłego domu mieszkalnego przy Ringbahnstrasse, niedaleko reprezentacyjnego bulwaru Kurfürstendamm, w zachodniej części Berlina. Zajmuje 230 metrów kwadratowych podzielonych na osiem saloników, w których na zmiany pracuje ponad dwadzieścia dam. — Spełniamy najskrytsze marzenia mężczyzn — twierdzi właścicielka „Salonu Prestige”. Ceny w dobie kryzysu zaczynają się od 40 euro. Klientów nigdy nie brakowało.
— Nie możemy dłużej tolerować prostytucji w kamienicy mieszkalnej — orzekły jednak władze dzielnicy Charlottenburg— Wilmersdorf i wydały decyzję o zamknięciu przybytku. Zakwestionowała ją właścicielka i wygrała w sądzie. — Zgodnie z ustawą prostytucja nie może być traktowana jako zajęcie niemoralne i tego rodzaju argumentacja nie może być podstawą do cofnięcia decyzji o działalności — orzekli sędziowie Sądu Administracyjnego Berlina. Wcześniej złożyli służbową wizytę w miejscu sądowego sporu. — Nie zaglądali do środka. Nie było to konieczne — zapewniał wczoraj „Rz” rzecznik sądu. Nie zauważyli na klatce schodowej ani zużytych prezerwatyw ani rozbitych butelek. Nikt z mieszkańców nie skarżył się też na hałasy czy burdy. Rzecznik przypomina, że jest to pierwsze tego rodzaju orzeczenie od siedmiu lat, kiedy w życie weszła ustawa uznająca, że prostytucja jest takim samym zawodem jak wszystkie inne. Nic nie stoi też na przeszkodzie, aby mógł być wykonywany w budynku mieszkalnym. Ocenia się, że w Berlinie jest co najmniej 230 domów publicznych mieszczących się w zwykłych blokach. Nie wszystkim się to podoba i władze wielu dzielnic postanowiły walczyć z tym zjawiskiem sięgając po przepisy prawa budowlanego. Jest w nich mowa o zakazie budowania domów publicznych w „rejonach mieszkalnych”.
Prostytucja nie może podlegać ograniczeniom przy wykorzystywaniu moralnych obiekcji przenoszonych na grunt planów budowlanych — orzekł jednak wczoraj stanowczo Sąd Administracyjny. W dodatku wielu znawców przedmiotu twierdzi, że dzielnice mieszkaniowe są idealną lokalizacją dla domów publicznych. — Tworzenie gett sprzyja kryminalizacji środowisk świadczących usługi seksualne oraz wyzyskowi kobiet— pisze w obszernej ekspertyzie Joachim Renzikowski, jeden z ekspertów. Takiego samego zdania jest potężne lobby właścicieli domów publicznych. Tych argumentów nie przyjmuje jednak Ekkehard Band, burmistrz dzielnicy Schöneberg. — Prostytucja kwitnie w pobliżu szkół, szpitali i kościołów. Tak dalej być nie może — skarżył się niedawno dziennikarzom. Burmistrz ma poważny problem starając się zapobiec powstaniu dużego domu publicznego przy rogu ulic Potsdamer i Kurfürstenstrasse. W ogromnym gmachu na skrzyżowaniu mieści się już od lat sklep porno, przed którym na klientów wyczekują damy lekkich obyczajów. Całe pierwsze piętro ma zostać przebudowane i w kilkudziesięciu pokojach ma powstać największy berliński dom schadzek. To atrakcyjna lokalizacja niedaleko Placu Poczdamskiego. Tuż za rogiem mieściła się przed wojną polska ambasada, po której pozostała leżąca odłogiem działka należąca do naszego kraju. Jeszcze niedawno rozważano budowę w tym miejscu polsko-niemieckiego ośrodka spotkań młodzieży oraz centrum kulturalnego. Wartość działki wycenia się obecnie na około 6 mln euro. — Jeżeli sąd nie uwzględni naszego sprzeciwu ucierpi cała okolica — ostrzega burmistrz Band. Nie kryje, że trzeba się liczyć ze spadkiem cen nieruchomości. Sprawą zajmuje się Sąd Administracyjny, ten sam, który ocalił wczoraj „Salon Prestige”. Prostytucja jest w Niemczech potężnym biznesem o obrotach sięgających 14 mld euro rocznie. Nierządem zajmuje się 400 tys. kobiet, a z ich usług korzysta podobno dziennie milion mężczyzn.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL