fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Łabędź niemy, ale czupurny

Łabędź niemy, Cygnus olor. Długość ciała 125 – 160 cm, rozpiętość skrzydeł 200 – 240 cm, waga średnio utuczonego od 7 do 15 kg, rekordzistów – ponad 20 kg. Chroniony
grzegorz i tomasz kłosowscy
Kojarzy się z sielskim obrazkiem parkowego stawu. Tymczasem to nieomal skrzydlaty najeźdźca i agresor w jednej osobie
Zgodnie z nazwą jest ptakiem prawie milczącym, ograniczającym się do wydawania syków i prychań, ale mającym w świecie istot żyjących nad wodą i w wodzie coś do powiedzenia. Zwłaszcza że staje się liczny jak chyba nigdy przedtem.
[srodtytul]Nurkująca żyrafa[/srodtytul] Dziś łabędzie znane są przede wszystkim z miejskich odcinków morskich i nadrzecznych plaż, gdzie zimą wychodzą, oczekując poczęstunku. To swojska frakcja bardzo w gruncie rzeczy dzikich ptaków. Wkrótce po II wojnie światowej w Polsce żyło zaledwie 500 par łabędzi. Włodzimierz Puchalski, wielki mistrz polskich fotografów i filmowców przyrody, opisywał dramatyczne historie, jakie towarzyszyły jego podchodom do tych prawdziwie dzikich mieszkańców wód. Aż trudno uwierzyć, że obecnie pary łabędzi gniazdują nawet w byle kaczych dołach na peryferiach wsi, nie obawiając się zbytnio ludzi. To być może skutek wymieszania się populacji dzikich łabędzi z udomowionymi niegdyś dla ozdoby rezydencji i dworskich parków, a następnie wtórnie zdziczałymi. Teraz więc przyjmowanie poczęstunku wprost z ręki to dla wielu osobników codzienność.
Nie jest jednak obojętne, co im ta ręka oferuje. Naturalnym pożywieniem łabędzia niemego są zanurzone rośliny wodne. Nie potrafi nurkować, ale do ich wydobywania wystarcza mu długa szyja. Mój przyjaciel, fotograf i filmowiec Artur Tabor nazwał go pływającą żyrafą. Dla tych ptaków stosowny jest też inny pokarm roślinnego pochodzenia, łącznie z pieczywem. Byle bez przesady. [srodtytul]Królewicz czy żebrak[/srodtytul] Chleb, szczodrze podawany łabędziom w czasie zimy, raczej je tuczy, niż żywi. Zresztą przed okresem jesiennych wędrówek i zimowych koczowań łabędzie, intensywnie jedząc, gromadzą w organizmach po parę kilogramów tłuszczu. Jeżeli już dokarmiać, to – twierdzi dr Maria Wieloch, badaczka łabędzi – raczej warzywami. Sama takie przygotowuje, i to gotując na parze, obowiązkowo bez nadzwyczaj szkodliwej dla wszelkich ptaków soli. Ale czyni to w celu nie tyle dokarmiania, ile wabienia ptaków, by założyć im obrączki lub odczytać już przez nie noszone. Zdecydowanie jest przeciwniczką dokarmiania. Zwłaszcza w stylu, jaki właściwy jest np. mieszkańcom Trójmiasta. Wynoszą oni na plaże Zatoki Gdańskiej tony pieczywa, ale czynią to zwykle przy okazji spacerów w ładną pogodę, kiedy łabędziom zbędne są dodatkowe kalorie. Podczas szarugi, śnieżycy owi dobrodzieje znikają, a przyzwyczajone do dokarmiania ptaki na próżno czekają pożywienia i szukając go, latają między Gdańskiem, Sopotem a Gdynią, tracąc siły. Ponadto dokarmianie skłania łabędzie do opuszczania wody i dreptania po ziemi i lodzie, do czego ich płetwiaste nogi nie są przystosowane. Chorują więc na stawy. Dokarmianie czyni też z tych wybitnie terytorialnych ptaków istoty do przesady stadne, skazane na tłok. Łabędź z dostojnego króla wód przedzierzgnął się więc w plażowego wyjadacza, co na szczęście dotyczy tylko części ptaków, bo niektóre pozostały dzikie. W sumie mamy mylne przeświadczenie, że łabędzie znamy doskonale, gdy tymczasem jest to biały znak zapytania. [srodtytul]Zagadki białych par[/srodtytul] Ciągle niewyjaśnione pozostają zagadki z jego życia. Ot, choćby jego skłonność do ekspansji. W dość krótkim czasie łabędzie opanowały wszelkie środowiska wodne, a ich liczba wzrosła u nas do około 7 tysięcy par. Zagadką pozostaje po trosze samo życie rodzinne. Ponieważ łabędzie w okresie lęgowym pokazują nam się w dość izolowanych parach, łatwo stały się symbolami dozgonnej wierności małżeńskiej. Z obserwacji wynika, że owszem, dochowują wierności, ale grubą przesadą jest przekonanie, iż w razie śmierci jednego z partnerów drugi już na zawsze pozostaje w celibacie. Niemniej pary są w miarę trwałe, a jest to m.in. skutek... agresji. Otóż gatunki silne, o skłonnościach terytorialnych, agresywne względem współplemieńców, muszą dla związania się w parę zneutralizować agresję przynajmniej względem upatrzonego partnera. Odbywa się to za pomocą rytualnych gestów pojednawczych powstałych w trakcie ewolucji z przekształconych gestów grożenia. Zaślubiny wymagają więc zachodu i natura tego, co złączyła, łatwo potem nie rozłącza. Dodatkowo konsoliduje parę agresja względem sąsiadów. Dla intruza zagrażającego gniazdu ptaki te są wręcz niebezpieczne. Uderzenie skrzydła potężnego ptaszyska grozi zranieniem. Samo skrzydło jest wprawdzie elastyczne i miękkie, ale jego rozbudowany, twardy nadgarstek to w akcji coś gorszego niż kij bejsbolowy. Uczulamy na to wodniaków. Niejednemu dzielnemu żeglarzowi, który zacznie chodzić z ręką na temblaku, głupio będzie się przyznać, że kończynę jednym uderzeniem złamał mu swojski, z wyglądu tak pokojowy łabędź.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA