fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Wrócić, żeby pomóc

Jakub Błaszczykowski
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Jakub Błaszczykowski dla „Rz” o tym, dlaczego przeżegna się przed meczem w Belfaście, kontuzji wynikającej z dobroci serca i utrzymywaniu się na szczycie
[b]Rz: Ostatnio wszyscy zadają panu pytania, jakie zwykle stawia się emerytom: Jak zdrowie? [/b]
[b]Jakub Błaszczykowski:[/b] Z nogą wszystko jest w porządku. Tyle, że jak nie urok, to przemarsz wojska. W ostatnim meczu ligowym zrobiłem wślizg, a robię to nieczęsto. Rywal przewrócił się na moją klatkę piersiową, ból poczułem dokładnie po drugiej stronie. Jakby mi coś przeskoczyło. Nie czuję się teraz komfortowo. Nie rozmawiałem jeszcze z trenerem czy zagram w Belfaście. Mam problemy przy oddychaniu, przy szybszym biegu. Uważam, że nie ma sensu wychodzić na boisko ze świadomością, że nie może się pomóc drużynie, a wręcz przeciwnie - nawet zaszkodzić. Po wczorajszym treningu jestem jednak dobrej myśli, przez 15 czy 30 minut mogę o bólu nie pamiętać. [b]Trener Borussii Dortmund powiedział, że ma pan jeszcze problem z tym, by uwierzyć, że po nagłym starcie do piłki, nie odnowi się panu kontuzja. Trudno będzie przełamać ten uraz? [/b]
Jeśli przez dwa miesiące danym mięśniem nie wykonuje się żadnej pracy, to naturalne, że później, przy każdym ruchu, gdy poczuje się delikatne ukłucie, wracają czarne myśli. W głowie zapala się lampka, że trzeba uważać. Rozmawiałem na ten temat z trenerem. Kiedy wróciłem do treningów, nie wyglądało to najlepiej. Ustaliłem, że mój powrót na boisko warto odłożyć w czasie. Oczekiwania wobec mnie są duże, jak zagram przeciętnie to zaczną gadać, że nie wróciłem do formy. A ja chcę wrócić w wielkim stylu. Borussii przyniosłem szczęście. Zagrałem 12 grudnia, to wygraliśmy. Wróciłem po kontuzji 21 marca i znowu wygraliśmy. Między tymi dwoma spotkaniami były same remisy i porażki. [b]Ból w nodze pojawił się podczas meczu charytatywnego. Będzie pan jeszcze brał w nich udział? [/b] To już zamknięty temat. Człowiek chce pomóc, chce być dobry, podzielić się z innymi. Nie grałem przecież dla pieniędzy, a tak się nieszczęśliwie złożyło, że dostałem po głowie i musiałem później cierpieć przez kilka miesięcy. Prawda jest taka, że każdy sportowiec wychodząc na boisko, niezależnie czy to mecz towarzyski, charytatywny czy ligowy - chce wygrać. A później okazuje się, że można dużo więcej przegrać. To była dla mnie nauczka i wyleczyłem się z udziału w tego typu imprezach. [b]Kiedy odkładał pan powrót na boisko kibice zaczęli mówić, że to ze strachu, bo transfer do Liverpoolu może nie dojść do skutku... [/b] To nieprawda, świetnie czuję się w Dortmundzie, znalazłem wspólny język z trenerem, niczego mi nie brakuje. Nad odejściem nawet się nie zastanawiałem. Odpowiada mi także mieszkanie w Niemczech, mojej rodzinie też się tam podoba. Aklimatyzacja trwała pół roku, łatwo nie było, bo kiedy wyjeżdżałem jako 21-letni chłopak nie byłem doświadczonym piłkarzem. Poza tym grając w Polsce mogłem często spotykać się z bliskimi. Nagle to się zmieniło. Uważam jednak, że do wszystkiego można się przyzwyczaić, początki nigdy nie są łatwe, ale im szybciej zrozumie się zasady panujące w danym kraju tym lepiej także dla drużyny. [b]Leo Beenhakker na ostro grających Irlandczyków chce wystawić szybkich piłkarzy, takich jak pan. W Bundeslidze nie przebierają w środkach, żeby pana zatrzymać. [/b] To normalne. Najtrudniejsze, że kiedy raz, drugi i trzeci udowodnisz, że potrafisz grać w piłkę, ludzie wymagają więcej, zapominając o tym, że rywale także zwrócili uwagę na moją dobrą formę. Gra się ciężej, każdy kolejny mecz jest coraz trudniejszy. Dlatego na szczycie trudniej się utrzymać, niż na niego wejść. Zawodnicy, którzy zachodzą daleko umieją sobie radzić i z presją, i z trzema przeciwnikami na raz. [b]Beenhakker mówił, że po meczu z Irlandią wróci pan do domu, ale pan podobno chciał zostać także na mecz z San Marino. Dlaczego? [/b] Zostanę z drużyną tylko, jeśli będę w stanie grać. Nie chciałbym, żeby to źle zabrzmiało, ale... mam 23 lata i swój rozum, nie stać mnie na nieodpowiedzialność. Chcę pomóc reprezentacji, ale moja ambicja nie może wygrać z rozsądkiem, bo mogę wyrządzić sobie wielką krzywdę. Ostatnio za bardzo spieszyłem się z powrotem na boisko. A co do meczu w Belfaście jestem spokojny, że kadra poradziłaby sobie i beze mnie. [b]Nie ma pan wrażenia, że Irlandczycy są trochę przeceniani, przecież to nie jest wielka drużyna... [/b] Jedziemy tam po zwycięstwo, bez strachu. Przeceniać rywala nie wolno, ale także lekceważyć. Jeśli będziemy skoncentrowani, nie powinno dojść do żadnej niespodzianki. Awans ciągle jest w naszych rękach, a gdybyśmy wygrali 1:0 w Bratysławie ze Słowacją, nikt nie mówiłby nawet, że występ w mistrzostwach świata jest zagrożony. [b]Jeśli zagra pan w Belfaście - przeżegna się pan przed wejściem na boisko?[/b] Oczywiście. Zawsze to robię, niezależnie od tego czy to się komuś podoba czy nie. Dla mnie moja wiara jest tak samo ważna, jak dla Irlandczyków ich wyznanie. Nie chcę ich prowokować, ale nie będę się wstydził znaku krzyża. Gdybym się nie przeżegnał, byłoby to sztuczne.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA