fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Chodźmy razem na tę wojnę

Marek Saganowski, urodzony 31 października 1978 roku w Łodzi. Kluby (kolejno): ŁKS Łódź, Feyenoord, Hamburger SV, ŁKS Łódź, Orlen Płock, Odra Wodzisław, Legia Warszawa, Vitoria Guimaraes (Portugalia), Troyes (Francja), Southampton (Anglia), AaB Aalborg (Dania), Southampton. W reprezentacji Polski 28 meczów, trzy gole
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Marek Saganowski - piłkarz reprezentacji Polski o tym, co musi dać Leo Beenhakkerowi, sposobie na Irlandię Północną i problemach finansowych Southampton
[b]Rz: Dlaczego był pan tak zdziwiony powołaniem do reprezentacji Polski? Przecież jeszcze 10 września grał pan w pierwszym składzie w meczu z San Marino.[/b]
Marek Saganowski: To prawda, jednak od tamtego czasu nikt się ze mną nie kontaktował, w drużynie na dobre zagrzali miejsca Robert Lewandowski i Paweł Brożek. Pomyślałem, że Leo Beenhakker stawia już na innych, a mój czas w reprezentacji się skończył. Mam 30 lat i doszedłem do wniosku, że teraz pora na młodszych. [b]Trochę to do pana niepodobne, zresztą na mistrzostwach Europy należał pan do nielicznych, którzy nie zawiedli.[/b]
Dziwiłem się, że nie zostałem w kadrze od razu po mistrzostwach. Zawsze walczyłem do końca, na turnieju w Austrii zagrałem na swoim normalnym poziomie. Później nie pojechałem jednak na mecz z Ukrainą do Lwowa, eliminacje zacząłem z drużyną tylko dlatego, że kontuzjowany był Paweł Brożek. Kiedy później telefon milczał, zrozumiałem to po swojemu: że zostałem skreślony. Czego brakowało Beenhakkerowi? Tego samego co mnie – gola. Ale dostanie go już wkrótce. [b]Selekcjoner mówi: „Saganowski znowu pozytywnie zaskoczył mnie na zgrupowaniu”. O co mu chodzi?[/b] Skoro trener nie powołuje mnie na długie zgrupowanie ani na mecze towarzyskie, to znaczy, że wie, na co mnie stać. Zawsze dawałem reprezentacji wszystko, co tego dnia mogłem. Jeśli zamiast grać w piłkę, trzeba było walczyć, to walczyłem. Myślę, że nie muszę już niczego udowadniać. Grałem w reprezentacji czy Lidze Mistrzów w naprawdę ważnych meczach z trudnymi przeciwnikami i dałem radę, teraz po powrocie do Southampton radzę sobie w drugiej lidze angielskiej, gdzie gra się naprawdę ostro. I co? Miałbym nie dać rady Irlandii Północnej? Przecież tam grają zawodnicy z tej samej ligi i Beenhakker na pewno także tym kierował się przy wysyłaniu powołań. Wie, że znam ich doskonale i wiem, jak takie mecze wygrywać. [b]Pana klub ma duże problemy finansowe i zawodnicy z najwyższymi kontraktami mieli nie grać. Po powrocie z wypożyczenia do Aalborga pan jednak w Southampton gra regularnie i strzelił sześć goli. Co po zakończeniu sezonu?[/b] Problemów finansowych dementował nie będę. Właśnie przez nie w zeszłym roku wypożyczono kilku zawodników, między innymi mnie, świetnego napastnika Johna Sterna i Grzegorza Rasiaka. Ja wróciłem jednak najszybciej i trener Mark Wotte powiedział, że nie interesuje go polityka, a ode mnie wymagał będzie tylko strzelania goli i liczy na moje doświadczenie. Nie wiem jeszcze, jak potoczą się moje losy po zakończeniu sezonu. Już teraz pojawiło się kilka propozycji z innych angielskich klubów. Nie powiem z jakich, żeby nie zapeszać. [b]Ale z Premiership czy nadal z Championship?[/b] Z Championship. Premiership to już byłoby naprawdę spełnienie moich marzeń. [b]Mówi pan o tym, że Irlandczycy grają tak, jak drużyny, z którymi mierzy się pan co tydzień. Asystent Beenhakkera Rafał Ulatowski uważa jednak, że z Irlandczykami nie wolno podejmować męskiej walki, bo są w tym lepsi.[/b] Kiedy podejmuję męską walkę, to ją wygrywam. Świadczą o tym gole. Oczywiście Ultatowski też ma trochę racji, bo powinniśmy zaskoczyć Irlandczyków czymś, z czym sobie nie poradzą, ale bez walki Belfastu nie zdobędziemy. Trzeba się teraz zmobilizować, żeby powalczyć o bilety na mundial do RPA. W ataku, mimo kontuzji Pawła Brożka, konkurencja jest spora. Lewandowski to odkrycie ostatnich miesięcy, do kadry wraca także Ireneusz Jeleń. Dobrze byłoby, gdybyśmy jeszcze poza wsparciem ze strony kibiców zostali podtrzymani na duchu przez PZPN. Ostatnie przepychanki między federacją a Beenhakkerem niczemu nie służą, w takiej atmosferze ciężko się pracuje. Moglibyśmy wreszcie wszyscy jednoznacznie się zdeklarować, że na tę wojnę idziemy razem, albo nie idziemy w ogóle.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA