fbTrack

Sędziowie i sądy

Sądy boją się procesów

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Kilkaset procesów rocznie nie może się zacząć, bo sędziowie nie chcą ich prowadzić. Chodzi o afery gospodarcze i sprawy, w których oskarżonymi są prawnicy i politycy
– Więcej jest skomplikowanych spraw gospodarczych, dotyczących zorganizowanych grup przestępczych, w których dokumentacja liczy po kilkadziesiąt tomów, a obsada sądów jest taka sama – narzeka sędzia Rafał Kraciuk, wiceprezes Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim. Tenże sąd blisko rok bronił się przed osądzeniem miejscowej afery korupcyjno-budowlanej, w której oskarżono 20 osób, w tym prezydenta miasta Tadeusza Jędrzejczaka. Akt oskarżenia trafił do niego akurat wtedy, gdy zmieniły się przepisy kodeksu postępowania karnego, który do rozpatrywania dużych spraw wyznaczył sądy okręgowe. Akta powędrowały więc do okręgu, by jesienią wrócić, gdy się okazało, że nowe przepisy nie dotyczą spraw sprzed zmiany kodeksu postępowania karnego.
Gorzowski sąd nie chciał sądzić tej sprawy. Przekonywał, że część oskarżonych decydowała o lokalizacji i uczestniczyła w remoncie nowej siedziby sądu rejonowego, i powołując się na tzw. dobro wymiaru sprawiedliwości (art. 37 k.p.k.) wniósł o przekazanie sprawy. Sądu Najwyższego argumenty te nie przekonały. Gorzowski sąd zwrócił się więc do Sądu Apelacyjnego w Szczecinie, aby sprawę ze względu na jej wagę i zawiłość (art. 25 § 2 k.p.k.) przekazał do sądu okręgowego. Na początku kwietnia 160-stronicowy akt oskarżenia i wielotomowa dokumentacja powędrowały do SO w Gorzowie Wielkopolskim. Proces nie zaczął się jednak do tej pory. – Pierwszy termin będzie wyznaczony prawdopodobnie na październik – zapowiada sędzia Roman Makowski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gorzowie Wielkopolskim. Takie przykłady można mnożyć. Mecenas Jerzy Synowiec uważa, że spychologia to choroba polskich sądów. – Mam wrażenie, że sędziowie myślą przede wszystkim o tym, jak się pozbyć trudnej sprawy i nie psuć sobie statystyki. Dla moich klientów oznacza to stracone miesiące, a czasami lata – mówi. Sędzia Sądu Rejonowego z Lubelszczyzny, pytany o sądową spychologię, parafrazuje popularne powiedzenie: „pierwsza czynność urzędnika – nalać wody do czajnika”. – Pierwsza powinność sędziego: sprawdzić, czy sprawy nie można przekazać do sądu innego. Oczywiście na podstawie obowiązujących przepisów proceduralnych – zastrzega. Przepisy k.p.k. każą sądowi z urzędu badać, czy jest właściwy do rozpoznania sprawy, bo zła właściwość miejscowa może być podstawą skargi kasacyjnej. Musi zwracać uwagę na ekonomię procesową. – Chyba czasami linijką mierzą odległość na mapie, byle im wyszło, że do innego sądu oskarżonym i świadkom jest bliżej. Miałem sprawę, w której dwóch z trzech oskarżonych mieszkało przy granicy z innym sądem, i to już był powód, aby wypchnąć sprawę – mówi mec. Synowiec. Opowiada o sprawie wypadku drogowego, w której sąd przekazał akta na drugi kraniec Polski tylko dlatego, że tam mieszkał jeden ze świadków wypadku. Nie zawsze k.p.k. pozwala też zwrócić się do SN z wnioskiem o przekazanie sprawy, jeżeli wymaga tego dobro wymiaru sprawiedliwości, gdy mógłby ucierpieć autorytet sądu i zostać zakwestionowana prawidłowość orzeczenia. Na to powołują się zazwyczaj sędziowie, którzy nie chcą sądzić przedstawicieli zawodów prawniczych, biegłych, lokalnych elit. Jeden z sądów rejonowych nie chciał się zająć nawet sprawą policjantów oskarżonych o przekroczenie uprawnień. Tłumaczył, że występują przed nim często jako świadkowie w innych sprawach. – To zbyt rozszerzająca interpretacja, bo w zasadzie sprawę każdego prawnika, który działa w okręgu, należałoby przekazywać – mówi Krzysztof Michałowski z zespołu prasowego Sądu Najwyższego. W 2007 r. do Izby Karnej Sądu Najwyższego wpłynęło 277 wniosków o przekazanie sprawy do rozpoznania innym sądom. Aż 106 okazało się niezasadnych. SN wielokrotnie podkreślał, że sądy nie powinny unikać spraw trudnych i mniej czy bardziej związanych z miejscowym środowiskiem. W ten bowiem sposób mogą wykazać, jak bezpodstawne są opinie o nienależytym wykonywaniu sędziowskich obowiązków. Mec. Czesław Jaworski uważa, że problem zniknie, gdy sędziowie będą mieli odpowiednią pozycję społeczną, warunki pracy i zarobki.– Wtedy nie będą się bali trudnych spraw. Sędzia musi mieć pewność, że po kolejnej zmianie ekipy politycznej nie zostanie przesunięty na inne stanowisko – uważa. Przed Trybunałem w Strasburgu reprezentujemy już kilku obywateli Polski. Mieliśmy do czynienia ze sprawą policjantki Ewy Sz. z Warszawy, której postępowanie toczyło się przewlekle między innymi z tego powodu, że akta krążyły między poszczególnymi sądami warszawskimi. W tej sprawie Trybunał uznał, że doszło do naruszenia art. 6 konwencji, czyli prawa do sądu i prawa do rozpatrzenia sprawy w rozsądnym terminie. Nie zakładałbym jednak od razu złej woli sędziów, choć pewnie w niektórych przypadkach tak jest. Bardzo często przyczyną jest raczej zła organizacja pracy sądów i zarządzania sprawami.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL