fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Stocznia do likwidacji?

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Bruksela żąda dalszego ograniczenia produkcji w zakładach w Gdańsku i Gdyni. Inaczej nie zgodzi się na postulowaną przez Polskę fuzję obu stoczni – wynika z informacji „Rz”
Według informacji „Rz” podczas ubiegłotygodniowej wizyty w Brukseli ministra skarbu Aleksandra Grada komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes zażądała dalszych ograniczeń mocy produkcyjnych stoczni Gdynia i Gdańsk do łącznego poziomu 400 tys CGT (ton przeliczeniowych). Taka była jej odpowiedź na zaproponowany przez Ministerstwo Skarbu plan połączenia obu stoczni uzgodniony po rozmowach z inwestorem w Stoczni Gdańsk – ISD Polska (kontrolowanym przez ukraiński Donbas), który chce też kupić Stocznię Gdynia.
Dyskusja o ograniczeniach związana jest z postawionym Polsce przed blisko rokiem ultimatum Komisji: albo stocznie oddadzą przyznaną im pomoc publiczną (trzy lata temu szacowaną dla trzech zakładów na 5,2 mld zł), albo zmniejszą produkcję. Zwrot przyznanej pomocy państwa może oznaczać upadłość stoczni. Do 26 czerwca Skarb Państwa ma przedstawić takie programy restrukturyzacji dla trzech zakładów (Gdynia, Gdańsk i Szczecińska Nowa), które usatysfakcjonują Brukselę.
Propozycja zmniejszenia limitu do 400 tys. CGT to istotna i niekorzystna dla nas rozbieżność w negocjacjach. Nowy limit byłby aż o 20 proc. mniejszy od wcześniejszych oczekiwań ograniczenia mocy zgłaszanych przez Komisję wobec Gdyni i Gdańska jako samodzielnych stoczni. Dotychczasowe ustalenia mówiły bowiem o ok. 400 tys. CGT dla samej Gdyni i ok. 100 tys. CGT dla Gdańska. Co więcej, z wyliczeń firmy doradczej McKinsey, zaaprobowanych przez inwestora w Stoczni Gdańsk, wynikało, że ten zakład musiałby produkować minimum 150 – 160 tys. CGT, by jego wydajność była porównywalna z konkurencyjnymi stoczniami niemieckimi.
Limit proponowany przez Komisję byłby też o 10 proc. mniejszy od zakładanego w planie restrukturyzacji przedstawionym przez stronę polską podczas ostatniej wizyty. Według specjalistów z branży taki poziom produkcji nie zapewni oczekiwanej przez KE rentowności stoczni, a z pewnością doprowadzi do znacznych redukcji załóg w obydwu spółkach. De facto mógłby też oznaczać konieczność zamknięcia jednego z zakładów.
Co na to Ministerstwo Skarbu? – Podczas spotkania z Komisją padały różne kwoty. To, że Bruksela oczekuje ograniczenia mocy produkcyjnych, nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem – mówi „Rz” wiceminister Zdzisław Gawlik nadzorujący przemysł stoczniowy. – Różnica zdań między nami a KE dotyczy skali tego ograniczenia. Jednak dyskusja na ten temat nie została jeszcze zakończona – dodaje.
Redukcji i zamknięcia jednego z zakładów obawiają się też związkowcy, którzy największe pretensje kierują pod adresem Ministerstwa Skarbu. – Resort nie przekazuje nam żadnych konkretnych informacji na temat programów restrukturyzacji, zasłaniając się tajemnicą negocjacyjną – mówi „Rz” Marek Lewandowski, rzecznik „Solidarności” w Stoczni Gdynia. – Tymczasem ma w nas największych sojuszników prywatyzacji. Gdybyśmy znali szczegóły, też moglibyśmy lobbować za korzystnym dla stoczni rozwiązaniem.
Dziś w południe o sytuacji w stoczniach ma rozmawiać ze związkowcami wiceminister Gawlik. Stoczniowcy z Gdańska zapowiadają jednak, że nie przyjadą do Warszawy, bo za późno dostali informację o spotkaniu (we wtorek o 16, podczas gdy Stocznia Gdynia dzień wcześniej). – To niepoważne – mówi Roman Gałęzewski, szef „Solidarności” w Stoczni Gdańsk. Wiceminister Gawlik przyznaje, że zaproszenie zostało wysłane za późno przez niedopatrzenie urzędnika – do tej pory skarb spotykał się tylko ze związkowcami z tych stoczni, które mają być prywatyzowane (Gdynia, Szczecin), Gdańsk zaś ma już inwestora.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki:b.chomatowska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA