fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Zostawić po sobie ślad

Opus Film
Marcin Wrona kończy w Warszawie zdjęcia do filmu „Tamagotchi”.
To bardzo oczekiwany debiut. 35-letni absolwent Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego i Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Andrzeja Wajdy jest twórcą świetnych przedstawień Teatru Telewizji („Skaza” Marzeny Brody, „Kolekcja” Harolda Pintera). „Tamagotchi” przygotowywał od kilku lat.
Zaczęło się od autentycznego ogłoszenia prasowego: „Mężczyzna, którego życie jest zagrożone, pilnie poszukuje kobiety, która może urodzić jego dziecko”. To właśnie ten niecodzienny anons zainspirował Marcina Wronę, Grażynę Trelę i Marka Pruchniewskiego do napisania scenariusza, który w ubiegłym roku dostał III nagrodę w międzynarodowej edycji konkursu Hartley-Merrill.
Odnoszący sukcesy zawodowy bokser w jednej z walk doznaje ciężkich obrażeń mózgu, które w każdej chwili mogą doprowadzić do śmierci. Nie decyduje się na trudną i bardzo ryzykowną operację, musi zakończyć karierę. Przede wszystkim zaś chce coś po sobie zostawić. Tym „czymś” ma być dziecko. Igor zaczyna szukać kandydatki na matkę wymarzonego potomka. Nic jednak nie wychodzi ani z jego odgrzewanych miłości, ani z nowych znajomości. A czas ucieka. Mężczyzna proponuje więc układ 19-letniej Wietnamce, którą spotyka na Stadionie Dziesięciolecia. On się z nią ożeni, zapewni polskie obywatelstwo i środki na godziwe życie, ona urodzi mu dziecko. Ale sprawy się komplikują. Niełatwo jest igrać z uczuciami, namiętnościami, miłością, odpowiedzialnością.
— Tytuł „Tamogotchi” nawiązuje do zabawki, popularnej zwłaszcza w Azji, przeznaczonej dla dzieci mających nauczyć się opiekować innymi — wyjaśnia Wrona. — Chcieliśmy opowiedzieć o wielu problemach naszej współczesności, choćby o wyborze między karierą a rodziną. Przede wszystkim jednak to film o dojrzewaniu do odpowiedzialności.
Zdjęcia zaczęły się 22 kwietnia. Za kamerą stanął Paweł Flis.
— Chcemy opowiadać tę historię spokojnie, czujną, autonomiczną kamerą, tak jak często robią twórcy kina azjatyckiego Wong Kar-wai czy Tran Anh Hung — twierdzi Wrona. — Ale ów melancholijny styl zostanie zderzony z energią, a nawet agresją, jaką początkowo nosi w sobie Igor.
W roli głównej występuje Eryk Lubos, aktor znany m.in. z filmów Małgorzaty Szumowskiej („Ono”) i Przemysława Wojcieszka („W dół kolorowym wzgórzem”). Rolę Azjatki Yen Ha gra 17-letnia Luu De Ly.
— Pojechaliśmy z Marcinem Wroną do Wietnamu i tam zorganizowaliśmy casting — mówi producent Łukasz Dzięcioł. — W Hanoi obejrzeliśmy około 30 aktorek. Luu De Ly była najlepsza. Do Warszawy przyjechała z mamą. Jesteśmy z niej bardzo zadowoleni.
W filmie zobaczymy też m.in. Krzysztofa Kolbergera, Stanisławę Celińską, Wojciecha Zielińskiego, Joannę Kurowską, Monikę Obarę, Joannę Pokojską, Romę Gąsiorowską i Marka Piotrowskiego.
Zdjęcia realizowane są w Warszawie, którą twórcy chcą pokazać jako miasto kolorowe, różnorodne, otwarte na nowych przybyszów z Azji, których będzie przecież z biegiem lat coraz więcej. Za scenografię odpowiada Anna Wunderlich, kostiumy zaprojektowała Ola Staszko.
„Tamagotchi” powstaje w firmie Opus Film. Jego producentami są Piotr i Łukasz Dzięciołowie, którzy konsekwentnie promują młodych polskich reżyserów. To właśnie w Opusie zadebiutowali w ostatnich latach Sławomir Fabicki, Adam Guziński, Jacek Borusiński, Paweł Borowski. Współproducentem jest TVP, film ma też dotację Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA