Historia

Arsenał minionych wieków

Archiwum „Mówią Wieki
">Michał Mackiewicz
Ewolucja uzbrojenia zaczepnego musiała wpłynąć także na ewolucję osłon ciała walczących. Używana od stuleci kolczuga nie mogła już zapewnić ochrony przed coraz potężniejszymi kuszami czy mieczami zaopatrzonymi w ostry sztych zdolny do przebijania dotychczasowych pancerzy. I chociaż pozostawała zasadniczym elementem rynsztunku wielu walczących, to od połowy XIII wieku zaczęto ją wzmacniać nowym typem pancerza. Były to płaty, zwane z angielska coat of plates, a w źródłach niemieckich plathe. Do skórzanego lub tekstylnego podkładu przymocowywano za pomocą nitów żelazne lub stalowe płytki (znacznie większe niż w pancerzach łuskowych), których położenie było pionowe lub poziome, zależnie od typu osłony lub miejsca na ciele. Nigdy jednak nie tworzyły one większej jednolitej płyty napierśnej. Nity układały się często w ozdobny wzór, który widoczny był spod wierzchniej warstwy tkaniny przykrywającej płyty (tak więc znajdowały się one wewnątrz dwóch warstw materiału lub skóry). Całość miała najczęściej kształt kamizeli lub poncho, zakładanych przez głowę dzięki wycięciu i wiązanych z boku lub tyłu, ale czasami także na naramiennikach.
Płaty mogły być mniej lub bardziej rozbudowane, np. ochraniać plecy częściowo lub całkowicie. Dodatkowymi elementami były profilowane stalowe płytki osłaniające barki. Pancerz ten był znacznie prostszy w wykonaniu niż np. kolczuga czy ochrona lamelkowa i z tego względu tani, stosunkowo elastyczny i łatwy w naprawie. Używano go powszechnie w całej Europie zarówno w kawalerii, jak i wojsku pieszym. Stanowił pierwowzór nieco późniejszej brygantyny (drobne płytki, całość lepiej dopasowana do korpusu) i był punktem wyjścia do skonstruowania w XV wieku pełnej zbroi płytowej. Pełne opancerzenie miało wiele zalet, ale nie było pozbawione wad. Ciężar mógł stać się przyczyną wielkich kłopotów, zwłaszcza w trudnym terenie (jak pod Courtrai). Np. żyjący na przełomie XII/XIII wieku dziejopis Gerard Walijczyk wywodził: „Tam, gdzie armie gromadzą się na równinie, ciężka i całkowita zbroja, zarówno zrobiona ze lnu, jak i z żelaza, chroni i zdobi doskonale rycerzy, tam, gdzie walczy się jedynie na wzgórzach albo w lasach, albo na bagnach, lekka zbroja jest o wiele lepsza. Albowiem przeciwko ludziom bez osłony, którzy uzyskują lub tracą zwycięstwo od pierwszego uderzenia (...) mniej zawadzająca broń zupełnie wystarczy (...). W pełnej zbroi, z wysokimi i wygiętymi siodłami, jest trudno zsiąść z konia, trudniej na niego wsiąść, ale najtrudniej poruszać się pieszo w razie konieczności”. Broń drzewcowa, o prastarej genezie, należy bez wątpienia do najprostszych, obok maczugi, narzędzi walki. Mimo jednak owej pozornej prostoty (kij z żelaznym grotem) łatwo uczynić z niej oręż wysoce wyspecjalizowany, który z piechurów uczyni formację trudną do pokonania nawet przez ciężkozbrojną kawalerię. Wszystko zależy od sprawnej taktyki walki i dyscypliny zwartych formacji. Starcie pod Courtrai jest tego świetnym przykładem, chociaż nie jedynym i nie pierwszym. W starożytności przez ponad 100 lat na polach bitew niepodzielnie panowała długa macedońska pika – sarissa. Na płaskim terenie, z zabezpieczonymi skrzydłami, czworobok zbrojnych w tę broń piechurów był nie do pokonania we frontalnym ataku. Potem nastąpił zmierzch tej kategorii broni, królować począł miecz i ciężki oszczep legionowy. W okresie wędrówek ludów i wczesnym średniowieczu piechota, acz liczna, odgrywała na polu walki rolę pomocniczą względem jazdy; specjalizacja tych formacji i rozwój broni, jaką się posługiwały, nie przebiegała więc równomiernie. Proces ten uległ odwróceniu z chwilą pojawienia się pieszych formacji plebejskich, zmuszonych stawić czoła feudalnej kawalerii. Przykładem mogą być milicje miast włoskich czy szkoccy górale walczący m.in. długimi włóczniami w zwartej formacji. Flamandowie przeciwstawili się francuskim rycerzom, dysponując różnorodnym orężem, spośród którego rolę kluczową odegrały długie włócznie zwane geldon oraz broń będąca połączeniem włóczni z maczugą – goedendag. Ta ostatnia miała postać ciężkiego, stosunkowo krótkiego drzewca (do 150 cm) rozszerzającego się ku górze, okutego na szczycie żelazną obręczą i zaopatrzonego w masywny, kwadratowy w przekroju szpikulec. Uderzając oburącz, można było zadawać zarówno pchnięcia, jak i ciosy zamaszyste znad głowy. Ta niewątpliwie regionalna, typowo flamandzka broń przeznaczona była właśnie do walki z opancerzonymi rycerzami. Zasadniczą kwestią była niewątpliwie współpraca pikinierów z żołnierzami uzbrojonymi w goedendag. Ci ostatni po prostu masakrowali tych, którzy nie byli w stanie przełamać lasu pik i polowych umocnień. Taka taktyka i broń były skuteczne tylko w defensywie, bitwy, w których piechurzy byli stroną atakującą, kończyły się zazwyczaj ich rzezią. Flamandowie używali ponadto kusz, a wielu, zważywszy na bogactwo miast, mogło posiadać wcale kompletny zestaw rynsztunku ochronnego w postaci kolczug lub płatów i hełmów. Spośród wszystkich zachowanych do dzisiaj elementów oryginalnego uzbrojenia średniowiecznego największą bez wątpienia wartość mają te, które możemy identyfikować z konkretną osobą lub wydarzeniem. Należą do nich znaleziska z pól bitewnych. Wydawać by się mogło, iż biorąc pod uwagę stan permanentnej wojny w Europie i niezliczoną ilość batalii, bojowego rynsztunku powinno dużo. Szczególnie tam, gdzie zmagania toczyły wielkie liczebnie armie, a starcie było niezwykle krwawe. Tak jednak nie jest, uzbrojenie było wówczas tak kosztowne, że skrzętnie zbierano je po walce; czyniła to zarówno zwycięska armia, jak i okoliczna ludność. Przykładem mogą być badania archeologiczne prowadzone niegdyś pod Grunwaldem, gdzie wydobyto bardzo skromną ilość militariów, choć natrafiono na zbiorowe mogiły poległych. Szkielety miały wyraźne urazy po ciosach zadanych rozmaitą bronią, w niektórych czaszkach nadal tkwiły groty bełtów! Spod Azicourt natomiast pochodzi zaledwie jedna ostroga rycerska, mimo że walczyli w głębokim błocie i wiele przedmiotów musiało upaść i zostać wdeptanych. Na wielu innych pobojowiskach również nie pozyskano efektownych artefaktów, ograniczały się one zazwyczaj do drobnych fragmentów uzbrojenia, w tym grotów strzał lub bełtów. Są jednak wyjątki, gdzie zestawy bojowego rynsztunku z pól bitewnych imponują zarówno ilością, jak i jakością oraz stanem zachowania. Zaliczyć tu należy przede wszystkim odkrycia z Visby na Gotlandii. Otóż w 1361 roku rozegrała się pod murami miasta bitwa pomiędzy Duńczykami prowadzonymi przez króla Waldemara i Gotlandczykami. Niezwykle krwawe starcie zakończyło się rzezią obrońców, zaś ciała poległych złożono bezpośrednio na placu boju w pięciu zbiorowych mogiłach. Przebadano archeologicznie trzy mogiły, które kryły szczątki około 1200 ludzi. Choć broń zaczepną prawie w całości zebrano, niektórych wojowników pochowano w kompletnym uzbrojeniu ochronnym, na co zapewne wpływ miał postępujący rozkład ciał w upalny lipcowy dzień. Imponująco przedstawiały się przede wszystkim 24 komplety płatów, spośród których wyodrębniono kilka typów. Ponadto wydobyto pancerz lamelkowy, kolczugi i kolcze kaptury okrywające czaszki poległych, a także rękawice. Kości poległych posłużyły do wnikliwych badań nad skutkami ciosów zadanych rozmaitą bronią. Wyróżniały się zwłaszcza cięcia od mieczy i toporów oraz rany zadane przez strzały z kusz (ostrzał niewątpliwie rozpoczął bitwę). W starciu użyto ponadto włóczni, maczug, morgensternów („gwiazda zaranna”) i być może młotów bojowych.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL