fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Ryszard Bugaj: SKOKi jak Agora

PiS, zawieszając swojego senatora Grzegorza Biereckiego, zachował się pryncypialnie – pisze publicysta
Fotorzepa/ Radek Pasterski
Patologiczna droga, którą poszedł Grzegorz Bierecki, nie była nowatorska. Podobną operację w przeszłości przeprowadziła... „Gazeta Wyborcza" – pisze ekonomista i polityk.

Media, z niewielkimi wyjątkami, włączyły się w bezpardonową rywalizację wyborczą. Definitywnie porzucone zostały zasady bezstronności. Tendencyjność jest widoczna gołym okiem. Ci, których media są silniejsze (czyli Platforma i Bronisław Komorowski), pewnie liczyć mogą na ekstrapremię w granicach 2–3 punktów procentowych, ale konsekwencje tej toksycznej rywalizacji są groźne. Następstwem musi być dalsza erozja wiarygodności mediów. I coś znacznie groźniejszego.

Ranking afer


Opinia publiczna została ostatnio zarzucona informacjami o SKOK, a szczególnie o działaniach senatora Grzegorza Biereckiego. Wskazuje się na wysokie wypłaty z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego z tytułu upadłości w systemie SKOK. Relacjonowane jest pismo szefa KNF, według którego doszło do operacji „przekształcenia własnościowego", które doprowadziło do gigantycznego wzbogacenia Biereckiego.

Grzegorz Bierecki twierdzi oczywiście, że to nagonka i wszystko było legalne. Część (chyba zdecydowana większość) mediów eksponuje jednak przestępczy w istocie i niemoralny charakter działania „senatora PiS". Dziennikarka „Gazety Wyborczej" pisze: „PiS oraz kandydat tej partii na prezydenta Andrzej Duda odpowiadają politycznie za gigantyczną aferę wokół SKOK-ÓW. Powinni się z tego rozliczyć, bo przez wiele lat partia chroniła SKOK-i (...). Prezydent Lech Kaczyński z pomocą swojego ministra Andrzeja Dudy skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Dał czas Biereckiemu, by odpowiednio przekształcił SKOK-i" („Gazeta Wyborcza" 14–15 marca 2015 r.).

Dziennikarze z przeciwnego obozu twardo odrzucają wszelkie zarzuty. Według nich nie tylko prawo nie zostało naruszone, ale SKOK to także jeden gigantyczny sukces, którego akuszerem jest senator Bierecki, a wszystkie negatywne o nim opinie wynikają z tego, że: od zawsze był wrogiem numer jeden Platformy znajdującej się pod przemożnym wpływem lobby bankowego. A tak w ogóle to: „...skromny człowiek, dla którego Polska zawsze stoi na pierwszym miejscu (...) który zawsze będzie walczył o prawo i sprawiedliwość..." („wSieci", nr 11 z 2015 r.).

Media niechętne PiS (w przypadku „Gazety Wyborczej" i „Polityki" słowo „niechętne" to eufemizm), przedstawiając sprawę SKOK, sugerują, że partia Jarosława Kaczyńskiego od początku budowała tego potwora po to, żeby potem on ją karmił. Ja pamiętam to inaczej (choć może nie całkiem ściśle).

Ustawa o SKOK powstała w 1995 r. W tamtym parlamencie PiS nie było (bo jeszcze nie istniał). Ustawę, prawie całkiem jednomyślnie, uchwalił Sejm, w którym zasiadali posłowie SLD, PSL, UW i ówczesnej UP. Uchwaliły ją nie tyle „solidaruchy", ile „komuchy".

Jeśli dobrze pamiętam, bardzo szczególne były okoliczności wyłączenia kas z nadzoru bankowego. Po prostu NBP (prezesem była Hanna Gronkiewicz-Waltz), który pełnił wówczas funkcję bankowego nadzoru, tej roli wobec SKOK odegrać nie chciał. Nadzoru nie chciało sprawować również Ministerstwo Finansów. Ustanowienie więc nadzoru „korporacyjnego" w postaci centrali SKOK zostało przyjęte nie w następstwie lobbingu „prawicy", tylko jako rozwiązanie praktycznie jedynie możliwe. Przedmiotem kontrowersji nie była też kwestia zwolnienia z podatku dochodowego. Sugerowanie więc, że od początku tworzono finansowe zaplecze PiS, jest ewidentnym nadużyciem.

To jednak nie znaczy, że w ostatnich latach się nie wykształciły (pewnie respektując formalnoprawne uregulowania) bliskie, nieformalne więzi miedzy politycznym środowiskiem PiS a kompleksem SKOK, choć nie wydaje się, by biznesowe uwikłania PiS były bardziej intensywne niż innych partii (szczególnie SLD).

Twarda obrona senatora Biereckiego przez PiS przekreśli szanse Andrzeja Dudy w zbliżających się wyborach

Afera SKOK na pewno nie jest – jak chce Leszek Balcerowicz – największą aferą III RP. O palmę pierwszeństwa może się ubiegać choćby przepis zawarty w reformie emerytalnej wdrożonej w 1999 r. pozwalający (niemal za nic) potrącać zagranicznym powszechnym towarzystwom emerytalnym 10 proc. ze składki emerytalnej (oraz pobierać duże pieniądze „za zarządzanie"). To dzięki temu zagraniczne koncerny finansowe zarobiły (a emeryci i budżet stracili) krocie. Leszek Balcerowicz mógł się temu przeciwstawić, ale tego nie zrobił.

Być może palma pierwszeństwa należy się jednak „powszechnej prywatyzacji", czyli programowi NFI propagowanemu i realizowanemu przez Janusza Lewandowskiego i Wiesława Kaczmarka. To przedsięwzięcie pozwoliło na przekazanie na rzecz spekulantów ponad 500 dużych przedsiębiorstw, z których znaczna część już dawno nie istnieje.

Listę przekrętów w majestacie prawa można znacznie wydłużyć, ale to, rzecz jasna, nie może być usprawiedliwieniem dla ludzi PiS. Trzeba tylko zauważyć, że – niestety – patologiczna droga, którą poszły SKOK, nie była nowatorska. Zauważyć też wypada, że operacja, którą przeprowadził senator Bierecki, jest podobna do operacji, jaką w przeszłości przeprowadziła... „Gazeta Wyborcza".

Przedsięwzięcia z „misją"

„Kapitałem założycielskim" Grzegorza Biereckiego i jego współpracowników była fundacja zasilona na starcie niewielkimi środkami zagranicznymi. Późniejsze specjalne relacje fundacji z kasami były, jak przekonują dziennikarze „Gazety Wyborczej", jednym z najważniejszych źródeł finansowego sukcesu fundacji. Wiele wskazuje na to, że mają rację. W końcu przeprowadzona została operacja przekazania środków fundacji na rzecz prywatnego instytutu kontrolowanego przez Biereckiego, przekształconego następnie w spółkę, której właścicielem jest Bierecki z bratem i kumplem.

„Gazeta Wyborcza" twierdzi, że ostatnia faza zmian była możliwa dzięki temu, że ówczesny prezydent, kierując nowelizację ustawy o SKOK do Trybunału Konstytucyjnego (z ocenionym jako bezzasadne podejrzeniem o nadmierne ograniczenie niezależności podmiotu gospodarczego), dał czas Biereckiemu na wyprowadzenie „z systemu" gigantycznej kwoty kilkudziesięciu milionów złotych.

„Gazeta Wyborcza" też na starcie otrzymała niewielkie środki pomocowe z zagranicy. Jednak z całą pewnością jej sukces był przede wszystkim następstwem statusu, jaki uzyskała: pierwszej legalnej w obozie komunistycznym codziennej gazety opozycyjnej. Powstała Agora, kompleks o ogromnej wartości rynkowej. Można z pewnością przyjąć, że i SKOK, i Agora to były przedsięwzięcia „z misją". Ale po latach – dzięki przekształceniu w spółkę akcyjną – Agora (analogicznie do „instytutu spółdzielczego") staje się własnością wpływowych przedstawicieli środowiska (bez Adama Michnika) związanych z „Gazetą" – dziennikarze i menedżerowie otrzymują zbywalne akcje za symboliczną złotówkę, a już na pierwszej sesji giełdy ich wartość jest wielokrotnie większa.

Prawdopodobnie (uwzględniając inflację) ci pracownicy Agory, którzy dostali największe pakiety (a dystrybucja była skrajnie nierówna), wzbogacili się nie mniej niż o 65 mln zł przypisywanych Biereckiemu.

Ale to nie koniec analogii. Otóż, w niejasnych nadal okolicznościach przez parlament przeprowadzona została zmiana przepisów podatkowych, w rezultacie czego sprzedaż otrzymanych za friko akcji została zwolniona z podatku. Gdy zdominowany przez AWS Sejm (po sygnałach „Rzeczpospolitej") zorientował się, co się stało, w trybie awaryjnym nowy przepis usunął.

Ale wtedy prezydent Kwaśniewski skierował tę ostatnią ustawę do Trybunału Konstytucyjnego (na marginesie: „Gazeta Wyborcza" podkreśla, że w okresie przygotowywania wniosku do TK w sprawie SKOK w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego trzykrotnie był Bierecki; warto byłoby też wiedzieć, czy ktoś ważny z „Gazety" bywał u urzędników prezydenta Kwaśniewskiego, gdy był przygotowywany wniosek o niezgodności z konstytucją wspomnianej ustawy podatkowej), który... ustawę uchylił z powodu naruszenia zasady vacatio legis. Nie wiem, ile to budżet kosztowało. Podobno setki milionów.

Korupcja i „układ"

Korupcja w Polsce na pewno nie jest szczególnie rozbuchana, nie tylko na tle krajów ze Wschodu, ale też np. w porównaniu z Hiszpanią. Nie znaczy to, że nie stanowi ogromnego problemu. Ale szczególnie wielki problem stanowi – co opisuje od kilku dekad nurt ekonomii instytucjonalnej – proceder budowania prawnych regulacji przyjaznych dla określonych instytucji (organizacji) lub środowisk. Sprzyja temu – co ujawniły „taśmy prawdy" – rozrost sfery nieformalnej polityki rozgrywającej się pokątnie, w ukryciu przed opinią publiczną. Nie ucięła tego nawet afera Rywina. Bardzo ograniczone rezultaty przyniosło też powołanie CBA i takie kroki, jak choćby rozwiązanie WSI.

PiS, który obsadził się w roli szeryfa (i z tego powodu zyskał spore poparcie), nie odniósł powszechnego zwycięstwa nad korupcją i „układem". Co więcej, konkurenci skutecznie dowodzą, że ta partia także jest podatna na tę chorobę. PiS reagował dotąd pryncypialnymi decyzjami (jak usuniecie trójki „podróżników"). Również w przypadku SKOK wstępna decyzja – zawieszenie senatora Biereckiego – miała charakter pryncypialny.

Jednak dla każdego, choćby trochę obserwującego scenę publiczną, jest widoczne, że PiS się waha, czy swojego człowieka nie bronić mimo wszystko. „Mimo wszystko" to znaczy mimo to, że sposób, w jaki senator Bierecki wzbogacił się na gigantyczną skalę, budzi zasadnicze wątpliwości natury etycznej (choć – podkreślmy – być może bez złamania prawa).

Skąd te wahania? Przyczyny mogą być różne, ale z pewnością trzeba się zgodzić z tymi komentatorami, którzy utrzymują, że senator jest po prostu w kręgach decyzyjnych partii bardzo wpływowy, a sam PiS nie jest tak pryncypialny, jak twierdzi.

Prawo i Sprawiedliwość znalazło się w bardzo trudnej sytuacji. Usunięcie Grzegorza Biereckiego pobudzi konflikt wewnętrzny i na pewno nie zadowoli tych, którzy od zawsze na partię Kaczyńskiego polują (np. środowisko „Gazety Wyborczej"). Oni to zinterpretują po prostu jako pozbycie się kozła ofiarnego. Twarda obrona Biereckiego, moim zdaniem, przekreśli szanse Dudy i pewnie PiS w zbliżających się wyborach. Jednak przede wszystkim zniszczy nadzieję tych niewielu, którzy jeszcze wierzą, że polityka nie musi być tylko brudną grą. Negatywne następstwa takiej sytuacji trudno przecenić.

Autor jest politykiem i ekonomistą. Był twórcą i przewodniczącym Unii Pracy, posłem na Sejm trzech kadencji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA