fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Afera taśmowa

Rząd przeciw pluskwom

To m.in. w restauracji „Sowa & Przyjaciele” nagrywano VIP-ów. Dziś najważniejsi urzędnicy ponoć unikają spotkań w lokalach
Fotorzepa/ Krzysztof Skłodowski
Po aferze podsłuchowej BOR zmienił system ochrony najważniejszych osób w państwie.

Biuro Ochrony Rządu kupiło nowocześniejszy sprzęt antypodsłuchowy i zwiększyło liczbę funkcjonariuszy, w tym tajniaków, przy ochronie VIP-ów – ustaliła „Rzeczpospolita". Zmiany wprowadzono trzema niejawnymi rozporządzeniami ministra spraw wewnętrznych. Politycy jednak dmuchają na zimne i unikają spotkań na mieście.

Gość czy „borowik"

Afera taśmowa, w której potajemnie nagrano rozmowy ok. 70 osób odwiedzających warszawskie restauracje, wywołała w 2014 r. polityczne trzęsienie ziemi i serię zarzutów pod adresem służb za to, że nie wykryły podsłuchów. Opinia publiczna dowiedziała się, o czym rozmawiają ministrowie, biznesmeni czy prezes NBP, i jakiego języka używają.

Krytykowane BOR do winy się nie poczuwa, ale podjęło działania, by zapobiec kolejnym wpadkom. Przerzuciło część pracowników kadr i logistyki do obsługi najważniejszych osób w państwie, zwłaszcza że przybyło mu osób chronionych. Ochronę otrzymał po aferze taśmowej m.in. prezes banku centralnego Marek Belka. Według wiedzy „Rzeczpospolitej" BOR wprowadziło też do ochrony VIP-ów tajniaków – mają obserwować spotkanie pilnowanej osoby, np. udając gościa.

Inna nowość to utworzenie w BOR komórki ds. bezpieczeństwa wewnętrznego – to tu wpływają informacje z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i policji o możliwym zagrożeniu.

Afera ujawniła, że brakuje sprzętu mogącego wykryć pluskwy. Za milion złotych BOR kupiło więc nowocześniejsze urządzenia antypodsłuchowe. Ale – zastrzegają nasi rozmówcy z Biura – nawet to nie gwarantuje VIP-owi poufności rozmowy w miejscu publicznym. – Technika poszła do przodu, nie ma jednej skutecznej metody czy urządzenia, które wyeliminuje zagrożenie – mówi oficer Biura.

BOR i resort spraw wewnętrznych na temat szczegółów nowych przedsięwzięć milczą. Dlaczego? Małgorzata Woźniak, rzeczniczka MSW, wyjaśnia: – Zmiany dotyczą m.in. nowelizacji niejawnych wewnętrznych dokumentów.

Dodaje tylko, że doprecyzowano „szczegółowy zakres wykonywania przez BOR działań profilaktycznych", a do zmian prawnych dostosowano „wewnętrzną strukturę formacji". – Dokumentacja dotycząca bezpośrednio działań profilaktycznych w zakresie zabezpieczenia osób ochranianych przed podsłuchem, procedury, formy działania są niejawne – zastrzega też rzecznik BOR mjr Dariusz Aleksandrowicz.

Wszystkie te działania podjęto, chociaż audyt BOR wykonany po ujawnieniu nagrań przez tygodnik „Wprost" stwierdza, że funkcjonariusze nie dopuścili się zaniedbań. – To nie my nie przestrzegaliśmy procedur bezpieczeństwa, ale politycy. Do spotkań służbowych są budynki rządowe wyposażone w systemy antypodsłuchowe. Politycy łamali te zasady – mówi „Rzeczpospolitej" oficer BOR.

Jednak zakup nowych urządzeń dowodzi, że najwidoczniej dostrzeżono lukę w ochronie ważnych osób w państwie. – Doświadczenie afery podsłuchowej pokazuje, że w dotychczasowych procedurach nie udało się wszystkiego przewidzieć. BOR sprawdzało pomieszczenia głównie pod kątem pirotechnicznym, a powinno też sprawdzać, czy są podsłuchy – uważa Piotr Niemczyk, były wiceszef zarządu wywiadu UOP. Jak mówi, nie ma precyzyjnych regulacji to nakazujących, ale to kwestia „kultury ochrony informacji, rozsądku i analizy ryzyka".

– Żeby wykryć podsłuch nie trzeba nowoczesnych urządzeń. Ale mając je, można go znaleźć szybciej – dodaje Niemczyk. – Zakup nie pójdzie na marne, zwłaszcza że systemy używane przez służby ochrony VIP są stosowane nie tylko do eliminacji podsłuchów, ale i dla zapobieżenia ewentualnemu zamachowi terrorystycznemu, bo ładunki wybuchowe mogą być odpalane zdalnie – wyjaśnia.

Co z wiceministrami

Skandal z podsłuchami wystraszył VIP-ów i nasi rozmówcy z BOR mówią, że przestali się oni spotykać w restauracjach. – Nam ułatwia to pracę, politykom daje gwarancję poufności – dodaje jeden z oficerów.

– Prezes NBP nie spotyka się służbowo w miejscach, które nie spełniają wymogów bezpieczeństwa – potwierdza Przemysław Kuk, rzecznik banku centralnego. Czy państwo jest dzięki temu bezpieczniejsze?

– Rzesza wiceministrów nie ma ochrony, a to oni podejmują newralgiczne decyzje, mają dostęp do najistotniejszych informacji, także niejawnych, od nich zależą kluczowe decyzje dotyczące przetargów czy inwestycji – wylicza w rozmowie z „Rzeczpospolitą" znany polityk. Jak dodaje, afera podsłuchowa pokazała, jak łatwo można polityków nagrać, a informacje wykorzystać.

Zarzuty dotyczące nielegalnych podsłuchów usłyszały dotąd cztery osoby: kelner i menedżer restauracji oraz biznesmeni: Marek Falenta i Krzysztof R. Zdaniem śledczych kelnerzy mieli nagrywać VIP-ów, a Falenta miał dostarczyć im sprzęt i zapłacić ok. 100 tys. zł, czemu biznesmen zaprzecza.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorek, i.kacprzak@rp.pl, g.zawadka@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA